Społeczeństwo

Homo entrepreneur po polsku

Artykuł opublikowany 3 marca 2014
Artykuł opublikowany 3 marca 2014

Start-up to jedno z naj­mod­niej­szych słów ostat­nich lat. Po ze­rwa­niu że­la­znych oków so­cja­li­zmu i la­tach żmud­nej ka­pi­ta­li­stycz­nej pracy u pod­staw, mło­dzi pol­scy homo en­tre­preneurs mogą na­resz­cie dać upust swo­jej przed­się­bior­czo­ści i pod­bić świat swo­imi po­my­sła­mi. Ca­fe­ba­bel za­py­tał mło­dych i ob­rot­nych o mo­ty­wa­cję do dzia­ła­nia i plany na przy­szłość. 

Choć kry­zys za­trząsł po­sa­da­mi Sta­rego Kon­ty­nen­tu, w Pol­sce pod ko­niec ze­szłe­go roku za­re­je­stro­wa­nych było pra­wie 2 mi­lio­ny ma­łych firm. GUS prze­wi­du­je jed­nak, że ¾ mło­dych pol­skich przed­się­biorstw nie prze­trwa nawet naj­bliż­szych pię­ciu lat. Czy młode start-upy to rze­czy­wi­ście spo­sób na roz­pę­dze­nie pol­skiej go­spo­dar­ki, czy też sztucz­nie na­dmu­cha­na bańka, które nie­dłu­go pęk­nie, po­zo­sta­wia­jąc puste kie­sze­nie i za­wie­dzio­ne na­dzie­je? 

KTO TY JE­STEŚ? POLAK MAŁY

Zda­niem Mi­cha­ła Judy z Show­ro­omu, naj­więk­szej pol­skiej plat­for­my sku­pia­ją­cej nie­za­leż­nych pro­jek­tan­tów z pa­sjo­na­ta­mi mody, pol­skie spo­łe­czeń­stwo jest jak naj­bar­dziej go­to­we na start-upo­wą re­wo­lu­cję. „Pol­ska jest świet­nym miej­scem do za­kła­da­nia wła­snej dzia­łal­no­ści go­spo­dar­czej; stało się to tu wręcz modne. To przede wszyst­kim kwe­stia ludzi – młode po­ko­le­nie jest bar­dzo przed­się­bior­cze, go­to­we na po­dej­mo­wa­nie ry­zy­ka i otwar­te na no­wo­ści. Pol­ska to też bar­dzo duży i chłon­ny rynek, dzię­ki czemu wiele firm może tutaj od­nieść suk­ces bez ko­niecz­no­ści dzia­ła­nia za gra­ni­cą”. Mi­chał mówi, że Show­ro­om, który pro­wa­dzi z przy­ja­cie­lem Jaś­kiem Sta­szem, na­ro­dził się zu­peł­nie przy­pad­kiem, kiedy zna­jo­me pro­jek­tant­ki po­pro­si­ły ich o pomoc w sprze­da­ży ich pro­duk­tów w sieci. Pierw­sze kroki w biz­ne­sie sta­wia­li w cza­sach li­ce­al­nych or­ga­ni­zu­jąc bi­for­ki w war­szaw­skich tram­wa­jach. Na po­cząt­ku stycz­nia 2014 roku ich twa­rze zdo­bi­ły okład­kę wy­da­wa­ne­go przez For­be­sa ma­ga­zy­nu Pierw­szy Mi­lion.

Jed­nak czy rzą­do­wa pro­mo­cja przed­się­bior­czo­ści jako cu­dow­ne­go leku na wszel­kie bo­lącz­ki prze­kła­da się na rze­czy­wi­stość? Oka­zu­je się, że nie­ko­niecz­nie. Mi­chał za­uwa­ża wpraw­dzie, że sy­tu­acja w ostat­nich la­tach się po­prawiła, jed­nak pro­ce­du­ry biu­ro­kra­tycz­ne po­zo­sta­ją za­wi­łe, a prawo po­dat­ko­we nie­ko­rzyst­ne dla przed­się­bior­ców. Po­dob­nie jest z po­zy­ski­wa­niem fun­du­szy na roz­wój po­my­słów. Za­ło­ży­cie­le Zor­traxu i twór­cy hitu ostat­nie­go roku, dru­kar­ki 3d, kry­tycz­nie oce­nia­ją pol­ską rze­czy­wi­stość biz­ne­so­wą. „Pol­skość nie uła­twia pro­wa­dze­nia swo­je­go biz­ne­su. Ame­ry­ka­nie wy­cho­wu­ją się w oto­cze­niu wspie­ra­ją­cym kre­atyw­ność i przed­się­bior­czość – crowd­fun­ding i inne formy fi­nan­so­wa­nia no­wych pro­jek­tów roz­wi­ja­ją się w sza­lo­nym tem­pie. Pol­ski biz­nes nie przy­sto­so­wa­ł się jesz­cze do no­wych re­aliów świa­to­wych ryn­ków. Myślę jed­nak, że to kwe­stia czasu – sy­tu­acja po­lep­sza się z roku na rok” - tłu­ma­czą.

