Społeczeństwo

Czy Kosowo ma tożsamość?

Artykuł opublikowany 18 marca 2008
Artykuł opublikowany 18 marca 2008
Z Migjenem Kelmendi, redaktorem naczelnym gazety Java, spotykamy się w Prisztinie. Podczas gdy Kosowo wyłania się jako niepodległe Państwo, rozmawiamy z nim o problemie tożsamości tego wieloetnicznego narodu.

W Kosowie nikt nie określa się jako Kosowar. Usłyszycie jedynie: "I'm Albanian" lub "I'm Serbian", a nawet "I'm Askhali". Dla Europejczyka z Zachodu, który przybył do Prisztiny dopiero kilka dni temu, taka obserwacja może okazać się niespodziewana. Czym więc jest Kosowo? Jaka jest jego tożsamość?

Migjen Kelmendi ma własne zdanie na ten temat. Opinię niezbyt powszechną, ekstrawagancką jak on sam. W czasach komunizmu był gwiazdą rocka, w latach 80. został dziennikarzem. Był opozycjonistą wobec reżimu Milosevica, z Kosowa uciekł w czasie bombardowań przez siły NATO. Po powrocie zaproponowano mu stanowisko dyrektora RTK, kosowskiej telewizji publicznej. Pozostał na nim tylko przez rok. Wolał bowiem stworzyć swoją własną gazetę Java, tygodnik opozycyjny oczywiście.

Wyparty język

Ale w opozycji do czego? Do albańskiego nacjonalizmu. Do skostniałości, jaka panuje w prasie. I przede wszystkim do dyskryminacji stosowanej wobec języka gegijskiego. "Nikt nie wie, że w Kosowie wszyscy mówią po gegijsku, który jest jednym z dialektów języka albańskiego", wyjaśnia dziennikarz. "A prasa wychodzi w języku toskijskim, innym dialekcie! Dlaczego? Dlatego że tak jest lepiej. W okresie komunizmu Kosowarzy, chcąc się z czymś identyfikować, próbowali naśladować Albańczyków (przyp. autora: którzy, mimo że porozumiewają się w większości po gegijsku, używają toskijskiego z przyczyn historycznych)", wyjaśnia ten pełen pasji i kulturalny mężczyzna, który w 2007 roku otrzymał od Reporterów Bez Granic wyróżnienie Press Freedom Award za swój dziennik ukazujący się w języku gegijskim. To powód do dumy.

Posłuchaj dwóch dialektów kosowskich:

Gegijski: 'hello, how are you'

Toskijski: 'hello, how are you'

Gdy w 2001 roku Migjen Kelmendi otwierał swoją gazetę, był poddawany presji i zastraszaniu. Został okrzyknięty zdrajcą sprawy albańskiej. "Język gegijski jest dziś wyparty", kontynuuje dziennikarz. "To odrzucenie nie jest bez znaczenia. Chce się pokazać, że naród albański jest zjednoczony i ma jedną tożsamość. Ale rzeczywistość jest inna! Wiara w Wielką Albanię czy miniony Złoty Wiek to jakieś nacjonalistyczne urojenie!"

Niczym w 1945 roku

Migjen Kelmendi zwalcza takich nacjonalistów. "Ci ludzie nie znoszą odmienności. Nie lubią 'innego'. Tymczasem my Albańczycy nie jesteśmy sami w Kosowie, nawet jeśli 90% otaczających nas ludzi mówi w naszym języku. Tworzenie państwa kosowskiego opartego na modelu etnicznym nie ma sensu", stwierdza. Jednocześnie marzy o państwie wieloetnicznym, w którym poczucie przynależności nie opierałoby się na wspólnocie, ale na lojalności wobec Państwa w służbie wszystkich obywateli. "Nam potrzeba społeczeństwa opartego na wartościach".

Aby zilustrować swoją wypowiedź, Migjen Kelmendi podaje przykład bardzo znamienny dla Europejczyków z Zachodu. "W 1945 roku w Niemczech nie można było mówić o nacjonalizmie, ale trzeba było odbudować państwo niemieckie. Musimy dokonać podobnej rzeczy tutaj: rozwinąć uczucia obywatelskie i odczarować te nacjonalizmy, które dzielą Kosowo".

Ale dziennikarz jest optymistą: "Istnieją przesłanki, które pokazują, że mentalność zmienia się w tym kierunku", mówi, "czego przykładem jest flaga Kosowa. Rozpisano konkurs na przyszły symbol Państwa kosowskiego. Ponieważ ten, który widzimy dzisiaj jest albański. Dla nacjonalistów taki konkurs to zdrada stanu. Ale uczestniczyło w nim ponad 1000 osób. To ważne dla Kosowa".

Zawód prowokator

Dziennikarz wspomina również o słabym wyniku albańskiej partii nacjonalistycznej, która nie przekroczyła progu jednego procenta. "I co istotne, mimo że plan Ahtisaari (przyp. autora: wywiad miał miejsce przed ogłoszeniem niepodległości 17. lutego tego roku) jest jeszcze w fazie negocjacji w instancjach międzynarodowych, Parlament Kosowa rozpoczął już jego ratyfikację".

Według Migjena Kelmendi, należy również zwalczać ludzi z Belgradu, Borisa Tadicia i Vojislava Kosztunicę (prezydenta i premiera Serbii), którzy "są jedynie kopią Miloszevicia. Posługują się Serbami z Kosowa jako narzędziem politycznym, wykluczając ich jednocześnie z tego, co się dzieje tutaj, podczas gdy w Konstytucji, która powstanie, prawa Serbów będą chronione. Będą mieli miejsce w Parlamencie".

Intelektualista, muzyk i dziennikarz odczuwa chęć podważenia kanonów kultury albańskiej: "Nigdy nie zmieniłem zawodu", podsumowuje "Zawsze burzyłem tabu, zadawałem pytania, jestem prowokatorem". Owszem prowokuje, ale w słusznej sprawie.

Migjen Kelmendi i jego dawny zespół 'The Traces'

Podziękowania dla Albert Salarich i Shpresy Bushi-Cadot za pomoc