Społeczeństwo

CO MA BRYTYJCZYK DO WIATRAKA?

Artykuł opublikowany 13 marca 2014
Artykuł opublikowany 13 marca 2014

Pra­wie wszy­scy do­ce­nia­ją ko­rzy­ści pły­ną­ce z elek­trow­ni wia­tro­wych, które zo­sta­ły okrzyk­nię­te naj­bar­dziej efek­tyw­nym istniejącym spo­so­bem pro­duk­cji ener­gii od­na­wial­nej. Do 2020 roku 15% ener­gii Wiel­kiej Bry­ta­nii ma po­cho­dzić ze źró­deł od­na­wial­nych. Dla­cze­go więc lokalne spo­łecz­no­ści czę­sto są prze­ciw­ne wia­tra­kom?

NIMBY jest akro­ni­mem Not in My Back Yard (Nie Na Moim Po­dwór­ku, przyp. tłum.). Jest to ruch sprze­ci­wia­ją­cy się bu­do­wie in­sta­la­cji ta­kich jak farmy wia­tro­we, czy wy­sy­pi­ska śmie­ci w oko­li­cy wła­sne­go miej­sca za­miesz­ka­nia, przy cał­ko­wi­tej ak­cep­ta­cji dla tego typu przed­sięw­zięć - tyle, że gdzieś in­dziej. Bry­tyj­czy­cy, a ści­ślej 82% z nich, po­pie­ra­ją po­zy­ski­wa­nie ener­gii ze źró­deł od­na­wial­nych. Licz­ba ta spada jed­nak do za­le­d­wie 50%, kiedy pro­jekt in­sta­la­cji wia­tro­wej po­ja­wia się w ich wła­snej gmi­nie. Farmy wia­tro­we zaj­mu­ją dużo miej­sca i są, jak twier­dzą nie­któ­rzy, nie­este­tycz­ne. Z tego po­wo­du nowe przed­sięw­zię­cia ener­ge­tycz­ne – od farm wia­tro­wych po gaz łup­ko­wy – pla­no­wa­ne są na rza­dziej za­lud­nio­nych te­re­nach. Lord Ho­well z bry­tyj­skiej Par­tii Kon­ser­wa­tyw­nej po­peł­nił ostat­nio dosyć spek­ta­ku­lar­ną gafę, opo­wia­da­jąc o ist­nie­niu wielu „opusz­czo­nych' te­re­nów na pó­łno­cy" kraju, które ide­al­nie na­da­ją się do wy­do­by­wa­nia gazu łup­ko­we­go. Obu­rze­nie, jakie wy­woła­ła jego wy­po­wiedź, jest zro­zu­mia­łe.

Kon­flikt in­te­re­sów jest bo­wiem oczy­wi­sty– te­re­ny mniej za­lud­nio­ne, le­piej przy­sto­so­wa­ne do po­zy­skiwa­nia ener­gii - to zwy­kle te­re­ny wiej­skie, ma­low­ni­cze i bli­skie sercu lo­kal­nych spo­łecz­no­ści. Iro­nią losu jest fakt, że lu­dzi pra­gną­cy chr­onić swoją oko­li­cę przed „in­wa­zją” ener­gii od­na­wial­nej mogą na dłuż­szą metę szko­dzić nie tylko sobie, ale i ca­łe­mu kra­jo­wi.

Jak po­wie­dział Bill Bry­son: „Wiel­ka Bry­ta­nia po­sia­da w dal­szym ciągu naj­pięk­niej­sze te­re­ny wiej­skie na świe­cie. Nie chciał­bym na­le­żeć do po­ko­le­nia, które to za­prze­paści”. Ruch NIM­BY­ jest więc na­cjo­na­lizmem na mi­kro­sko­pij­ną skalę: ci lu­dzie są go­to­wi po­świę­cić dobro ogółu dla ochro­ny cze­goś, co uzna­ją za wła­sne.

możli­we roz­wią­za­nia

Green­wire wpadł na po­mysł na to, jak pora­dzić sobie z tym pro­ble­mem: obej­ście NIM­BY­ jest mo­żli­we dzię­ki zmia­nie lo­ka­li­za­cji. Ir­land­czy­cy, mniej sno­bi­stycz­ni niż ich bry­tyj­scy są­sie­dzi, chęt­nie sko­rzy­sta­li z mo­żli­wo­ści pro­du­ko­wa­nia u sie­bie lą­do­wej ener­gii wia­tro­wej na sprze­daż dla Bry­tyj­czy­ków. Jest to al­ter­na­ty­wa sku­tecz­niej­sza (i tań­sza) od po­dob­nych roz­mia­rów mor­skiej farmy wia­tro­wej, która przy oka­zji przy­no­si Ir­lan­dii ogrom­ne ko­rzy­ści fi­nan­so­we. Wszy­scy są za­do­wo­le­ni: Ir­land­czy­cy za­ra­bia­ją na pro­duk­cji ener­gii, Bry­tyj­czy­cy mają swoją ener­gię od­na­wial­ną, a ich kra­jo­braz po­zo­sta­je nie­naruszony. Klasa wyż­sza jest usa­tys­fak­cjo­no­wa­na.

