Społeczeństwo

Faszysta dyrektorem teatru: ideologia zamiast sztuki w Budapeszcie

Artykuł opublikowany 8 lutego 2012
Artykuł opublikowany 8 lutego 2012
Istvan Marta był dyrektorem Nowego Teatru (Uj Szinhaz) w Budapeszcie przez 13 lat. 1 lutego prowadzenie przejął György Dörner – zwolennik ekstremistycznej partii prawicowej Jobbik. Ustępujący dyrektor stał się ofiarą politycznej decyzji. Obawia się, że teatr może zostać sceną przekazu dla ekstremizmu.

Panie Marta, Pański Teatr od środy będzie prowadzony przez György Dörner’a, któremu bliska jest ekstremistyczna partia prawicowa Jobbik. Czy uważa Pan, że jego „prawicowy” teatr ma szansę na akceptację? W końcu to właśnie partie prawicowe i narodowo-konserwatywne tworzą aż 80 procent większości w węgierskim parlamencie.

Istvan Marta: Jestem przekonany, że teatr może być jedynie dobry albo zły, nigdy „prawicowy“ czy „lewicowy“. I to właśnie tutaj leży główny problem - mój następca rozpowszechnia wyłącznie ideologiczne stereotypy. Dlatego też można stwierdzić, że będzie on tworzyć teatr demagogiczny, którego celem będzie zachwycić widzów swoją ideologią, a nie wystawianą sztuką.

Czy taki demagogiczny teatr znajdzie swoich zwolenników?

Istvan Marta: Tego nie jestem w stanie powiedzieć, ale pod dowództwem Dörner’a będzie to teatr na pewno o wiele bardziej ekstremistyczny.

Dörner twierdzi, że teatr węgierski w obecnej postaci jest zbyt liberalny, że zbyt mało wagi przywiązuje się do wystawiania dzieł narodowych. Czy można mu przyznać rację?

Istvan Marta: Istnieje wiele przypuszczeń. Moi głosujący za prawicą przyjaciele są tak samo oburzeni tą decyzją jak konserwatywni intelektualiści.

W jaki sposób wyraził Pan sprzeciw wobec swojego zwolnienia?

Istvan Marta: Nasz „protest“ wyraził się w ten sposób, że nie przerwaliśmy ani na moment naszej pracy. Wystawiliśmy jeszcze 3 premiery, między innymi sztukę Friedricha Schillera „Don Carlos”. Celem dalszych protestów jest unieważnianie samowolnych decyzji burmistrza. Zignorował on mój głos w sprawie niezależnej komisji.

Czy wystawienie Don Carlosa jest również jakąś formą sprzeciwu?

Istvan Marta: Jeżeli adaptacja ważnego i nieśmiertelnego dla dzisiejszych Węgier dramatu jest protestem, to jak najbardziej.

Schiller użył postaci Don Carlosa jako przykładu walki o wolność osobistą i polityczną. To doskonale pasuje do obecnej sytuacji Nowego Teatru i całych Węgier.

Istvan Marta: Dramat z pewnością pokazuje jakie mamy przekonania i marzenia oraz przede wszystkim - jak moglibyśmy je zrealizować.

Pana następca, Dörner, krytykuje liberalizm i określa go jako „niemoralny i chory”. Czy postać markiza von Posa symbolizuje liberalizm? A może to pana osoby mamy szukać w tym właśnie bohaterze?

Istvan Marta: Posa jest wolnym człowiekiem i niezależnym myślicielem, który podąża za swoimi przekonaniami. Lecz by osiągnąć swoje ambitne i „święte” cele nie waha się sięgać po wszelkie środki, włącznie ze spiskiem. Dlatego tez ponosi porażkę. Posa Schillera ma bardzo skomplikowaną i złożoną osobowość, dlatego też każda analogia byłaby uproszczeniem. Jednocześnie wydaje mi się, że wiele ludzi może odnaleźć cząstkę siebie w tej sztuce. Don Carlosowi również nie udaje się odnieść sukcesu będąc rozdartym między miłością do swego ojca, który jest symbolem władzy absolutnej, i miłością do wolności. To on jest prawdziwą ofiarą. Młody mężczyzna, w którego umyśle ścierają się dwie gigantyczne siły: nieskończony despotyzm i nienasycony apetyt na wolność. Jego gorąca miłość musi pójść na kompromis.

W pana głowie także sporo się dzieje. Pański protest poprzez wywrotową pracę nic nie zdziałał.

Istvan Marta: Tak, ale nigdy bym nie pomyślał, że rekomendacja niezależnego twórcy teatru zostanie zignorowana przez politykę.

Autor tego atykułu, Thomas Herdickerdorff, jest członkiem sieci korespondentów Europy Wschodniej n-ost.

Fot.: Wszystkie zdjęcia©Uj Szinhaz/n-ost; film (cc)kgfoto1/YouTube