Społeczeństwo

Imigranci w Belgi: Legalny pobyt albo śmierć

Artykuł opublikowany 13 marca 2008
na stronie głównej
Artykuł opublikowany 13 marca 2008
W Brukseli 150 imigrantów wnioskuje o przyznanie obywatelstwa belgijskiego. Wszyscy mieszkają tu od przynajmniej dziesięciu lat i pragną stać się pełnoprawnymi obywatelami. W tym celu ogłosili strajk głodowy.

"Legalny pobyt albo śmierć!" - to desperackie ultimatum stu pięćdziesięciu nielegalnych imigrantów, którzy okupują budynek nr 91 przy Rue Royale w Brukseli.

Głodują tutaj na znak protestu od 1. stycznia 2008. Rue Royale to jedna z głównych ulic stolicy Europy. Łączy Pałac Sprawiedliwości z kościołem Sainte-Marie w stylu gotyckim z barokowym portykiem.

Imigranci sans papiers głodują w Brukseli na znak protestu (Fot.: Giovanni De Paola)

Sans papier, czyli "bez dokumentów", to francuskie określenie nielegalnych imigrantów, którzy tutaj, w centrum Europy, domagają się prawnego uregulowania ich pobytu. To obywatele Południowej Ameryki, Afrykańczycy i Azjaci.

W środku budynku jest Elif (imię zmienione), 12-letnia dziewczynka z tureckiej rodziny.

Elif chodzi do flamandzkiej szkoły w Brukseli i mieszka w Belgi ze swoimi bliskimi. Na własną odpowiedzialność udziela mi wywiadu. Dzieci, mimo braku dokumentów, chodzą do szkoły. Mówią biegle po flamandzku i francusku, w przeciwieństwie do starszych. Elif mówi, że jej matka jest uczestniczką głodówki na Rue Royale. Mieszkają w Brukseli od ponad dziecięciu lat i uważają za niesprawiedliwe, że nadal są tu nielegalnie i muszą żyć w niepewności. Czy dziesięć lat to za mało?

Fot.: Giovanni De PaolaKiedy pytam Elif, czy czuje się zintegrowana z otoczeniem, odpowiada pewnie: "Tak, jestem tu szczęśliwa. Mówię bardzo dobrze po flamandzku, bo to urzędowy język w szkole. Jeśli miałabym wrócić do Turcji, miałabym trudności z nauczeniem się tureckiego. Dlatego chcę zostać w Belgi".

Jej oczy są inteligentne i widać w nich zdecydowanie.

Elif wypowiada zdanie, którego nie spodziewam się usłyszeć od dziewczynki w jej wieku: "Głodówka to nasza ostatnia szansa". Mówi w liczbie mnogiej. Czyni to w imieniu swojej rodziny oraz innych okupujących budynek nr 91 przy Rue Royale.

-"Twoja matka może zostać w Belgi?"

-"Jeżeli nie otrzyma obywatelstwa... Nie"

-"Z czego się tutaj utrzymujecie?"

-"Ehm, nie zrozumiałam pytania"... Mruczy coś niezrozumiałego po flamandzku.

Elif ma dwanaście lat, ale jest dojrzała jak na swój wiek. Jej rodzice przebywają tutaj nielegalnie, jakąkolwiek pracę wykonują, pracują na czarno. A Elif, nie może tego przyznać.

Kiedy wraca do swojego doskonałego flamandzkiego, mówi tylko: "Bardzo trudno jest opłacić czynsz i wydatki na jedzenie, moi rodzice nie pracują. Jest bardzo ciężko, bo nie mamy pieniędzy".

Ma starszego brata oraz dwie siostry. Wszyscy chodzą do szkoły.

W Belgi prawo do nauki jest zagwarantowane wszystkim dzieciom, mieszkającym tu legalnie czy też nie, jeżeli od przynajmniej dwóch lat mieszkają na obszarze między Walonią, Flandrią i obrębie miasta Brukseli.

-"Jak długo jeszcze twoja matka będzie tu głodować?"

-"Dopóki nie zostanie zalegalizowany nasz pobyt"

-"Uważasz, że strajk głodowy to odpowiedni sposób domagania się swoich praw?"

-"Mój ojciec już uczestniczył w jednym strajku głodowym, ale to nie przyniosło żadnych efektów. Mamy nadzieję, że tym razem będzie dobrze. Nic innego nam nie pozostaje"

(Fot.: Giovanni De Paola)

Przez ulicę Rue Royale przejeżdża na syrenie ambulans. Prawdopodobnie jakiś imigrant potrzebuje pomocy. Głodówka osłabia organizm, dlatego potrzebne jest leczenie. Lekarz, który pomaga "nielegalnym" z ulicy Rue Royale jest zawsze w pogotowiu. W końcu strajk trwa już od ponad dwóch miesięcy.

Wystawiają się na śmierć, bo nic innego im nie pozostaje. Wolą koczować tutaj, niż wstępować na drogę przestępstwa. Wszyscy są w Belgi od dawna. Jeden od dziewięciu, drugi od dziesięciu, trzeci nawet od czternastu lat. Proszą o to, by nie musieli już dłużej się ukrywać, by mogli stać się obywatelami belgijskimi móc podnieść głowę do góry.

Proszą o to, by mieć prawa na równi z tymi - wcale nie tak nielicznymi - którzy, w głębi duszy nie kochają aż tak swojego kraju i pragną dla niego natychmiastowych zmian.