Mi­nu­sem tego roz­wiąza­nia jest na­to­miast fakt, że 10 ty­się­cy miejsc pracy, które mogły wzmocnić bo­ry­ka­ją­cą się z trud­no­ścia­mi bry­tyj­ską go­spo­dar­kę, zo­sta­ło zaprzepaszczonych. 

Innym wyj­ściem z sy­tu­acji jest stwo­rze­nie mo­ty­wa­cji fi­nan­so­wej dla po­ten­cjal­nych uczest­ni­ków no­wych pro­jek­tów ener­ge­tycz­nych. Przy­kła­do­wo, wła­ści­cie­le szkoc­kiej farmy wia­tro­wej wy­pła­ci­li gmi­nom przyj­mu­ją­cym in­we­sty­cje wia­tro­we od­szko­do­wa­nia w wy­so­kości ponad 5 mi­lio­nów fun­tów. Z pew­no­ścią wia­tra­ki będą pre­zen­to­wały się le­piej w oto­cze­niu lśnią­ce­go no­wo­ścią ra­tu­sza, czy do­brze utrzy­ma­nej ścież­ki ro­we­ro­wej. Po­dob­ne od­szko­do­wa­nie po­zwo­liło jed­nej z gmin na po­now­ne otwar­cie miej­sco­we­go kina, za­mknię­te­go trzy­dzie­ści lat wcze­śniej.

A może ist­nie­je inne wyj­ście?

Naj­więk­szym dotąd suk­ce­sem Bry­tyj­czy­ków jest West­mill Wind Farm Co-ope­ra­ti­ve w Swin­don, czyli 5 tur­bin wia­tro­wych, cał­ko­wi­cie na­leżą­cych do gminy i pro­du­ku­ją­cych ener­gię dla 2 500 go­spo­darstw do­mo­wych. Pu­blicz­na zbiór­ka pie­nię­dzy po­zwo­liłla gmi­nie na zakup akcji, od po­cząt­ku do końca farma wia­tro­wa była więc „wła­sno­ścią” miesz­kań­ców. Na­gra­ne z tej oka­zji wideo prze­ko­nu­je, że in­sta­la­cja wia­tro­wa to pro­jekt stwo­rzo­ny przez ludzi i dla ludzi. Farma wia­tro­wa ze Swindon nie jest więc skazą na kra­jo­bra­zie, lecz po­wo­dem do dumy, którą daje się od­czuć u lo­kal­nych miesz­kań­ców.

praw­da stara jak świat

Teo­ria o tym, że dzia­łal­ność czło­wie­ka ma niekorzystny wpływ na naturę, nie jest ni­czym nowym. Plany bu­do­wy słu­pów wy­so­kie­go na­pię­cia, sieci ko­le­jo­wej, czy anten sa­te­li­tar­nych za każ­dym razem budzą nie­chęć i wywołują licz­ne pro­te­sty. Jest jed­nak róż­ni­ca mię­dzy in­sta­la­cja­mi, które zwięk­sza­ją emi­sję dwu­tlen­ku węgla i przy­czy­nia­ją się do glo­bal­ne­go ocie­ple­nia, a elek­trow­nia­mi wia­tro­wy­mi, któ­rych rolą jest zmniej­sza­nie ne­ga­tyw­nych efek­tów tych emi­sji. Pro­blem po­ja­wia się jed­nak, gdy­ zde­rzają się ar­gu­men­ty dwóch grup, które zwy­kle dzia­ła­ją wspól­nie – zwo­len­ni­ków eko­lo­gicz­ne­go trybu życia i wiel­bi­cie­li nie­ska­żo­nej na­tu­ry.

Wiel­ką Bry­ta­nię czeka jesz­cze długa droga, zanim zdoła dogo­nić eu­ro­pej­skich sąsia­dów. To wstyd, szcze­gól­nie bio­rąc pod uwagę siłę wia­tru w tym kraju. Rząd bry­tyj­ski poświę­ca jed­nak obec­nie dużo uwagi ga­zo­wi łup­ko­we­mu - bry­tyj­scy mi­ni­stro­wie przy­zna­li ostat­nio, że dążą do oba­le­nia prawa za­ka­zu­jące­go wstę­pu na teren pry­wat­ny, żeby umo­żli­wić fir­mom szcze­li­no­wa­nie pod bu­dyn­ka­mi miesz­kal­ny­mi bez ko­niecz­no­ści uzy­ska­nia po­zwo­le­nia od ich wla­ści­cie­li. NIM­BY­iści będą więc mogli wkrót­ce po­wró­cić do pro­te­stów w daw­nym stylu, gdy po­li­ty­ka ochro­ny śro­do­wi­ska i świa­to­po­glą­d eko­lo­gicz­ny szły ręka w rękę.