Społeczeństwo

Daniel Cohn-Bendit: „Nawrócenie na ekologię to jedyny sposób na uratowanie miejsc pracy”

Artykuł opublikowany 15 kwietnia 2009
Artykuł opublikowany 15 kwietnia 2009
Rozpoczęła się kampania wyborcza Zielonych. Zainspirowani swoim Green New Deal (Zielonym Nowym Ładem), chcą zreformować przemysł, środowisko i rolnictwo w krótkim jak i długim okresie. Dla Daniela Cohn-Bendita nie będzie to łatwa partia.

„Wolę być ‘starym nastolatkiem’ niż ‘zacofanym staruchem’”, rzuca Daniel Cohn-Bendit, gdy przywołuje się oszczerców „Czerwonego Danielka” [jak nazwała go prasa: „Dany le rouge” – przyp. tłum.] i pretensje, jakie ci adresują do europejskich Zielonych, do których należy. Będąc jednym z przewodniczących Europejskiej Partii Zielonych jest niekwestionowanym liderem. Daniel Cohn-Bendit niepodzielnie kieruje tłumem działaczy, którzy w marcu przybyli do Brukseli ze wszystkich stron świata, by uczestniczyć w konferencji o ekologii i podnieść kotwicę swojego zielonego statku w perspektywie zajęcia liniowca Parlamentu Europejskiego podczas wyborów 7-go czerwca.

(zdj.: PE)„I beg you pardon” („Proszę mi wybaczyć”), przeprasza Niemiec, który swobodnie wybiera między językami, „ale niestety nie mogłem podróżować po wszystkich krajach, by i do Was dotarła moja kampania”. Nikt mu tego nie wypominał poza obozem francuskim, gdzie stoi na czele jednej z dwóch listy Zielonych z rejonie Ile-de-France [okolic Paryża – przyp.tłum.]. A to dlatego, że będzie musiał zostawić Francję, by odwiedzić przynajmniej tuzin europejskich krajów i wspomóc swych towarzyszy. Jak podaje Cohn-Bendit: „Program Zielonych opiera się na dwóch filarach: bezpośredni, jak np. proponowane przez nas dodatki na utrzymanie i przekwalifikowanie dla tych, którzy stracili pracę i muszą zmienić zawód; i długotrwały, uczynienie procesu produkcji ekologicznym”.

Jakie problemy Zieloni napotkali w czasie kończącego się właśnie mandatu?

Wielka koalicja między Partią Europejskich Socjalistów (PES) a Europejską Partią Ludową (PPE), która blokuje Parlament Europejski. Zobaczyliśmy to w Strasburgu. Rezolucję o pomocy dla sektora samochodowego uchwalono bez żadnych uwarunkowań środowiskowych. Wpływowi ludzie nie myślą o przyszłości.

Czy istnieje jakaś alternatywa dla koalicji PES-PPE?

Nic o niej nie wiadomo. Trzeba, by taka alternatywa zawierała treść, a Europa zainwestowała w przemiany ekologiczne. Nie chodzi tylko o samochody. Całe europejskie środowisko powinno być przekształcone w taki sposób, by zużywać mniej energii. Wreszcie, trzeba zainwestować w biologicznie przyjazne rolnictwo; jeśli przekształci się rolnictwo, utworzone zostaną zarazem nowe miejsca pracy.

Jak przeprowadzić zmiany w przemyśle samochodowym, by uniknąć nadmiernych zwolnień?

Nawet zanim zaczął się kryzys finansowy w Europie produkowano za dużo samochodów. Ekologia to jedyny sposób na uratowanie miejsc pracy, ale trzeba też, by część z pracowników przemysłu samochodowego przekwalifikowała się do innych zawodów, bo nie uda się ich utrzymać w obecnym. Jeśli mówicie inaczej, znaczy, że oszukujecie ludzi.

Czy widzi Pan w programie Obamy pozytywny model dla UE?

Tak, szczególnie, że uzależnia pomoc dla przemysłu od reform…

Czy należałoby rozważyć zwiększenie europejskiego budżetu, by dać planowi środki na jego realizację?

Oczywiście! Pracujemy z 27 państwami przy budżecie dla piętnastki. Ale na wznowienie planu potrzebna jest też duża pożyczka europejska. Pozwólmy Europejskiemu Bankowi Centralnemu i Europejskiemu Bankowi Inwestycyjnemu na wypuszczenie europejskich obligacji skarbowych.

Dzięki swojemu mandatowi wpłynął Pan na Komisję Europejską, by walka z globalnym ociepleniem była dla niej priorytetem. Po co rozpoczynać dziś kampanię „Stop Barosso”?

Ponieważ gdy Komisja wypuszcza pakiet klimatyczny z zadaniem zredukowania samochodowej emisji CO2, 5 godzin później komisarz Verheugen organizuje konferencję prasową, by powiedzieć, że pakiet nie dotyczy niemieckiego przemysłu samochodowego. I co na to mówi Barroso? Nic. I w tym leży problem.

Woli Pan prezydenta Komisji Europejskiej z własnym programem, jak Delors, kogoś kto wie, jak się wpłynąć na innych?

Tak, cóż, w czasach Delors’a było łatwiej. Problemem jest to, że Verheugen mówi jedną rzecz, McCreevy coś innego, a co mówi Barroso? Nic. Ta Komisja działa według zasady deregulacji, a gdy ta nie powiedzie się, Barroso nie jest w stanie zaprowadzić w Komisji porządku i sprawić, by działała zespołowo.

Niektórzy działacze mówią, że nie należy się koncentrować na kampanii przeciwko Barroso, ale na propozycjach socjoekonomicznych – co Pan o tym myśli?

Jeśli w debacie koncentruje się na problemach socjoekonomicznych, trzeba zadać sobie pytanie, kto kieruje polityką. Barroso reprezentuje politykę, z którą się nie zgadzam. W wyborach decyduje się też o preferowanym stylu rządzenia.

Dlaczego Zieloni nie wystawiają kandydata?

Uważamy, że to największa siła opozycyjna powinna takiego kandydata mieć. Socjaliści mogliby wystawić Poula Nyrupa Rasmussena.

Byłby Pan za nim?

Ależ oczywiście!

Byłaby to koalicja dla innego modelu Europy, z innym planem inicjatyw?

Ale też jako opozycja do Barroso!

Jakie cechy powinien mieć przyszły prezydent Komisji?

Powinien umieć powiedzieć, że do wyjścia z kryzysu potrzebny jest europejski projekt socjalny i ekologiczny. Musi on być głównym kierownikiem tego projektu. Musi się przeciwstawić rządom, Radzie i musi znaleźć koalicjantów w większości w parlamencie do tej społecznej i ekologicznej transformacji.

Hans Gert Pöttering, prezydent Parlamentu Europejskiego chce przyspieszyć obrady w celu zawiązania nowego Parlamentu, by szybciej przyjąć możliwą nominację Barroso: czy zamierza Pan spróbować powstrzymać ten proces?

Opowiemy się przeciw, próbując jednocześnie zmobilizować większość będącą za tą alternatywą. Wszystko zależy od koalicji, które utworzą się po wyborach. W dzisiejszym kryzysie osobiście nie widzę prawicy triumfującej w sondażach.