Społeczeństwo

Grecki kryzys na horyzoncie – widok z jachtu

Artykuł opublikowany 17 sierpnia 2010
Artykuł opublikowany 17 sierpnia 2010
Kryzys widziany z perspektywy biura bogatego armatora lub najważniejszego krajowego producenta jachtów. Z tej wysokości widok roztacza się zgoła inny niż ten dostępny większości obywateli na ekonomicznym dnie. A mimo to ci ostatni wolą buntować się przeciwko państwu niż klasie uprzywilejowanej... ku jej uciesze.

Jak zachować rozsądek, zimną krew i pozory w kryzysowej sytuacji Sądząc po wnętrzu jego biura w szykownej dzielnicy Kifissia w Atenach, „Harry Potter” greckiego przemysłu morskiego kocha w równym stopniu sztukę współczesną, co swój autoportret. Harry Vafias miał zaledwie 27 lat, gdy w 2005 r. kierowany przez niego Nasdaq, został jako pierwsze przedsiębiorstwo żeglugowe notowane na amerykańskiej giełdzie. Dopiero pytanie, czy kryzys dotknął stworzone przez niego konsorcjum Stealthgas, odrywa jego oczy od trzech ekranów komputera najnowszej generacji: „Nie ma bezpośredniego wpływu – odpowiada stanowczo. „Efekt jest pośredni, a dotyczy nastrojów pracowników, którzy nie mogą konsumować tyle, co wcześniej. Jeśli pańscy pracownicy mają mniej pieniędzy, wpływa to na Pana biznes!”.

Armatorzy na niespokojnych wodach

Dla Harryego Vafiasa „jedynym bezpośrednim efektem jest niestabilna sytuacja banków”, które utrudniają pożyczki w Grecji. Ale gdy pytam, czy przenoszenie miliardów dolarów greckich bogaczy i firm na szwajcarskie, cypryjskie i brytyjskie konta nie wpływa na tę niestabilność, odpowiada: „To rząd oszukał Greków, nie my. My jesteśmy jak oni, podlegamy prawu”. 

Albo i nie. Siedząc w swoim przytulnym lofcie na szczycie wzgórza Exarchii, alternatywnej dzielnicy Aten, Giorgos Glynos potwierdza: „Armatorzy nie są objęci aktualnym wzrostem podatków” – mówi w kontekście wzrostu VAT-u z 21% do 23%. „To paradoks greckiej ekonomii: bogaci armatorzy, najbardziej prosperujący przedsiębiorcy w kraju, umykają bez problemu fiskusowi. Wystarczy, że umieszczą swoją flotę pod wygodniejszą dla nich, obcą banderą”. Według ekonomisty z centrum badawczego Eliamep ta forma fiskalnej ucieczki jest możliwa dzięki międzynarodowemu charakterowi morskiego biznesu, ale także życzliwości greckich polityków: „Kolejne rządy starają się zawsze zachęcić armatorów do wyboru krajowej bandery, oferując im korzystne stawki podatkowe”. Potwierdził to korespondent „Libération” w Brukseli, Jean Quatremer, po tym jak spotkał się z greckim ministrem finansów: „Jeśli dochód wyprodukowany w Grecji przez armatorów jest opodatkowany, to tylko w takim stopniu, na jaki oni się zgadzają”. 

Jak również prezes greckiego GreenpeaceA więc dla bogatych armatorów nie ma kryzysu? „Oczywiście, kryzys dotknął biznes – relatywizuje George A. Vernicos, prezes Vernicos Yacht, narodowego lidera w sprzedaży i czarterowaniu jachtów. „Na szczęście sprzedaż statków, nasza główna działalność, wzrasta od 10 lat i nie grozi jej spadek”. „Pan Yachting”, jak nazywa go prasa, którą udekorował ściany swojego biura, oskarża również rząd: „Wszystko jest tu trudne do zrobienia Grecja nie jest krajem przyjaznym dla biznesu”. Podobnie Harry Vafias: „Dwa problemy kneblują Grecję – potwierdza: – zbyt wielu urzędników i nie płacenie przez Greków podatków”. Dla obydwu gigantów greckiej ekonomii winne temu jest państwo. 

Grecy nie są przeciwko bogatym

Dziwne. Schodząc w hałaśliwą strefę przeciętnego ateńskiego podatnika, usłyszeć można ten sam dyskurs: „Grecy nie są przeciwko bogatym, są przeciwko rządowi” – zapewnia mnie sprzedawca butiku z biżuterią w centrum miasta. Właścicielką sklepu jest nie kto inny jak matka Alexisa Grigoropoulosa, 15-latka zabitego przez policję 6 grudnia 2008 r. Jest właśnie na procesie zabójcy syna. Gdzieś między hańbą policji, manifestacjami studenckimi, które wybuchły po śmierci Alexisa i zapowiedziami restrykcyjnych cięć w budżecie rządu Papandrou, w społeczeństwie zrodził się gniew przeciwko politykom. Bogaci armatorzy, młodzi „anarchiści” lub handlowcy, wszyscy ostrzą sobie zęby na administracji państwowej.

Zacumowana w porcie Pirée, dryfuje bezużytecznie - wszyscy europejscy turyści są na Cykladach

Dziwnie to brzmi dla uszu Francuza - dla którego „interesy elit politycznych i ekonomicznych idą w parze”, jak stwierdza Neue Zürcher Zeitung (Zurych) w reakcji na sprawę Woerth-Bettencourt – nie słyszeć żadnego Greka oburzającego się na przepaść między bogatymi a pozostałą częścią społeczeństwa. Winiona jest jedynie klasa polityczna, ponieważ „Państwo jest w rękach trzech rodzin” – jak stwierdza żona bogatego chirurga plastycznego mieszkającego w pięknej dzielnicy Kyfissia. „Papandréou, Caramanlis i Mitsotakis”.

Państwo jako wróg klasowy

Bunt wobec państwa i jego służbA armatorzy, zwolennicy biznesowych transferów? „Większość młodych nie wie nawet o ich istnieniu” – wzdycha córka greckiego reżysera i aktora, Theo Angelopoulosa, spotkane przypadkiem w jednym z barów Exarchii. Exarchia, jej mury przepełnione są rewolucyjnymi graffiti i anarchistycznymi wiadomościami, ale skierowane są przeciwko państwu, mimo że pobrzmiewają w nich marksistowskie i antykapitalistyczne nuty: „Po juncie pułkowników Grecję opanował wojowniczy duch, ale ponieważ tutaj nigdy nie było prawdziwej klasy kapitalistycznej, której można by się przeciwstawiać, wrogiem stało się państwo” – analizuje Giorgos Glynos. Państwo i rządzące w nim trzy rodziny. Tymczasem bogaci nadal bezkarnie umykają greckim podatkom. „Wróg klasowy – konkluduje ekonomista – to państwo. A więc interes publiczny!”.

Dziękuję Elinie Makri i całej ekipie cafebabel w Atenach.

Zdj.: Jedynka©davesag/Flickr; Harry Vafias :©Harry Vafias; Georges A. Vernicos et sa marina :©Dana Cojbuc; graffiti :©Elina Makri