Społeczeństwo

Félix Marquardt : Spadaj, młody głupcze! 

Artykuł opublikowany 23 lipca 2013
Artykuł opublikowany 23 lipca 2013

Félix Marquardt – człowiek o 1001 twarzach. Francja odkryła go 2 lata temu dzięki artykułowi ”Spadajcie stąd”, którego jest współtwórcą. Po kilku spokojnych miesiącach Marquardt powraca w jednym z artykułów opublikowanych w ”The New York Timesie”, w którym podtrzymuje, że francuska młodzież powinna szukać szczęścia poza granicami swego kraju. Panie, Panowie, poznajcie Félixa Marquardt’a. 

Choć jest to fakt powszechnie znany, powtórzmy raz jeszcze: Francja ma się źle, a nawet bardzo źle. Co ciekawe, tym razem stwierdzenie to nie pada z ust Francuza, próbującego przedstawić ten fakt tak, by jego kraj zanadto nie ucierpiał, lecz mówi o tym głośnoThe New York Times”. W artykule zatytułowanym ”Żegnaj stary świecie, witaj smutku” pojawia się plotka medialna, według której Francuzi „nie mają już siły na grubiaństwo” oraz ”teraz, kiedy palą elektroniczne papierosy, ich zblazowanie nie wygląda już tak chic”. 

Młodzi Francuzi, chwytajcie za walizki!

Bezzasadnie lub nie, amerykański tygodnik zdaje się czerpać przyjemność z niszczenia wszystkiego, co wiąże się ze stereotypowym francuskim beretem. W zeszłym tygodniu ”The New York Times” opublikował artykuł Félixa Marquardt’a pod tytułem: ”Nadzieja dla młodych Francuzów? Emigracja”. Opisał w nim swoją miłość do idei wyjazdu z kraju ”niezniszczalnych”, którzy wciąż jeszcze myślą, że odnajdą szczęście w swojej ojczyźnie. Za słowem ”walizki” kryje się porażka: ”kraj, który zostawia ¼ młodych ludzi na bruku, to kraj bez przyszłości” – mówi Marquardt. Jego medialna aktywność to ostrzeżenie skierowane do polityków, którzy od 30 lat ”bez mrugnięcia okiem tolerują” wskaźnik bezrobocia sięgający 25% wśród osób w wieku 18-25 lat. Zresztą inspiracją do napisania artykułu był dla Marquardt’a odcinek pewnego programu telewizyjnego, w którym uczennica jednej z francuskich szkół średnich życzyła zakłopotanemu François’owi Hollande’owi, by wyjechał sobie do Australii.  

Dorobek Marquardt’a nie zawęża się jednak do wyżej wspomnianych artykułów. We wrześniu 2012 roku, a więc na samym początku roku szkolnego, wraz z francuskim raperem Moklessem oraz prezenterem telewizyjnym Mouloud’em Achour’em, Marquardt opublikował tekst we francuskim dzienniku "Libération". Artykuł-przestroga, zatytułowany: ”Młodzi Francuzi, spadajcie szukać szczęścia gdzieś indziej”, wywołał ogromne zamieszanie w kraju Hollande’a. Marquardt pojawiał się w telewizji przez 3 miesiące i opowiadał bez przerwy, że francuska młodzież powinna wyjeżdżać za granicę, żeby zapewnić sobie lepszy poziom życia. ”Francja nie zasługuje na swoją młodą siłę roboczą”– tłumaczył. 

”kraj, który zostawia ¼ młodych ludzi na bruku, to kraj  bez przyszłości”

Félix Marquardt przyjmuje interesantów w zapierającym dech w piersiach biurze, w samym sercu ósmej dzielnicy Paryża. To tu mieści się siedziba firmy doradczej Marquardt&Marquardt.

