Społeczeństwo

Italia porzuca Berlusconiego! Włosi na obczyźnie chcą wracać do domu!

Artykuł opublikowany 15 czerwca 2011
Artykuł opublikowany 15 czerwca 2011
„Mam zbyt dużo rzeczy na głowie, żeby myśleć o swoim pogrzebie”, zażartował włoski premier Silvio Berlusconi. Jednak wybory lokalne, które doprowadziły do całkowitej porażki prawicy, są naprawdę trumną dla jego ery politycznej.

Lewica wygrała w Mediolanie i w Neapolu, a jej kandydaci są dalecy od tradycyjnej partiokracji. Giuliano Pisapia, nowy burmistrz ekonomicznej stolicy kraju, to adwokat, który w 1966 roku bronił autorów „Zanzary”, niewielkiej gazety licealistów, która ośmieliła się mówić o małżeństwie i seksie, prowokując moralność publiczną. Z kolei burmistrz Neapolu, De Magistris, jest byłym urzędnikiem sądowym do spraw antykorupcyjnych. Obydwaj wybrali kolor pomarańczowy, który przywołuje na myśl rewolucję na Ukrainie. To wystarczyło, żeby wzbudzić w młodym, włoskim pokoleniu na emigracji chęć powrotu. Vox populi.

„Poważne nadszarpnięcie moich planów emigracyjnych”

„Za granicą mieszkam od około czterech lat i nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby wracać. Nostalgia za krajem i krajanami? Bardzo mała, prawie żadna, aż do tego momentu dwa tygodnie temu (data pierwszej tury wyborów, przyp.red.). Wyniki wyborów administracyjnych niezwykle zburzyły moje plany stałej, dobrowolnej emigracji. Nie wyjechałam z Włoch, żeby uciec przed Berlusconim. Ale oczywiste jest, że poniżona i poniżająca polityka przyczyniła się do trzymania się z daleka od domu. W Mediolanie polityka znowu przemówiła z pasją i pokazała pomysł na społeczeństwo i plany na przyszłość, a młodzi odpowiedzieli na to wezwanie. Bardzo chciałabym być na placu i świętować, ale nie tylko. Czuję też ogromną potrzebę pomagania w tych zmianach, przywożąc świeże pomysły, które zdobyłam przez ostatnie lata jako obywatelka Europy. Boję się o tym mówić, ale teraz naprawdę czuć zmianę. Dzisiaj obawiam się niemalże, że następny lot do domu będzie ostatni”.

Licia, 25 lat, studentka, z Bergamo do Kopenhagi, Dania

„W Mediolanie korek wystrzelił”

„Chciałabym być na Piazza Duomo i uczestniczyć w uroczystościach. Mieszkałam w Mediolanie i zawsze myślałam, że mu czegoś brakuje, że coś blokuje jego kreatywność, pociąg do kultury i wolności. Mam nadzieję, że ta blokada została pokonana i Expo 2015 będzie przebiegało w inny sposób, bez tej typowej rywalizacji. Mam nadzieję, że Mediolan stanie się bardziej zielony i będzie można bezpiecznie jeździć na rowerze, że ponownie zostaną otwarte historyczne lokale, że będę mogła brać udział w koncertach na Piazza Duomo, podobnych do tego, który zamknął kampanię wyborczą Pisapi. Mówię już jak ktoś, kto chciałby wrócić, ale nie ukrywam mojego sceptycyzmu. Do zmiany na szczeblu krajowym potrzeba Partii Demokratycznej, odmłodzonej i lepiej zorganizowanej. Prawdziwym zwycięzcą tych wyborów jest Nichi Vendola, który swoją pełną pasji przemową doprowadził do sukcesu swoich kandydatów w Mediolanie i w Cagliari”.

Nicola, 26 lat, dziennikarka, z Sassari do Paryża, Francja

„Wróciłabym teraz, żeby pomóc”

„Jestem podekscytowana i szczęśliwa, znowu zaczynam mieć nadzieję, która dawno mnie opuściła. Podczas ogłoszenia wyników bardzo chciałam być na Piazza Duomo, razem z moimi rodzicami i przyjaciółmi, oblewać się szampanem, obejmować wszystkich wokół, śpiewać i krzyczeć bez zahamowań. Niewiele rzeczy sprawia, że czuję się tak wolna! Każdego dnia z moich trzech lat na emigracji rozmyślałam o Mediolanie, o Włoszech, o tym czy mam wrócić czy nie. Nie jestem jeszcze pewna, co będę robić w przyszłości, ale na pewno wróciłabym do Mediolanu pozbawionego niepewności, żeby pomóc, żeby aktywnie uczestniczyć w zmianach, wiedząc, że moje wysiłki i pragnienia tym razem nie byłyby próżne”.

