Społeczeństwo

Jedność w różnorodności na Litwie

Artykuł opublikowany 19 maja 2010
Artykuł opublikowany 19 maja 2010
To słabość ideowa, nie gospodarcza jest największą szkodą, jaką kryzys wyrządził Europie. Nikt nie miał zamiaru solidarnie uczestniczyć w ekonomicznym dominie, które w poszczególnych państwach członkowskich obudziło nacjonalistyczne nastroje.
Litwa jest jednym z krajów UE, które kryzys ekonomiczny dotknął najdotkliwiej, a jej stolica jednym z niewielu miast, gdzie dwa narody twierdzą, że są u siebie. Dodajmy szczyptę kryzysu i wybuchowa mieszanka gotowa.

Losy co najmniej czterech narodów przeplatają się w historii Litwy: litewskiego, polskiego, białoruskiego i rosyjskiego. Największą mniejszością etniczną są Polacy (6,1% w skali kraju), skupieni głównie w okręgu wileńskim, rozciągającym się dookoła stolicy. Dość stwierdzić, że mniejszość polska stanowi tam większość - 61,3% (22,4% mieszkańców to Litwini), co jest następstwem wspólnych dziejów dwóch krajów - przez blisko dwieście lat (od XVI do XVIII w.) Polska i Litwa były jednym, federacyjnym państwem, Rzeczpospolitą Obojga Narodów.

Na przyjaźń już za blisko

W czasie swej świetności„Wcześniej z Polską łączyła nas wspólnota interesów: walka z tymi samymi najeźdźcami, oswobodzenie się z komunizmu, wejście do Nato i wreszcie do Unii. Po tym, jak wszystko to już osiągnęliśmy, zabrakło wspólnego celu, czy też jednego wroga. Okazuje się, że jesteśmy zbyt blisko, by być przyjaciółmi” – mówi Ruslanas Iržikevičus, redaktor Litewskiej Trybuny, anglojęzycznego magazynu internetowego z informacjami z Litwy. „Litwini już w XIX w. przestraszyli się asymilacji z Polakami i rozpoczęli próby odnalezienia własnej tożsamości. Nawet litewski alfabet zreformowano wówczas po to, by odróżnić się od Polski”.

To właśnie alfabet stał się ostatnio miernikiem temperatury polsko-litewskich relacji. W kwietniu 2010 r. litewski sejm odrzucił rządowy projekt o możliwości zapisywania w paszportach nazwisk mniejszości narodowych w ich oryginalnym brzmieniu (do tej pory pisane z pominięciem spółgłosek nie istniejących w litewskiej transkrypcji). Przeciwko temu postanowieniu buntuje się najbardziej polska mniejszość na Litwie. Decyzja litewskiego Sejmu, co więcej podjęta w czasie oficjalnej (i jak się okazało ostatniej zagranicznej) wizyty zmarłego prezydenta Lecha Kaczyńskiego, została w Polsce odebrany jako szczyt postępującej degradacji stosunków między obydwoma krajami.

„Niestety, na pokładzie tego feralnego samolotu była ta część polskiej elity, która wciąż kierowała się pewną romantyczną wizją bliskiej współpracy Polski i Litwy, stąd też bez większych wysiłków mogliśmy utrzymać dobre relacje. Teraz będzie to o wiele trudniejsze” – wyjaśnia litewski dziennikarz.

Od miłości do nienawiści

„[...] my naprawdę boimy się tej wielkiej miłości, jaką Polska darzy Litwę”

„Myśli Pani, że ta nostalgia jest prolitewska? Jest dokładnie odwrotnie... my naprawdę boimy się tej wielkiej miłości, jaką Polska darzy Litwę” – na ziemię sprowadza Gintaras Songaila, poseł do parlamentu w szeregach rządzącej koalicji, przez mniejszość polską uważany za jednego z antypolskich polityków.

Wyjaśnia, co rozumie przez tolerancję© Gintaras SongailaTrudno jest umówić się na wywiad z panem Songailą. Przy kolejne próbie telefonicznego kontaktu w biurze poselskim ktoś w końcu podnosi słuchawkę. Na pytanie po angielsku sekretarka odpowiada po litewsku. Na pytanie, czy mówi po angielsku, odpowiada: „NO, YOU speak Lithuanian!” i odkłada słuchawkę... Dzięki pomocy Justyny, Polki o litewskich korzeniach pracującej w Wilnie dla jednego z unijnych programów, dochodzi jednak do spotkania.

W bezpośredniej rozmowie poseł zapewnia o tolerancji litewskiego społeczeństwa:„Oczywiście mamy obraz homofobów i nacjonalistów, ale tolerancja jest u nas naprawdę wysoka. Jeśli ktoś mówi, że nie chce żyć z Romem, to nie znaczy jeszcze, że następnego dnia przyjdzie i zabije tego Roma. Jest po prostu szczery. Czy on jest nacjonalistą? Gdzie tu nietolerancja? Naprawdę tolerujemy tych homoseksualistów, ale proszę, nie przychodź tutaj i nie propaguj swoich poglądów w szkołach itd. Analogicznie z Polakami: Polska chce nas zdominować kulturowo. A teraz jeszcze wykorzystuje do tego swoją pozycję w Unii - w Europarlamencie pewni posłowie płaczą nad tym, jak zła jest sytuacja mniejszości polskiej na Litwie. A tymczasem tu dla nich jest raj”.

