Społeczeństwo

Ferdinando Riccardi: "Istotą Europy jest pojednanie"

Artykuł opublikowany 21 lipca 2007
Artykuł opublikowany 21 lipca 2007
Od pół wieku 77-letni Ferdinando Riccardi obserwuje Europę rozwijającą się na pełnych obrotach. Autor artykułów w "Agence Europe", Włoch z pochodzenia i Brukselczyk całym sercem, pozostaje zagorzałym federalistą.

Pod niebem Brukseli stoi potężny budynek z czerwonych cegieł, otoczony niewielkim parkiem. Na parterze znajduje się drukarnia, pozostałe trzy piętra zajmują pokoje zawalone górami papieru, karykatur, a wszystkie ściany znikają pozaklejane artykułami prasowymi. Dziennik "Agence Europe" to źródło informacji dla ludzi zawodowo zajmujących się problematyką europejską. Jest dostępny w trzech wersjach językowych i rozprowadzany w kilku tysiącach egzemplarzy w formie papierowej i elektronicznej.

Redaktor naczelny, Ferdinando Riccardi, kończy poranne spotkanie redakcyjne. "Będę za 5 minut", "dostałeś moją notatkę?" - dziennikarze wprowadzają ostatnie poprawki przed drukiem. Potem przerwa na kawę i brunch do pobliskiej kafejce. Riccardi jest postawnym i przystojnym mężczyzną, ma siwe włosy i błyszczące oczy. Siadamy przy stoliku, kelnerka przynosi kawę, zaczynamy rozmawiać. Dzięki sportowi rozpoczął karierę dziennikarską. Jako student nauk humanistycznych zaczął dorabiać jako reporter sportowy, by mieć pieniądze na naukę. "Nie robiłem tego z zamiłowania, ale fajnie było pochodzić i pooglądać mecze piłki i tenisa" - usprawiedliwia się.

W 1958 roku Riccardi przyjeżdża do Brukseli. W tym czasie "Agence Europe" z siedzibą w Luksemburgu poszukuje dziennikarza do tworzonego właśnie oddziału w Belgii, który ma obserwować z bliska pierwsze kroki Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej i Euratomu. Obie instytucje zostały "tymczasowo" utworzone w Brukseli. Paryski dziennikarz sportowy z miejsca przyjmuje tę ofertę. Od tamtej pory już na zawsze pozostał w kręgu problematyki europejskiej. "Prowizorki trwają najdłużej" - uśmiecha się mój rozmówca - "W przyszłym roku tej prowizorce stuknie 50 lat!"

Nieuchronny pokój

"Początkowo moje zaangażowanie nie miało charakteru politycznego i skierowane było raczej na proces zjednoczenia Europy. Z czasem zaangażowałem się, bo pokochałem wszystko, co z Europą związane". Ferdinando Riccardi bardzo wcześnie pojął, że pokój jest rzeczą najważniejszą. "Gdy miałem 14, 15 lat, mój starszy brat został zatrzymany przez milicję za antyfaszyzm - wspomina - w wieku 16 lat zmarł w obozie koncentracyjnym". Zapada cisza. Był rok 1945. Dwaj bracia stukali na malutkich maszynach do pisania ulotki-odezwy do Włochów, aby ci ignorowali powołania pod broń wystosowane przez Mussoliniego by bronić Północnych Włoch, po lądowaniu aliantów na południu kraju.

"Mogłem poprzestać na nienawiści czy chęci odwetu wobec Niemców" - kontynuuje Riccardi - "ale nie potrafiłem tak ze względu na moje zamiłowanie do kultury niemieckiej. Dla mnie istotą Europy jest pojednanie". I to mimo obliczeń byłego przewodniczącego Komisji Jacquesa Delorsa, zgodnie z którymi w Europie średnio co 20 lat dochodziło do wojen. "Według tych szacunków powinienem był jeszcze przeżyć trzy wojny" - ironizuje Riccardi.

Od przeszło pół wieku Riccardi bezustannie pracuje dla dziennika "Agence Europe". To zadziwiająca wprost wierność, jak na ten zawód. Pytam go w imieniu tych wszystkich dziennikarzy, którzy wątpią w swoją rolę obywatelską, czy sądzi, że jego wstępniaki mają jakiś wpływ na debatę we Wspólnocie. "Być może", odpowiada, a w oczach zapala mu się płomień, "w każdym razie mam nadzieję, że przyczyniają się do lepszego zrozumienia kwestii, jaką jest Wspólna Polityka Rolna (WPR)".

A WPR jest, jego zdaniem, wadliwie prowadzona, gdyż powinna mieć na uwadze nie wymiar handlowy, lecz ochronę przyrody, wolność żywieniową oraz walkę z głodem na świecie.

Łakomczuch w duszy

Po wielu latach przebywania w najtajniejszych gabinetach Unii, Ferdinando Riccardi potrafi mimo wszystko wykazać się pragmatyzmem. 21 i 22 czerwca w Radzie Unii Europejskiej doszło do porozumienia odnośnie przyszłego "zmodyfikowanego" traktatu, który ma zastąpić Traktat Konstytucyjny. "Tu chodzi o kompromis", podsumowuje Riccardi. "Nic więc dziwnego, że jest on obiektem krytyki. Gdyby wszyscy byli zadowoleni, to nie byłby to kompromis... Liczy się to, że pozwoli on Unii iść naprzód i przełamie blokadę instytucjonalną, w której tkwi Europa, odkąd wrzuciło ją tam francuskie i holenderskie nie w maju 2005 . Najistotniejsze elementy projektu Konstytucji zostaną utrzymane i to jest najważniejsze".

Tym niemniej każdemu wolno pomarzyć. O co poprosiłby Europę, długowłosą istotę porwaną przez Zeusa pod postacią byka? "Co za pytanie", śmieje się Riccardi... Po minucie ciszy mówi: "Żebym mógł być przy narodzinach osobowości tak znamienitych jak Perykles dla Greków, Dante dla Włochów, Bach dla Niemców czy Szekspir dla Anglików". Lista jest długa, a przyszłość otwarta.