Społeczeństwo

Dżihad Ahmanideżada

Artykuł opublikowany 7 lutego 2006
Artykuł opublikowany 7 lutego 2006
Czy wraz z pogłębianiem się kryzysu nuklearnego nie nadszedł czas, aby Europa odłożyła na bok różnice dzielące ją z opozycyjną partią Iranu? - pyta Paulo Casaca, członek Parlamentu Europejskiego.

"Każdy, kto uznaje państwo Izrael, spłonie w ogniu wściekłości narodu islamskiego. Nie ma wątpliwości, że nowa fala ataków w Palestynie wkrótce zetrze tą haniebną plamę z powierzchni islamskiego świata."

Oto słowa, jakie wypowiedział w październiku prezydent Iranu, Mahmud Ahmadineżad.

Od czasów nazistowskich Niemiec ludzkość nie widziała jeszcze tak "ostatecznych rozwiązań" deklarowanych przez rząd przeciwko rasie ludzkiej. Fakt ten wywołał szok wśród krajów Europejskiej trójki (Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii), których pobłażliwa polityka w stosunku do Teheranu dotychczas przyniosła jedynie wzmocnienie irańskiego reżimu.

Ayatollah Ali Khomeini

Prezydent Ahmadeniżad nie powiedział nic szczególnie nowego. Jego słowa to dokładny cytat Ayatollaha Ali Khomeiniego, inicjatora islamskiej rewolucji w Iranie.

Oświadczenie to jest widoczne nawet w firmowym magazynie norweskiego koncernu naftowego, Statoil. Nieświadomy niczego menadżer uśmiecha się tuż przed ogromnym zdjęciem Khomeiniego na lotnisku w Teheranie, na którym u dołu, w językach arabskim i Farsi, widnieją słowa o starciu Izraela z powierzchni świata.

Chociaż redaktorzy magazynu nie znają żadnego z użytych języków, faktem jest, iż koncern ledwo zareagował na dostarczone przez ONZ i Amnesty International dowody (patrz adresy poniżej), które jednoznacznie wskazują na czystki etniczne władz Iranu w stosunku do ludu Ahwazu w południowo-zachodnim regionie Khuzestanu.

Opozycja

Khuzestan to region strategiczny, jeśli chodzi o ropę naftową oraz operacje wojskowe - właśnie tam Iran zdecydował się zaatakować Irak. Irańska opozycja, Ludowi Mudżahedini Iranu (PMOI), potępiła te działania, nazywając je bestialskimi. Jednak Unia Europejska oraz Stany Zjednoczone określiły PMOI jako organizację terrorystyczną. Trudno oczekiwać pomocy humanitarnej koncernów naftowych wbrew oskarżeniom o bestialstwo, jeżeli uznała je społeczność międzynarodowa.

Podczas gdy przypomnienie przykazań Khomeiniego przed tłumem fanatyków mogło się dla prezydenta Iranu wydawać właściwe, to w oczach międzynarodowych obserwatorów z pewnością takie nie było. Ponadto, może jedynie utrudniać długo stosowaną przez Iran politykę Taqyia (maskowania) i przynieść kolejny sprzeciw wobec "pokojowego" programu nuklearnego.

Pragnienie Ayatollaha Khomeiniego zaniechania polityki Taqyia i szczerości rzecznika rządu wydaje się być spełnione. Powinniśmy się martwić. Taqyia była potrzebna tak długo jak irańskie władze potrzebowały współpracy z Zachodem, aby stawić czoła rywalizującym z nimi afgańskim Talibom oraz przy powstrzymaniu prac Iraku nad projektem rozwoju broni masowego rażenia. W tej chwili sytuacja jest jednak zupełnie inna.

Będąc bardziej otwartym na sprawy islamskie, Iran zjednuje sobie bardziej radykalną część islamskiej opinii publicznej. Świat zachodni staje przed trudną decyzją, czy zareagować groźbą interwencji militarnej, szczególnie, jeśli kraj ten nie zaniecha prac nad swoim programem nuklearnym.

Istnieje jednak oczywista alternatywa. Powinniśmy uznać i wspierać główną opozycję, PMOI, zamiast traktować ją jak grupę terrorystyczną. Ponadto, Europa i Stany Zjednoczone powinny przeciwstawić się czystkom etnicznym mniejszości arabskich z Khuzestanu – prowincji, z której pochodzi większość irańskiej ropy naftowej.

Kolejny problem

Istotne jest również to, aby zapobiec rozszerzaniu się wpływów Iranu w Iraku, Libanie i Palestynie. Zarówno w Europie, jak i w większości krajów Bliskiego Wchodu, wyzwanie stanowi teraz walka z innym rodzajem Dżihadu. Nie w postaci bomb, lecz w postaci propagandy i ideologicznej infiltracji polityki, ekonomii i zachodnich uniwersytetów - centrów naszej demokratycznej władzy.

Iran jest numerem jeden, jeżeli chodzi o rozpowszechnianie islamskiego fanatyzmu w Europie i świecie arabskim. Jednocześnie zabiegał on o przychylność polityków zachodnich i prowadził kampanię przeciwko tym, którzy przeciwstawiali się jego polityce. Nie można tego dłużej tolerować.