Greta, 26 lat, Web editor, z Monzy do Barcelony, Hiszpania

„Koniec zdziecinnienia”

„Jestem bardzo szczęśliwy. Byłem w bibliotece razem z przyjacielem z Salerno, gdzie po lekcjach, razem oglądaliśmy ogłoszenie wyników. Przyznaję, że się popłakałem, a możliwość podzielenia swojej radości jest bezcenna! Powiedzmy, że było trochę tak, jakbyśmy byli na placu... jednak chęć powrotu nie zależy oczywiście od tego wyniku. Moimi priorytetami są plany na przyszłość, a we Włoszech jest jeszcze wiele do zrobienia. Mimo wszystko miło jest widzieć, że kraj wyszedł wreszcie z odrętwienia, a nawet ze zdziecinnienia. Największe wrażenie robi na mnie fakt, że lewica wygrała dzięki kandydatom, którzy nie gonią za średnim elektoratem czy za Confindustrią [Związek Pracodawców Włoskich], ale wyznają prawdziwie lewicowe wartości (oraz poszanowanie dla prawa). Wystarczy zauważyć, że ani Pisapia ani De Magistris nie pochodzą z Partii Demokratycznej. Na koniec dodam, że zawsze uważałem Mediolan za najbardziej antypatyczne miasto we Włoszech i zarozumiałe, tak jak Berlusconi. Teraz jestem gotowy zmienić zdanie”.

Stefano, 28 lat, student, z Vicenzy do Berlina, Niemcy

„Zanim będę świętowała, poczekam na fakty”

„Właśnie w tej chwili czuję, że coś zaczyna się zmieniać w moim kraju. Czy przestarzała polityka ma się ku końcowi? Nie wiem, ale mam taką nadzieję. Muszę być szczera: nie ufam Berlusconiemu, ale (niestety) nie ufam też tym, którzy są przeciwko niemu. Mimo chęci pozytywnego odbierania tej zmiany politycznej, strach pozostaje. Strach, że każdy przełom będzie tłumiony przez stary system, niesprawny i skorumpowany, zarówno po stronie prawicy jak i lewicy. Żeby świętować, poczekam na fakty, bo mówić potrafią wszyscy”.

Margherita, 28 lat, studentka, z Brescii do Sydney, Australia

„Jestem również na wygnaniu politycznym”

Od czterech lat mieszkam w Madrycie. Moja emigracja była spowodowana również sytuacją polityczną. Wyniki ostatnich wyborów dają mi ostrożną nadzieję i wiarę, bez iluzji, że czuć coraz silniej powiew świeżości. Teraz moja kolej, żeby spytać Hiszpanów, dlaczego głosują na skorumpowanego Campsa i wiecznie przegranego Rajoya. Przez cały ten czas wszyscy zagraniczni przyjaciele, nie tylko Hiszpanie, pytali mnie dlaczego we Włoszech głosujemy na Berlusconiego. Któregoś razu (dobre 3 lata temu) pewien Amerykanin spytał mnie, z jakiego powodu w Neapolu było tyle śmieci. Mam nadzieję, że nie będę już musiała rozkładać rąk, próbując się usprawiedliwiać i tłumaczyć, że istnieją inne Włochy. Może nadszedł moment, żeby wykrzyczeć, że są inne Włochy i widać to gołym okiem, bo znów wychodzi się na place, dyskutuje o zmianach i sposobach rozwiązywania problemów. Każdego dnia zadaję sobie pytanie: warto wracać czy nie… tym razem zobaczymy!”

Laura, 24 lata, studentka, z Sardynii do Hiszpanii

Fot. głównee (cc)david pasquali/flickr; (cc) Bruno Cordioli/flickr i Alessio Viscardi/flickr; video yotube//il fatto quotidiano