Inne do­świad­cze­nia ma za sobą Piotr Wie­le­żyń­ski, któ­ry kilka mie­się­cy temu wraz z Mi­cha­łem Ga­szyń­skim za­ło­żył Skrzyn­kę z Pola, która zaj­mu­je się do­star­cza­niem war­sza­wia­kom se­zo­no­wych wa­rzyw i owo­ców z po­bli­skich go­spo­darstw rol­nicz­nych. „Wiem, że dużo ludzi na­rze­ka na biu­ro­kra­cję pań­stwo­wą, na­to­miast samo za­ło­że­nie spół­ki nie było skom­pli­ko­wa­ne - za­ła­twi­li­śmy pra­wie wszyst­ko przez in­ter­net. W urzę­dzie by­li­śmy tylko 3 razy,  w ko­lej­ce naj­dłu­żej sta­li­śmy chyba przez 15 minut, pod­czas któ­rych pani z ZUSu wszyst­ko nam wy­tłu­ma­czy­ła z uśmie­chem na twa­rzy. Byłem bar­dzo mile za­sko­czo­ny” – opo­wia­da Pio­trek. Przy­zna­je jed­nak, że to do­pie­ro po­czą­tek ich przy­go­dy z przed­się­bior­czo­ścią.

sa­mo­za­trud­nie­nie w prak­ty­ce

Jak wy­glą­da co­dzien­ne życie pol­skich start-upo­wców, któ­rzy są swo­imi wła­sny­mi sze­fa­mi? Oka­zu­je się, że w za­leż­no­ści od mo­de­lu biz­ne­so­we­go, bar­dzo róż­nie. Pio­trek ze Skrzyn­ki z Pola oprócz za­rzą­dza­nia firmą pra­cu­je też na eta­cie w or­ga­ni­za­cji po­za­rzą­do­wej. Przy­zna­je jed­nak, że obie prace mogą ze sobą ko­li­do­wać jeśli Skrzyn­ka się roz­wi­nie. Spo­koj­nie pod­cho­dzi jed­nak do przy­szło­ści. „Może wyj­dzie z tego coś faj­ne­go, bo ko­men­ta­rze klien­tów są bar­dzo po­zy­tyw­ne. Na­to­miast z po­wo­du ni­skiej marży na wa­rzy­wa i owoce, mu­si­my ko­rzy­stać z efek­tu skali i w związ­ku z tym bar­dzo po­wo­li osią­ga­my zyski” - przy­zna­je. Takie po­dej­ście może wy­ni­kać z faktu, że Skrzyn­ka z Pola wy­ro­sła nie tylko z po­bu­dek fi­nan­so­wych, lecz rów­nież ide­olo­gicz­nych. „Od dziec­ka ko­cha­łem je­dze­nie” – opo­wia­da Pio­trek. „Pod­czas stu­diów za­czą­łem zgłę­biać temat mar­no­wa­nia je­dze­nia, szcze­gól­nie w su­per­mar­ke­tach. Jak się oka­za­ło, su­per­mar­ke­ty mają spe­cy­ficz­ne kon­trak­ty z rol­ni­ka­mi, przez co tony je­dze­nia są wy­rzu­ca­ne pod­czas pro­duk­cji. Stwier­dzi­łem więc, że faj­nie by­ło­by stwo­rzyć sys­tem, dzię­ki któ­re­mu lu­dzie wie­dzie­li­by, skąd po­cho­dzi ich je­dze­nie, a rol­ni­cy otrzy­my­wa­li­by godną za­pła­tę za swoje pro­duk­ty”  – tłu­ma­czy. 

Ina­czej jest w Zor­tra­xieKa­ro­li­na Bo­łądź, pro­duct ma­na­ger, pod­su­mo­wu­je swój tryb pracy na­stę­pu­ją­co: „Je­ste­śmy na eta­pie dy­na­micz­ne­go roz­wo­ju, a to ozna­cza cią­głe zmia­ny i całe dnie spę­dza­ne w biu­rze”. Mi­chał z Show­ro­omu przy­zna­je, że cięż­ko jest mu od­dzie­lić czas pry­wat­ny od za­wo­do­we­go. „Pro­wa­dząc wła­sną firmę prak­tycz­nie cały czas się o niej myśli – nie ma opcji, że wy­cho­dzisz z biura i za­po­mi­nasz o wszyst­kim” – tłu­ma­czy. De­kla­ru­je jed­nak, że wal­czy z pra­co­ho­li­zmem, który nie jest zdro­wy ani dla niego, ani dla firmy. Ostat­nio nawet wy­jeż­dża­jąc na wa­ka­cje nie za­bie­ra ze sobą kom­pu­te­ra. Po­mi­mo trud­nych mo­men­tów Mi­chał nie za­mie­nił­by jed­nak swo­jej pracy na żadną inną - mimo, że pró­bo­wał w prze­szło­ści pracy na eta­cie, jego żyłka przed­się­bior­cy za­wsze oka­zy­wa­ła się sil­niej­sza. Rów­nież dla Ka­ro­li­ny z Zor­tra­xu moż­li­wość two­rze­nia cze­goś od zera i we­dług wła­snej wizji jest warta wszel­kich po­świę­ceń. Nie bez zna­cze­nia jest też fakt, że prak­tycz­nie od pierw­szych mie­się­cy dzia­łal­no­ści pro­jekt fi­nan­su­je się sam. 

Prze­pis na start-upo­wy suk­ces po pol­sku? Wy­da­je się, że od do­bre­go po­my­słu waż­niej­sza jest de­ter­mi­na­cja, cięż­ka praca i umie­jęt­ność po­ko­ny­wa­nia biu­ro­kra­tycz­nych ba­rier. „W grun­cie rze­czy sam po­mysł na biz­nes nie jest zbyt wiele wart. Ważne jest to, jak się go wcie­li w życie i czy uważ­nie słu­cha się su­ge­stii klien­tów” - twier­dzi Mi­chał. Czas po­ka­że, czy mło­dzi przed­się­bior­cy to zro­zu­mie­ją i po­mi­mo ad­mi­ni­stra­cyj­nych prze­szkód rze­czy­wi­ście staną się siłą na­pę­do­wą go­spo­dar­ki.