Społeczeństwo

Grecja: 3 tygodnie z uchodźcami w Idomeni

Artykuł opublikowany 11 maja 2016
Artykuł opublikowany 11 maja 2016

Idomeni to grecka wioska na granicy z Byłą Jugosławiańską Republiką Macedonii. Miejsce stało się sławne, kiedy w listopadzie 2015 roku niektóre państwa europejskie zdecydowały się zamknąć granice dla imigrantów ekonomicznych i przyjmować tylko uchodźców politycznych. Imigranci żyją w ciężkich warunkach i otrzymują pomoc jedynie ze strony wolontariuszy. Oto jak narodziło się ,,getto” w Idomeni. 

Dwudziestoośmioletni David jest włoskim działaczem społecznym. Przez 21 dni żył w piekle Idomeni, na ,,ziemi niczyjej”, razem z zapomnianymi imigrantami – a przynajmniej z tymi, którzy nie utonęli w Morzu Egejskim. Na stronie Forgotten in Idomeni relacjonował ze swoimi współtowarzyszami przebieg kolejnych dni w obozie dla uchodźców. Redakcja Cafèbabel skontaktowała się z Davidem w Sarajewie i przeprowadziła z nim wywiad.

cafébabelKiedy zaczęła się i kiedy skończyła historia ghetta w Idomeni?

David: Wszystko zaczęło się 20 listopada 2015 roku, kiedy Słowenia zdecydowała się zamknąć granice dla imigrantów ekonomicznych. W jej ślady poszły inne kraje. Niektóre państwa również zatrzasnęły imigarntom drzwi przed nosem, budując ogrodzenia z drutu kolczastego. Natomiast koniec nastąpił 9 grudnia, kiedy do akcji wkroczyła grecka policja i deportowała do Aten przeszło 2 tys. ludzi. Grecja, która nie mogła przeciągnąć drutu kolczastego nad morzem, stała się w tych dniach ogromną klatką, do której napływali imigranci, olbrzymim, niszczącym hotspotem (hotspoty - punkty przyjmowania i rejestracji uchodźców, red.).

cafébabel: W jaki sposób powstał obóz? 

David: Dnia 20 listopada Idomeni zamieniło się z obozu przejściowego w prawdziwe długotrwałe obozowisko. Ludzie, którzy się tam znajdowali z jednej strony mieli nadzieję na sforsowanie zamkniętych wrót Europy, a z drugiej przygotowywali się na ewentualność pozostania na miejscu i stawiania oporu, by uniknąć wydalenia z Grecji. Od tego dnia wszystkie duże namioty zostały zajęte przez imigrantów, którzy nie mogli przedostać się przez granicę. Namnożyło się też namiotów kempingowych, które na szczęście kilka dni wcześniej przynieśli niemieccy wolontariusze.

cafébabel: Jak wyglądało życie w obozie? 

David: W ciągu dnia odbywały się manifestacje, protesty, starcia z policją. Za to w nocy, ludzie zgromadzeni wokół ognisk uśmiechali się i żartowali. Zapach ognia przylgnął do mnie na stałe, nasycony obcymi językami, opowieściami o odległym życiu. Po kilku tygodniach wszyscy się znaliśmy. Przeżywaliśmy wspólnie codzienność obozu, nigdy nie zapominając przy tym o znalezieniu czasu na rozmowę, śpiew i taniec. Byliśmy wszyscy razem, stanowiliśmy jedną całość. Nie było podziału na imigrantów i wolontariuszy - byli tylko ludzie, którzy wymieniali się opowieściami o swoim życiu i podróżach.

cafébabelCo robiliście wy, wolontariusze? 

David: Po tygodniu, kiedy warunki w obozie zaczęły zdecydowanie się pogarszać, dzięki grupie z Preševa (albańskiego miasteczka w Serbii, red.) i drugiej grupie niemieckich wolontariuszy, mogliśmy zbudować dwie kuchnie, gdzie przygotowywaliśmy ciepłe posiłki i herbatę. 

cafébabelJak zorganizowany był obóz?

David: Obóz w Idomeni miał swoją specyficzną strukturę. Była tam część bardziej przypominająca prawdziwe ,,getto”, którą nazywano Camp B, gdzie znajdowały się kuchnie. Początkowo przebywali tam Irańczycy i mieszkańcy Maghrebu. Wzdłuż torów kolejowych ustawiono namioty Afrykańczyków. Na głównym ,,bulwarze” można było wyróżnić część nepalską. I w końcu, było ,,centrum”, czyli stary obóz z ogromnymi namiotami, biurami policji i Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców. Wszystkie części obozu składały się na osobną rzeczywistość, świat, małą wioskę, gdzie mówiono we wszystkich językach świata.

cafébabelCo pozostanie po tym doświadczeniu? 

David: Były to bardzo intesywne dni pełne przeplatających się ze sobą sprzecznych emocji. Złość, zniechęcenie, frustracja i uśmiechy radości następowały po sobie bez ładu i składu, zaburzając spokój duszy. To był też czas wspólnego, odrębnego życia, czas walki społecznej i politycznej, czas cierpienia i śmierci, radości i śmiechu. Nie było między nami dystansu, zderzeń kulturowych, a jedynie silne poczucie solidarności. To było niezwykłe doświadczenie, ten jeden raz wolne od rasizmu i politycznej retoryki.

cafébabel: Jaki obraz Europy wyłania się na podstawie doświadczeń w Idomeni? 

David: Imigranci, którzy chcieli przedostać się przez granicę, doświadczyli na własnej skórze rasizmu w jego najczystszej i najdzikszej postaci. Rasizmu made in Europe, gdzie biedny kłóci się z biedniejszym o okruchy chleba, które mu się należą. Uderzono ich w twarz tym, co gnije w Europie: niegościnnością, rasizmem, obojętnością.  

_

Wywiad przeprowadzony przez Simone Benazzo z redakcji lokalnej cafébabel Torino.