Społeczeństwo

Co gotuje się w Zagrzebiu... rewolucja?

Artykuł opublikowany 10 czerwca 2011
Artykuł opublikowany 10 czerwca 2011
Chorwaci, toczeni przez rak korupcji, zżerani przez niekompetencję polityczną, od miesięcy uczestniczą w pochodach manifestując niezadowolenie wobec niereagującego, niemego rządu. W ramach rewolucji Facebooka młodzi szukają dla siebie przyszłości. Dziennikarze i studenci chorwaccy ostro krytykują podzielone państwo. Zagrzeb jest zanurzony w politycznym chaosie.

Wszystko zaczyna się od burka, lokalnej specjalności. Podczas gdy włóczę się ulicami Zagrzebia, zajadając się chorwackimi specjałami, wpadam przypadkiem na grupę ludzi otoczonych tłumem kamer. Udaję turystę, który chce zasięgnąć informacji i jednocześnie obserwuję wszystko z uwagą. Tłum składający się początkowo z około stu osób powiększa się w miarę jak bardowie rewolucyjni wykrzykują przez megafon. Całe miasto budzi się w rytmie powtarzającego się sloganu. „Z nami na ulicę”, brzmi w bębenkach przechodniów napływających falami jakby w przeddzień rewolucji. Manifestacja ma raczej charakter święta narodowego niż masowych protestacji. Świadczy o tym skład marszu. Młodzi, starzy, mężczyźni, kobiety w ciąży paradują ulicami. Sprzedawcy gwizdków zarabiają na tym najwięcej od czasu upadku muru. Widząc jednego z czterdziestolatków z afiszem, na którym widnieje „Prime minister Kosor = stupid”, jestem pewien, że nie pomyliłem manifestacji.

„Myślę, że potrzebujemy Unii Europejskiej”

W samym środku nieopisanego bałaganu próbuję zrozumieć skandowane albo widniejące na kawałkach drewna hasła. Nie jestem zaskoczony, widząc od „Kosor spadaj” do „HDZ to złodzieje” (HDZ jest partią u władzy). Zastanawia mnie raczej grupa buntowników z wielkimi flagami, na których widnieje przekreślone logo Unii Europejskiej. Subtelni nacjonaliści? Pudło. Antonija Letinic, jeden z moich dziennikarzy-kontaktów na miejscu, tłumaczy: „To jest mniej demonstracja nacjonalistyczna, a bardziej odrzucenie Unii Europejskiej, której bazą jest ekonomia”. Jednym słowem to są antykapitaliści. Zdaniem Mariny Kelava, młodej dziennikarki w jednymi z nielicznych niezależnych mediów miasta, H-Alter.com: „Jeśli wejdziemy do Unii Europejskiej, Chorwacja stanie się jednym z poddanych i będzie uzależniona od inwestycji europejskich. Państwo stanie się Florydą Europy”. Dobrze. Ale kiedy spotykam Tomislava i Luka, dwóch studentów z wydziału ekonomii w Zagrzebiu, prawda jest mniej gorzka: „Myślę, że potrzebujemy Unii Europejskiej. Po tym wszystkim co przeżyliśmy, potrzeba nam kogoś innego niż skorumpowanego rządu”. A co przeżyli? Wojnę (1991-1995), korupcję (ostatniego Premiera Ivo Sanadera, który obecnie siedzi w więzieniu), bezrobocie (14%)... Wystarczająco dużo, by z państwa zrobić tykającą bombę. „Jeśli ludzie manifestują, to oznacza, że czegoś im brakuje. Problem w tym, że każda grupa potrzebuje czegoś innego. Są studenci, którzy żądają zmniejszenia kosztów edukacji, są antyeuropejczycy a cała reszta to zwyczajni chuligani”, podkreślają studenci.

Rola studentów: zderzenie ideologii

Zrezygnowany niczym okaleczony na wojnie kombatant, Luka tłumaczy sytuację przez analizę pokoleniową: „Nasi rodzice żyli w strasznych warunkach, ale wiedzieli, dlaczego. My nie rozumiemy. Większość młodego pokolenia ma to w nosie. Nie oczekujemy od studentów jakiejkolwiek opinii na temat polityki, bo poziom osób z wykształceniem wyższym wynosi tylko 7%”. Niemniej jeśli mówię o tej wizji Marinie Kelavej, jest zaskoczona. „Myślenie w tych kategoriach jest niebezpieczne. Studenci są zobowiązani do udzielania przestrogi społeczeństwu i powinni być pionierami. Być wykształconym w małym, wyspecjalizowanym kręgu nie znacz,y że jest się intelektualistą!”

Pomiędzy betonem a gwiazdami

Fatalizm z jednej strony, z drugiej rezygnacja. Walki wewnętrzne Chorwatów niszczą ich jedność. Krzyk jest niemniej jednoznaczny. Przeciwnik jest wspólny. Tylko społeczeństwo obywatelskie może dokonać zmian w krajowej polityce. Sergej Zupanic dziennikarz z „Vecernji list” przyjmuje w 21-piętrowej wieży, gdzie wegetują główne ofiary marazmu społecznego. Dawni bojownicy, bezrobotni, kobiety w ciąży… To getto. I Sergej, cały w czerni, zaczyna ostro: „Ludziom żyje się coraz gorzej. To jest straszny kryzys. 14% społeczeństwa jest na bezrobociu, dokładnie ten sam wskaźnik co w Egipcie przed rewolucją”. Sergej cieszy się zarówno przebudzeniem demokratycznym jak i manifestacjami, które są ważnym znakiem dla rządu. Jak w Egipcie, pierwszym znakiem były serwisy społecznościowe : „To one pozwoliły obywatelom zorganizować się, a dziennikarzom zdobyć instrumenty, które do tego doprowadziły”. Pokolenie Web 2.0 posługuje się Internetem jako forum żądań i jednocześnie jako laboratorium pomysłów. Przykładem tej rewolucji jest www.nogomudupe.com (dosłownie kop w tyłek), chorwacka replika amerykańskiej wersji www.pressthepresident.com, która pozwala na umieszczenie wiadomości rewindykacyjnych i jednocześnie krytykuje członków rządu.

Mimo iż młodzi Chorwaci są gotowi i zdeterminowani, kumulują się nad nimi czarne chmury przeszłości. Niektórzy są zaniepokojeni. Antonija obawia się, że ruch dostanie zadyszki, z czego „skorzystają nacjonaliści”, Sergej obawia zamarcie, marazmu, który mógłby pogrążyć państwo w chaosie. Inni marzą o ucieczce. A Luka nie widzi się w Chorwacji i wątpi w lepszą przyszłość dla swojej 14-letniej siostry. Więc pod brukiem, plaża? Tak… ale gdzie indziej.

Fot. główne (cc)black stena/flickr; w tekście: ©Nemanja Knežević