Społeczeństwo

Erazmusi z Niemiec: tęskniąc za czarnym chlebem i strasburską subkulturą

Artykuł opublikowany 18 lipca 2012
Artykuł opublikowany 18 lipca 2012
Między rokiem 2000 a 2008 liczba niemieckich studentów studiujących za granicą wzrosła niemal dwukrotnie, a na dzień dzisiejszy około 15% decyduje się na studia za granicą. Przy 7-procentowym wzroście zaangażowania w roku 2011, Erazmus staje się podstawą edukacji w UE. Rozmowy ze studentami w słynnej „francusko-niemieckiej” stolicy Alzacji.

Tuż po przejażdżce przesiąkniętym potem nocnym pociągiem z Berlina, wysiadam na dworcu centralnym pełen zapału. Po doświadczeniach w Wiedniu i Berlinie moje przesądy o Niemcach i Austriakach skatalogować można jako „wyśmienitą ekipę ziomków”. Dorastając w Anglii łatwo wyrobić sobie opinie nieobce powojennej germanofobii; jednak niechęć została w większości zbiodegradowana do podziwu dla naszych pilnych saksońskich kuzynów.

Uniwersyteckie miasto duchów – to prawdziwa Francja?

Strasburg w Alzacji był dla Francji i Niemiec od wielu lat miastem spornym, którym czterokrotnie wymieniano się w przeciągu zeszłego stulecia (ostatnim razem po II wojnie światowej). Alzacki (niemiecki) dialekt podobny do szwajcarskiego niemieckiego – zdecydowanie utorował drogę językowi francuskiemu. Pukam do drzwi uczelni bezskutecznie szukając tropu z moim łamanym francuskim. Niedawno rozpoczęła się sesja, w związku z czym kampus uniwersytecki w Strasburgu stał się miastem duchów – pozostały jedynie małe grupki studenciaków. Późnym popołudniem w jednej z kawiarni poznaję Elise, wzorcowe ucieleśnienie „stolicy Europy”. Urodzona we Frankfurcie, z matką Francuzką i ojcem Niemcem, uczyła się studiując w obu krajach i rozmawiając z rodzicami po francusku i niemiecku. „Czuję się Francuzko-Niemką” - żartuje. „To jak nowa narodowość nieistniejącego państwa. Moi rodzice nie pochodzą z tych stron, ale ludzie o podobnych korzeniach czują się tu bardzo zadomowieni. To jakby takie francusko-niemieckie miasto”.

Elise, która dzieli swoje studia magisterskie między Frankfurtem a Strasburgiem, pracując z promotorami obu uczelni, sądzi, że to instytucje UE przeważnie przyciągają niemieckich studentów do miasta. Niemniej jednak, ci studenci, którzy chcieliby zasmakować „prawdziwej Francji” wolą inne miejsca niż Strasburg. Wydaje się, że cała Francja jest pod wieloma względami bardzo zróżnicowana i wszystko zwraca się w stronę Paryża. W Niemczech istnieje mniej rozbieżności przy tytułach naukowych – nie ma odpowiedników Oxbridge. „Skąd jest twój dyplom generalnie nie ma znaczenia” - mówi Elise. Główny wpływ na to ma trójstopniowy system edukacyjny w Niemczech – podobny do nieistniejącego już od dawna angielskiego systemu 11+, faworyzującego i selekcjonującego uczniów w młodym wieku. Jej przyszły doktorat stoi pod znakiem zapytania. Będzie równie szczęśliwa pozostając we Francji jak i wracając do Niemiec.

Na krótki okres w sam raz

W swoim mieszkaniu w Petite-France (z fr. „Małej Francji") Franziska czuje się dobrze zintegrowana. Studentka europeistyki z Lipska przyznaje, że mieszka w okolicach będących sporą atrakcją turystyczną, a napływ Niemców potrafi ją zirytować. Żyjąc ze współlokatorami z Francji i Niemiec, Franziska przy każdej możliwej okazji obstaje przy francuskim . „To trudniejsze niż myślałam” - mówi. „Moi hiszpańscy znajomi zwykle trzymają się swojej grupy. Trudno z nimi rozmawiać po francusku”. Co do poszczególnych uczelni nawiązuje do znanego wszystkim wątku: „Struktura we Francji nie jest zbyt dobra, zajęcia są bardziej dyktatorskie, rzadziej pracujemy w grupach”. Strony internetowe wydają się bardziej skomplikowane, brakuje im niemieckiego porządku. Choć Franziska lubi to miasto, nie wydaje się być w nim zakochana będąc z dala od północno-wschodnich Niemiec. „Tęsknię za subkulturą” - dodaje. „Erazmusowe życie nocne jest z początku bardzo fajne, jednak z czasem staje się monotonne. Czasem po prostu masz ochotę na coś innego niż ser, czy David Guetta”.