Marquardt to bezpośredni, zawsze nienagannie ubrany trzydziestolatek, pozornie przypominający Gérard’a Lanvin’a. Bez skrępowania każe na siebie czekać kiedy ma ochotę "puścić dymka, jeśli to nie problem”. Wróciwszy zapina marynarkę, siada na krześle w stylu vintage, krzyżuje nogi, a brodę podpiera na dłoniach złączonych opuszkami palców. Reszta jest już bardziej sformalizowana. Po włączeniu dyktafonu, Marquardt staje się komunikatywny, szuka słów na podłodze, lub na suficie i rzuca strzępkami zdań. To wszystko w bijących od niego oparach wody kolońskiej. Nieważne, że zdania są niespójne. I tak robią wrażenie.

Liczne zagraniczne media jak echo powtarzają ”Spadajcie”. Sławny już slogan słychać w niemieckim ”Zweites Deutsches Fernsehen”, w ”The Wall Street Journal”, a nawet w chorwackiej, chińskiej i koreańskiej telewizji. Dla Marquardt’a to dowód, że młodzi ludzie są świadomi, że jest jeszcze coś więcej niż Francja, że istnieją inne kraje. 

Ograniczenia i horyzonty

Marquardt broni swojej idei z tak ogromnym zacięciem również dlatego, że sam  jest głęboko przekonany do koncepcji ponadnarodowej. Często podróżuje ze względu na charakter swojej pracy. Dziś jest w Gruzji, jutro może wylądować w Nigerii, czy Kazachstanie. Trzeba zrozumieć, że za zaproszeniem do podróży kryje się inna wizja świata. Za terminem „Spadajcie” kryją się takie pojęcia jak: ”zrównoważenie świata”, ”nowy światowy dialog” czy ”zmiana paradygmatów”. Słowa przesiąknięte atmosferą Davos są automatycznie wypowiadane przez Marquardt’a, który z upodobaniem powtarza metafory o Ludwiku XVI,  jego dworze i poddanych – tylko po to, aby potwierdzić, że pomimo kryzysu na Zachodzie, sytuacja w krajach rozwijających się jest dużo lepsza niż w krajach rozwiniętych. Zatem „Spadajcie” – owszem, ale do Bombaju, Sao Paolo, czy Dżakarty

"Self-made rich kid"

Prawdą jest, że Marquardt upatruje problemu młodych Francuzów nie w cyfrach, lecz przede wszystkim w ludzkiej mentalności. Sam pochodzi z prawdopodobnie zamożnej rodziny austro-węgierskiego adwokata oraz grecko-amerykańskiej właścicielki galerii sztuki w sercu paryskiej dzielnicy Marais. Jego charakter został ukształtowany przez kulturę amerykańską. Był lewicowym studentem, skłaniającym się ku poglądom Ramoneta. Teraz powraca z wizją świata przypominającą bardziej wizję Kapitana Ameryki, niż Nikołaja Bucharina. Po dwóch latach bez pracy, Félix Marquardt odnalazł swoje miejsce. Sam o sobie mówi, że jest ”typowym self-made rich kid” [tłum. bogate dziecko, zawdzięczające wszystko sobie]. Jednak dzisiaj podważa się jego prawo do mówienia o „niepewnym” pokoleniu. A kiedy się go atakuje, ripostuje: ” To takie francuskie! Mam gdzieś to, skąd pochodzę. Muszę się usprawiedliwiać skąd jestem, żeby mieć prawo do wypowiadania się na ten temat. Co t za cholerna mentalność? Nie pytaj mnie skąd pochodzę, ale dokąd zmierzam” – rzuca zgrabnymi zdaniami niczym sławny raper.

Po chwili prostuje się, poprawia krawat i spokojnie mówi dalej: ” We Francji udało się stworzyć pokolenie ludzi młodych o mentalności starców”. To kraj, który nie ma ropy naftowej, lecz za to ma pomysły. Już wcześniej pewien były opozycjonista podburzał młodych Francuzów. Teraz bananowy synalek bogaczy nawołuje do rychłego wyjazdu z ojczyzny. A zatem – Bastylia czy Bangalore?