Społeczeństwo

Francja wznawia deportacje

Artykuł opublikowany 19 października 2012
Artykuł opublikowany 19 października 2012
Socjalistyczny prezydent Francji, François Hollande, obiecał, że nie dojdzie do likwidacji nielegalnych obozów, zamieszkiwanych przez Romów. Jednak w ciągu dwóch ostatnich miesięcy, około 400 osób posiadających od 2007 roku status obywateli Unii Europejskiej, zostało zmuszonych do opuszczenia kraju.

Z uwagi na istnienie dużej ilości nielegalnych obozów romskich, aż trzynaście lewicowych magistratów połączyło siły, aby powstrzymać deprotacje bez możliwości relokacji. Jednak jak się okazało, to porozumienie ma jedynie charakter symboliczny, bowiem do dziś policja eksmitowała już 3 tys. osób. Jedno z ostatnich wypędzeń miało miejsce w Évry – mieście, którego burmistrzem przez ostatnią dekadę był Manuel Valls, obecny Minister Spraw Wewnętrznych. Z Évry wydalono w sumie 22 rodziny, mieszkające od kilku miesięcy przy torach kolejowych.

Całkiem niedawno rząd zawiadomił opinię publiczną o podjęciu działań na rzecz aktywizacji zawodowej Rumunów i Bułgarów. Do tej pory obowiązywały ograniczenia związane z listą 150 zawodów, których wymienione mniejszości mogły się podjąć, poza tym pracodawca był zobligowany do zapłacenia podatku, którego wysokość dochodziła nawet do 700 euro. Organizacja MRAP, ktorej działania skoncentrowane są na walce z rasimem, blisko współpracuje z członkami tych społeczności: ''Rumunia jest częścią Europy, a jej obywatele podlegają prawu o swobodnym przepływie osób, jednak osobne regulacje uniemożliwiają im osiedlenie się i podjęcie pracy we Francji”, stwierdza Marie Annick. Jej koleżanka, Yves Loriette dodaje: ''Niektóre dzieci chodzą rok lub dwa do szkoły i nagle zostają wypędzone. W takich przypadkach wysiłek organizacji współpracujących z nimi, zostaje zaprzepaszczony”.

Słowo "wypędzenie" zostało zastąpione przez "ewakuację"

Jeśli swego czasu opozycja krytykowała wypędzenia, twierdząc, że źle wpływają na wizerunek Francji, to dzisiaj zasłania się ona humanitaryzmem. Słowo ''wypędzenie” zostało zastąpione przez ''ewakuację''. Podczas gdy jedni bronią prawa do swobodnego przepływu osób, inni wskazują na kwestie bezpieczeństwa i zdrowia publicznego. W czasie trwania tej dyskusji, 15 tys. Romów zamieszkujących Francję, znajduje się w paneuropejskiej próżni.

Z Bukaresztu do Paryża

Paryż to najczęściej odwiedzane miasto na świecie, ale to także nieosiągalne marzenie dla wielu naiwnych osób, przybywających tu w poszukiwaniu lepszego życia. Plac Bastylii roi się od młodzieży korzystającej z urokliwych tarasów i turystów, którzy z aparatem w dłoni fotografują się przed wielkim symbolem Rewolucji Francuskiej. Swego czasu była to ogromna twierdza, broniąca obcym dostępu do miasta. Dziś nie istnieją już autentyczne mury obronne, ale te o charakterze politycznym, ekonomicznym i socjalnym, które są niemal nie do przezwyciężenia.

Pośrodku tego placu – nie tak idyllicznego, jak się okazuje – wraz z ośmiorgiem dzieci i trójką wnuków, mieszkają Gheorghe i Esperanza. Rozproszeni po przylegających do placu ulicach, jakby zajmowali odrębne pokoje jednego mieszkania, chronią się w budkach telefonicznych, na przystankach autobusowych iw bramach budynków. Cały ich majątek mieści się w wózku z supermarketu, stojącym tuż przy jednej z bram.

Gheorghe, wysoki i chudy mężczyzna, uśmiechnięty od ucha do ucha, po kolei przedstawia członków swojej rodziny. Dzieci patrzą na mnie ze zdziwieniem. Na końcu wskazuje na swoją żonę: ''To ona, Esperanza ("esperanza” czyli "nadzieja” – przyp. tłum.). Moja nadzieja”. Jego towarzyszka uśmiecha się nieśmiało, prawie nie mówi po francusku. Na chodniku rozkłada koc, pełniący na zmianę funkcję łóżka i stołu, gdzie wszyscy gromadzą się wokół niej. Zaczyna padać, więc biegną schronić się pod markizą razem z podróżnymi czekającymi na autobus. ''Masz gdzie spać? Jeśli chcesz możesz zostać z nami”.

Fot.: (cc) philippe leroyer/ flickr/ video: afpfr/ youtube