Społeczeństwo

Era Berlusconiego: tam, gdzie niemożliwe staje się możliwe

Artykuł opublikowany 16 września 2009
Artykuł opublikowany 16 września 2009
Koniec czerwca 2009. We Włoszech od paru miesięcy szaleje – co, mówiąc szczerze, staje się już męczące – Papigate: skandal związany z premierem, który według swojej „prawie” byłej żony „zadaje się z nieletnimi”. Dochodzenie w sprawie krajowego upadku.

Nawet gdyby wydawało się, że jego popularność ma zmaleć – chociaż w rzeczywistości nie zmaleje, co wynika z ostatnich sondaży – Berlusconi nie traci skłonności do traktowania kobiet niczym zdobyczy, bez względu na to, czy są to panie z ochrony, czy panie minister : „Nigdy nie płaciłem kobiecie. Nigdy nie zrozumiem, jak można czuć satysfakcję, gdy brakuje przyjemności zdobywania”, oświadcza gazetom, żeby zaprzeczyć niedawnym wyznaniom Patrizii D’Addario, jakoby spędził z nią noc w momencie, gdy Barack Obama był wybierany na prezydenta Stanów Zjednoczonych. Kilka dni temu, podczas sierpniowego odrętwienia, Berlusconi ponownie oświadczył : „Gazety ciągle piszą, że nienawidzę kobiet. Jeśli jest coś, co uwielbiam, to są to właśnie kobiety, także panie minister.”. Nie mieliśmy co do tego wątpliwości. Może jednak brawura Berlusconiego – która stała się już nudna i przyznajmy, nadaje się nie więcej niż na jedną pogawędkę - pozwoli zrozumieć coś na temat coraz bardziej zwariowanego i zmęczonego tą sytuacją państwa, gdzie od dawna nie ma rzeczy niemożliwych.

Żyjemy w świecie mediów

Il Papigate to zjawisko, które bije dotychczasowe wyskoki Berlusconiego, to rewolucja antropologiczna i kulturowa, jak stwierdzili w swoich filmach dokumentalnych reżyserzy: Erik Gandini w „Videocracy”, i duet Lorella Zanardo, Marco Malfi Chindemi w „Il corpo delle donne”. Kobiece ciała we włoskich mediach są wszędzie i często są do siebie podobne : młode, błyszczące, wystawione na pokaz, przesadnie wypielęgnowane, wielbione, ale też ośmieszane, a kogo to nie bawi, według opinii większości, jest na pewno zazdrosny albo sfrustrowany. Według centroprawicowego dziennika „Libero”, była żona Berlusconiego to niewdzięczna velina (asystentka prezentera w programie telewizyjnym „Striscia la notizia”, która pełni głównie rolę ozdobnika, przyp. red.), bo publicznie oskarżyła męża, co młode, zatrudnione tymczasowo dziennikarki wykorzystały jako pseudoliteracką rozrywkę. Od mediów do polityki droga jest już krótka. Kiedyś mieliśmy we Włoszech Nildę Iotti i Tinę Merlin, teraz pełno u nas kategorii socjo-zawodowych, które w innych krajach są nieznane : veline, meteorine (pogodynki, przyp. red.), letterine (asystentki prezentera w programie rozrywkowym „Passaparola”, przyp. red), letteronze (asystentki prezentera w programie rozrywkowym „Mai dire martedì”, przyp. red), czyli po prostu showgirl różnego rodzaju, które stały się już prawdziwymi ikonami popkultury i często wypożyczane są do świata polityki, gdzie, po odpowiedniej metamorfozie, również odnoszą sukcesy.

Z sexy kalendarza do polityki

Najpopularniejszym przykładem jest Minister ds. Równego Statusu Kobiet i Mężczyzn, Mara Carfagna, która w ciągu kilku lat przeszła od rozbieranego kalendarza dla magazynu „Max” do pochwał na cześć „Boga, ojczyzny i rodziny” i „Rzymu jako kolebki chrześcijaństwa”. Równie antykonformistyczny był cursus honorum do europarlamentu Barbary Matery, urodzonej w 1981, byłej aktorki serialowej, prezenterki RAI i półfinalistki konkursu Miss Italia. Niezwykle ubogie jest curriculum vitae, opublikowane na stronie internetowej Parlamentu, pustkami świecą też fragmenty poświęcone jej działalności politycznej. Jedno jest jednak pewne, „w wieku 28 lat Matera zamierza skończyć studia: W 2009, po zdaniu wszystkich egzaminów przyjęła propozycję kandydowania do Parlamentu Europejskiego z listy Popolo della Libertà. Będzie bronić pracy magisterskiej na temat: ‘Reforma szkoły średniej we Włoszech’”. Warto również wspomnieć Francescę Pascale, byłą prezenterkę programu rozrywkowego Telecafone, emitowanego w telewizji lokalnej – jeden z jej kultowych tekstów to „jeśli zsuniesz majtki, wzrośnie oglądalność” oraz pomysłodawczynię komitetu „Tęsknimy za tobą Silvio”, w czasach, kiedy był w opozycji. Obecnie Pascale jest radną w prowincji Neapolu z ramienia PdL, a także współpracownicą w biurze prasowym Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

„Koniec z uległością, zaczynamy od dzisiaj”

Krótko mówiąc, naprawdę jest się z czego wyzwalać. Gdzie w całym tym zamieszaniu podziały się kobiety? A feministki? Dużo osób zadało sobie to pytanie, włącznie z samymi zainteresowanymi. Po oskarżeniu rzuconym na stronach Unità przez politolożkę Nadię Urbinati („Trzeba zacząć od początku. Od rzeczy najważniejszych. Na przykład od apelu do społeczeństwa. Niektóre kobiety już się przygotowują, żeby to zrobić: apel nie jest przestarzałym sposobem na działanie. Koniec z uległością, zaczynamy od dzisiaj”) oraz interwencjach pisarek, aktorek i wykładowców uniwersyteckich (z których ostatnia została opublikowana przez Chiarę Volpato na łamach New York Times 26 sierpnia br.), debata wydaje się być otwarta, jednak zawsze przebiega tak samo: jest autoreferencyjna, składa się z apeli, odwołań i zaledwie kilku konferencji.

Grupy feministek są we Włoszech bardzo liczne i aktywne, ale nie potrafią połączyć sił, a jeśli im się to nie uda, nie zyskają poparcia wśród młodego pokolenia. Brakuje nie tylko miejsc na spotkania – z małymi wyjątkami, jak Międzynarodowy Dom Kobiet w Rzymie – ale przede wszystkim nowego pomysłu na politykę: lepszą pod względem strukturalnym, skoncentrowaną na działaniu i na rekrutacji nowych aktywistek za pomocą starych i nowych sposobów, w tym social networks. Parafrazując Kissingera, można by spytać: „Gdzie muszę zadzwonić, jeśli chcę rozmawiać z ruchem kobiet?”