Czy Unia pocieszy?

Najbardziej płaczliwym jest Waldemar Tomaszewski, przewodniczący największej polskiej partii na Litwie, Akcji Wyborczej Polaków i litewski europoseł. Według części litewskich mediów „oczerniający” kraj przed Europą. Jego wystąpienia miały związek między innymi z cięciami budżetowymi na działalność polskiej mniejszości. 

„To prawda, że W 2010 r. nastąpiły dosyć znaczące cięcia w finansowaniu organizacji mniejszości narodowych, – przyznaje Anastasija Ismalova z Oddziału ds. Mniejszości Narodowych Ministerstwa Kultury – ale miało to związek z potrzebą generalnych oszczędności w budżecie. Należy jednak zauważyć, że w dwóch poprzednich latach polskie NGO były pośród organizacji etnicznych na drugim miejscu wśród pod względem wysokości otrzymanego finansowania”.

„Kryzys dotknął wszystkich, ale mniejszości muszą być chronione – przekonuje Tomaszewski, wychylając kieliszek „koniaczku”, jaki postawił na stole w ramach gościnności. „Rzeczywiście po akcesji Litwy do Unii możemy skuteczniej domagać się naszych praw – dodaje. „Z tym, że napięcia między stroną polską i litewską nie są dostrzegalne w społeczeństwie, to nie jest realny problem, ale polityczny. Na nas głosują nawet Litwini, którym odpowiada nasza chrześcijańsko-demokratyczna ideologia”. Również Ginatars Songaila przyznaje, że: „Jest to bardziej problem politycznego establishmentu”. Czy polsko-litewska polityka prowadzona jest w oderwaniu od rzeczywistości?

Jak się robi politykę...

„Wilno jest naprawdę interkulturowym miastem. A im więcej kultur, tym bogatszy człowiek.”

„Polityka i codzienność to zupełnie dwa światy – mówi Beata Lachowicz, studentka archiwistyki na Uniwersytecie Wileńskim. „Wilno jest naprawdę interkulturowym miastem. A im więcej kultur, tym bogatszy człowiek. Gdy idę ulicą, to nie słyszę jedynie jednego języka. Gdy przyjeżdżam do Polski, brakuje mi tego zróżnicowania”. 

„Nacjonalizm na Litwie nie ma żadnego sensu, bo małe państwa muszą być otwarte, jeśli chcą przetrwać. A z Polską jesteśmy prawie tym samym krajem” – mówi Karolis Šaduikis, były przewodniczący Akademii Polsko-Litewskiej, projektu integrującego polską i litewską młodzież, w ramach którego studenci wyjeżdżają na tematyczne wykłady przygotowane przez kolegów z drugiego kraju.

„W projekcie chodzi przede wszystkim o ćwiczenie komunikacji interkulturowej – wyjaśnia Ieva Žilinskaitė, koordynatorka tegorocznej Akademii - chcemy odnowić wiadomości o Polsce, zobaczyć, czy młodzi Polacy myślą jak my, czy żyją jak my?”. Pomimo kryzysu z finansami na swoją działalność młodzi nie mają problemu – zarówno ze strony litewskiej jak i polskiej otrzymują dotacje. 

„Kwestie sporne typu polskie napisy itd. są ważniejsze dla polityków, którzy dzięki poruszaniu problematycznych tematów mogą pokazać się w TV – dodaje Antanas Manstavičus, student nauk politycznych.

„Ja mam i polskich i litewskich znajomych, choć nigdy nie myślałam o tym w takich kategoriach. Ja po prostu nie wyróżniam, dla mnie człowiek jest człowiekiem” – Agnieszka, polska studentka drugiego roku. Czy w takim razie problemu rzeczywiście nie ma?

i jak to się (s)kończy

Nie wiadomo, jakie społeczeństwo wyrośnie z tych młodych, nacjonalistycznych grup, które teraz błąkają się po ulicach" © Ignas J.

„Teraz w Europie panuje tendencja do stworzenia takiego europejskiego człowieka, ale trudno powiedzieć, jak to się skończy”

„A jednak nacjonalistyczne nastroje wzrosły wraz z kryzysem – przyznaje Józef Kwiatkowski, prezes Macierzy Szkolnej, organizacji czuwającej nad polskimi szkołami na Litwie – gdy jest ciężko, trzeba znaleźć temat zastępczy, wspólnego wroga. Teraz w Europie panuje tendencja do stworzenia takiego europejskiego człowieka, ale trudno powiedzieć, jak to się skończy. Nie wiadomo, jakie społeczeństwo wyrośnie z tych młodych, nacjonalistycznych grup, które teraz błąkają się po ulicach”.

Bez tych osób EU Crisis on the ground w Wilnie byłby przeżyciem mocno kryzysowym:  Laura Supjeva, Justyna Bociek,  Dzina Donauskaite, Vaida Cesnuleviciute, Jurate Butkute, Monika Uldykutė, Agne Palionyte, Eva Batura, Rugile Trumpyte. Serdeczne podziękowania!

Zdj.: Jedynka © Toban Black; antydemonstracja © Ignas J.; mapa © wikipedia; © Gintaras Songaila