Dowiedz się więcej o niemieckich studentach za granicą na cafebabel.com

Po dwóch latach spędzonych w Holandii praca doktorska André przywiodła go do Strasburga. Po zaledwie trzech latach nauki francuskiego od początku miał pod górkę i w dalszym ciągu wykłada oraz pisze po angielsku. Ze Strasburga do Drezna prowadzi daleka droga domu. „Tęsknię za czarnym chlebem!” - śmieje się. „Za konkretnymi drobiazgami. Mam przyjaciół, których chciałbym częściej odwiedzać. Dopiero gdy wyjedziesz za granicę zdajesz sobie sprawę jak bardzo przynależysz do swojej rodzimej kultury”. Dla Franziski Strasburg jest idealnym miejscem na krótki okres; co prawda przedłużyła swoją letnią praktykę we francusko-niemieckiej stacji telewizyjnej ARTE, jednak przyznaje, że dłuższy pobyt byłby dla niej trudny.

Przygraniczna integracja

Bary zdają się droższe, a komunikacja miejska wieczorami przestaje kursować. Erazmuska Laura nie zgadza się z poglądami Franziski na temat integracji. „Tu jest drogo” - narzeka podczas gdy kelnerka przynosi nasze drinki w czarującej Quai des Bateliers. Pierwotnie pochodząca z Frankfurtu Laura czynnie zdystansowała się do innych Niemców. Przeprowadziła się do mieszkania z Włoszką i Belgijką dzięki sprzyjającej okazji w klubie wioślarskim. Potwierdza wpływ Niemców w Strasburgu, jednak odkąd zagłębiła się w tej kulturze, coraz bardziej czuje się Francuzką. Przed dwoma dniami skończyła swoje egzaminy, a teraz odbywa praktykę w Kehl, gdzie żona Michaela jest dyrektorką szkoły.

Kehl to miasto oddalone od granicy o jakieś 15 minut jazdy rowerem. Jest tak łatwo osiągalne, że wielu świadomych wydatków studentów robi swoje zakupy właśnie tutaj. „Po wojnie Francuzi nie byli skłonni do nauki niemieckiego, ale dziś niemieckojęzyczność stanowi dużą zaletę” - mówi Michael. „Powstają szkoły dwujęzyczne, a szkoły podstawowe rozpoczynają nauczanie języka u coraz młodszych dzieci. W moich czasach się o tym nie słyszało. Strasburg przenosi się z miasta nad Ill do miasta nad Renem”. Z odnowami, brakiem kontroli granicznej, wspólną walutą i znakomitą komunikacją miejską łatwo jest wyobrazić sobie wzmocnienie tych relacji. U niektórych mniejszości blizny pozostały. Michael zna ludzi po obu stronach granicy, którzy nie przekraczają jej z powodu „różnego rodzaju uprzedzeń”, choć wierzy, że one zginą wraz ze starszym pokoleniem. Zmiany i kompromisy są integralną częścią Strasburga i mieszkańcy są do nich przyzwyczajeni.

„Francuzi są lepiej ubrani” i „spędzają więcej czasu na korzystaniu z życia”. Niemcy wspominają „rodzimą strukturę” i „efektywność”. W niedzielę późnym wieczorem wdrapuję się do pociągu jadącego z powrotem do Berlina bogatszy i mądrzejszy o kolejne doświadczenia. „Nie sądzę, żeby między Francuzami a Niemcami istniała masywna liczba dzielących ich różnic” - mówi André. „Wszędzie jest trochę buntowników. Być może we Francji protestują szybciej”. Strasburg zdecydowanie posiada pewnego rodzaju „je ne sais quoi” (z fr. „nie wiem co”). Zauważyłem podobieństwa do mojego rodzinnego miasta - Cambridge, jako że oba uniwersytety są bogate w historię i kulturę, choć może brak im miejskich udogodnień.

Fot.:  główna (cc) andrius ulk/Flickr; w tekście: zdjęcie kampusu (cc) François Schnell/Flickr; zdjęcie sali wykładowej © David Ellis.