Społeczeństwo

Eugenio Benetazzo i kryzys strefy euro: „Nowa definicja opieki społecznej to gorzkie lekarstwo”

Artykuł opublikowany 8 listopada 2011
Artykuł opublikowany 8 listopada 2011
Obserwowanie jak urzeczywistniają się własne fatalne przepowiednie to nieunikniony los każdej Kasandry. Tak było również w przypadku Eugenia Benetazza, ekonomisty, niezależnego przedsiębiorcy i finansowego guru. W 2006 r. jego prorocza książka zatytułowana „Duri e Puri” (dosł. „Twardzi i Nieskazitelni”), zapowiadała tzw.
„Credit Crunch” - kryzys kredytowy (podobny do tego, który miał miejsce w 2008 r.) i załamanie światowej gospodarki. Od tego czasu jeździ po swoim kraju wystawiając serię spektakli teatralnych, podczas których objaśnia mechanizmy działania finansów międzynarodowych i rynków światowych. Scenariusze przygotowuje na podstawie swoich książek o sugestywnych tytułach takich jak np. „Bankructwo” lub „Podział Europy”.

Doświadczenie to sprawiło, że Eugenio Benetazzo zdobył niemałą popularność w internecie. Dzięki składaniu częstych wizyt na blogu genueńskiego komika Beppe Grillo, będącym jednym z najbardziej popularnych we Włoszech, młody przedsiębiorca stał się kultową figurą brylującą w ramówkach niezależnych stacji telewizyjnych oraz na własnym kanale YouTube. Niedawno wydał swoją najnowszą książkę pod tytułem „To był mój kraj” i „Manifest Gospodarczy dla Włoch”, gdzie w kilku akapitach przedstawia (gorzką) receptę na przezwyciężenie kryzysu i ożywienie gospodarki Bel Paese. „Bez przeprowadzenia reform społecznych niestety nie będzie możliwe ozdrowienie gospodarek Europy, a już w szczególności gospodarki Włoch. Tylko poprzez trudną i bolesną reformę opieki społecznej można spowolnić kryzys w Europie. To gorzkie lekarstwo, od którego odwykliśmy, ale nie mamy innego wyjścia - musimy podjąć to wyzwanie”. Nie można nazwać tego uspokajającym scenariuszem. Jednak jeśli ktoś oczekuje od niego lukrowanych, pocieszających odpowiedzi, lepiej niech już nie kończy czytania tego artykułu. Eugenio Benetazzo stał się sławny właśnie dzięki szczerości, którą szokują jego autorskie analizy ekonomiczne.

„Stoimy w obliczu ponurej sytuacji, którą z powodu potrzeb wyborczych, włoscy i europejscy politycy ukrywali od lat. Model państwa opiekuńczego, a w szczególności system emerytalny, niewątpliwie zostanie poddany znaczącym reformom. Nie ulega wątpliwości, że jest to propozycja, na której realizację nigdy nie wpadłyby partie polityczne. Istnieje bowiem ryzyko natychmiastowej utraty milionów głosów. Albo podejmie się to wyzwanie, albo nie zrobi się niczego i pozostawi się kraj w sytuacji, która doprowadzi do rozpowszechnienia się niezadowolenia społecznego”.

cafebabel.com: Kraje określane mianem „PIIGS”, czyli: Grecja, Hiszpania, Włochy, Portugalia i Irlandia są winne własnej sytuacji gospodarczej, czy raczej są ofiarami najsilniejszych krajów Europy?

Eugenio Benetazzo: Odpowiedzialność za obecną sytuację w Europie można znaleźć na dwóch frontach. Zarówno najsilniejsze państwa Europy jak i te słabsze wykorzystały unikalne zalety, które waluta euro oferowała w poprzednich latach. Kraje peryferyjnej Europy wykorzystały okazję, by zaciągać pożyczki na szczególnie dogodnych warunkach ekonomicznych. Rezultatem była pewna swoboda w zarządzaniu finansami publicznymi. „Silne”” kraje UE, natomiast (przede wszystkim Francja i Niemcy), przeznaczyły zbyt dużo środków na finansowanie PIIGS. Nadmiar zaufania doprowadził do finansowego „prześwietlenia”. Winę za to, co się stało, ponoszą wszystkie państwa kolektywnie. Dzisiaj, efekty kryzysu zadłużenia dotyczą zarówno kredytobiorców jak i kredytodawców.

Winę za to, co się stało, ponoszą wszystkie państwa kolektywnie. Dzisiaj, efekty kryzysu zadłużenia dotyczą zarówno kredytobiorców jak i kredytodawców.

cafebabel.com: Czy uważasz, że w obliczu pierwszego poważnego kryzysu strefy euro, instytucje europejskie zareagowały w odpowiedni sposób?

Eugenio Benetazzo: Europejski Bank Centralny, a zwłaszcza Unia Europejska jako całość, padły ofiarą sił i nacisków, które zapobiegły powstaniu europejskich papierów wartościowych - tzw. euroobligacji. Jeśli zostałyby utworzone dwa lub trzy lata temu, na początku finansowej burzy, zapobiegłyby katastrofalnym skutkom, które widzimy dzisiaj w większości zadłużonych krajów peryferyjnej Europy. Świadczy to o rażącej porażce euro.

cafebabel.com: Twoim zdaniem to tylko problem ekonomiczny, czy również polityczny?

Eugenio Benetazzo: Ta sprawa z pewnością dotyczy kwestii „suwerenności”. Zabrakło mechanizmu ponadnarodowego zarządzania, którt byłby zdolny przeciwstawić się woli niektórych międzynarodowych lobby bankowych nie zgadzających się na tworzenie euroobligacji.

cafebabel.com: Oburzeni (tzw. „Indignados”), „Okupuj Wall Street” i inne manifestacje młodzieżowe wystarczą aby zaserwować bodziec do zmiany, czy potrzeba czegoś więcej?

Eugenio Benetazzo: Nie sądzę, aby to wystarczyło. Wprowadzenie zmian wymaga pustego portfela, którego na razie nie ma. Te demonstracje tworzą rozgłos w mediach, ale z praktycznego punktu widzenia polityki, nie generują znaczących zmian. Niektóre epizody wprowadzają pewien zamęt, którego skutki nie mają szans zostać załagodzone przez wymianę kadry przywódców – i to nie tylko tych włoskich, ale także europejskich.

cafebabel.com: Islandzka nadzieja dla Europy - to odosobniony przypadek, czy możliwe wyjście z tej sytuacji?

Eugenio Benetazzo: Islandia na razie pozostaje odosobnionym przypadkiem, mimo, że w ostatnich latach obserwowaliśmy  kraje, które reagowały podobnie. Islandia znalazła oparcie w niezależnej polityce monetarnej i własnej walucie, a ponadto - w obywatelach, którzy zareagowali w nieoczekiwany sposób. Jaki? Dla niewtajemniczonych – reakcja ta polegała na odmowie umorzenia  długów zagranicznych inwestorów, ale przede wszystkim – na odsunięciu od władzy kierowników sektora bankowego, którzy doprowadzili kraj do finansowej „katastrofy”. Gdyby podobna operacja została wdrożona przez inne kraje, jej konsekwencje z pewnością okazałyby się finansowym dramatem. Islandia jest małym światem, krajem, którego dług osiągnął ogółem ok. 10 mld euro, poodczas gdy sama Grecja naliczyła już 300 mld euro długu. Jest to przykład klasycznej sytuacji, która ukazuje, że ratowanie umierającego kosztuje niezliczenie wiele razy więcej niż pozostawienie go na pastwę losu.