Społeczeństwo

John Bird: "wiem, jak to jest być uprzedzonym, pijanym i więzionym"

Artykuł opublikowany 18 sierpnia 2008
Artykuł opublikowany 18 sierpnia 2008
"The Big Issue" - gazeta bezdomnych obchodzi we wrześniu 17 urodziny. Jej sześćdziesięciodwuletni współzałożyciel i przedsiębiorca społeczny opowiada o swoim rasistowskim londyńsko - irlandzkim wychowaniu, przestępczości, Paryżu w roku 1968 i o biedzie w Wielkiej Brytanii.

"Nie lubię większości dziennikarzy" - burczy John Bird, który dopiero co zwołał kolegium redakcyjne w "Ponti’s café", kawiarni znajdującej się nad peronem 17, londyńskiej stacji Liverpool Street. "Nie myślą analitycznie. Nie chcę słuchać o tym, ilu więźniów zmarło i jakim dupkiem jest George Bush. Potrzebujemy ludzi poszukujących problemów oraz ich rozwiązań, a nie jedynie wydobywających je na światło dzienne. Dziennikarze śledczy, tacy jak John Pilger z "Daily Mirror" nie są częścią społeczeństwa, są ponad wszystkimi."

"Paris je t'aime"

Poznajcie założyciela "The Big Issue" - tygodnika będącego społecznym biznesem, w którym porusza się tematy związane z rozrywką i ze sprawami bieżącymi. Gazetę tworzą profesjonaliści w pięciu regionalnych wydaniach, a dystrybucją zajmują się bezdomni. Sprzedający z identyfikatorami kupują gazety od "The Big Issue Foundation" (zajmującej się programami pomocy bezdomnym) za 70 pensów i sprzedają je za 1,50 funta, zarabiając na tym 80 pensów na kopii. "Nie jestem specjalnie dobrym wydawcą" - przyznaje Bird przy drugim "kuble herbaty". Podczas gdy biznesmeni spieszą się, a pociągi dudnią na stacji niżej on opowiada: "pisanie to dobry sposób na ujawnienie swoich idei i takie bzdety. To, że jesteś dobrym dyrygentem nie oznacza, że powinno cię to inspirować do zostania skrzypkiem. Ale i tak wolę nim być."

Inspiracja, żeby zająć się pisaniem płynie u Birda z rasizmu, biedy oraz oszukiwania. Bird wie, co to znaczy być bezdomnym. 41 lat wcześniej, podczas swojego pierwszego pobytu za granicą przez kilka miesięcy sprzedawał na Champs Elysees gazetę "International Harald Tribune". W tamtym okresie - "przysięgam na życie"- w Paryżu mieszkał na tej samej ulicy co ja, "z Leanelle, pochodzącą z Goa w Indii koleżanką. Miała jedną nogę i była tego samego koloru co ty", mówi. Dziwna uwaga jak na kogoś, kto w tamtym czasie był "białym rasistą z klasy pracującej".

"Większość ludzi posiadających zmysł polityczny powtarza bzdury, które usłyszeli od innych". Matka Birda, Irlandka i katoliczka "przeprowadziła się z Cork do Londynu w wieku 18 lat i zanim poznała mojego ojca - protestanta, pracowała w pubie. Od najmłodszych lat powtarzała mi, że nasz kraj rujnują Hindusi, Żydzi, pieniądze, ciemnoskórzy i lenie. Zacząłem życie od toksycznego przekonania, że bieda jest winą innych, że należy się za nią mścić na Arabach lub Francuzach."

Wielka sprawa w Europie

Bird przeszedł długą drogę, od ksenofoba, poprzez uczestnika wydarzeń roku '68 do wydawcy. W wieku 29 lat zaczął publikować swój magazyn o sztuce. W 1991 roku brytyjski przedsiębiorca Gordon Roddick poprosił go o prowadzenie "The Big Issue", dla którego inspiracją był pierwszy na świecie magazyn dla bezdomnych - wydawany wówczas od 3 lat nowojorski "Street News". Odkąd w 2003 roku gazeta zarobiła pierwszy milion "The Big Issue" stał się bardziej przyjazny dla reklamodawców i w 2007 roku jego dochody wyniosły 4 miliony. W 1995 roku został sponsorem Międzynarodowej Sieci Gazet Ulicznych (INSP). 30 000 funtów później ruszyło 60 edycji w 20 krajach Europy, w tym pechowa hiszpańska "La Farola", założona przez francuskiego bezdomnego czy też równie krótko wydawana w Belgii i we Francji "Macadam Journal", założona przez belgijskiego biznesmena. "Przejęli ją jacyś prawicowcy", mówi Bird o tej ostatniej gazecie. "Nadaliśmy francuskim i niemieckim gazetom styl. Europa ma prawdziwe problemy", tłumaczy, odnosząc się do tego, że gazeta utrzymała się w takich miejscach jak Australia czy Namibia. "Duża w tym rola konkurencyjności - trudno jest namówić do współpracy, jak na przykład w przypadku 30 niemieckich gazet w różnych miastach. To oczywiste bo przecież każdy sądzi, że jest jedyny w swoim rodzaju."

(Zdjęcie dzięki uprzejmości INSP)

W Wielkiej Brytanii bieda jest według Birda sponsorowana przez rząd. "Niemal wszystkie ciemnoskóre dzieciaki zabijające się nawzajem pochodzą ze środowiska, w którym działa opieka społeczna. Są w biedzie przez państwową biurokrację, która nie daje nadziei, sprawiedliwości ani szansy na wybicie się. Marnuje się za to wykształcenie." Bird często używa słowa tip-top. "Tip-top znaczy oderwany", wyjaśnia. "To posiadanie wiedzy nie mającej zastosowania w rzeczywistości. Nieskażony rząd rozmawiał z "ekspertami", bezdomnymi, organizacjami zajmującymi się biedą, a jednocześnie niszczył tysiące żyć."

"Gdybyś kiedyś był bezdomnym, potem bardziej przejmowałbyś się domem"

Bird mówi, że młodociani przestępcy wiedzą, że jest szczery. "W Wielkiej Brytanii jest tylko garść ludzi takich jak ja. Oprócz tego, że pochodzę z biednego środowiska, zrobiłem w życiu źle wszystko, co się da i przeżyłem. Wiem, jak to jest być uprzedzonym, pijanym, więzionym i gdy próbuje się zabijać ludzi. W przeciwieństwie do moich starszych braci, którzy albo nie żyją przez alkohol czy narkotyki, albo żyją w wieżowcach kwaterunkowych na przedmieściach i nienawidzą ciemnoskórych, Żydów czy Hindusów miałem przed sobą przyszłość. Cholerne ścierwa. Mam bratanków i bratanice, do których mówię z obcym akcentem, żeby nie wiedzieli z kim rozmawiają, gdy do mnie dzwonią".

Nauka pisania i czytania podczas pobytu w więzieniu w wieku 16 lat była "największym awansem społecznym", czymś, w co dziś nikt nie wierzy. "Późna nauka uwidacznia ją w twoim życiu, podobnie jak znalezienie siły, by nie być rasistą". Niewątpliwie i jedno i drugie udało mu się doskonale. Po starcie w wyborach na burmistrza Londynu wiosną 2008 roku jako niezależny kandydat pisze obecnie książkę o, będącej jego miejscem urodzenia zachodniej dzielnicy Londynu Notting Hill. Wspomina ją jako siedlisko "skrajnego ubóstwa i gównianego prawicowego faszystowskiego myślenia." Jego żona ma hinduskie korzenie, a dwójka małych dzieci w wieku trzech lat i siedemnastu miesięcy - sikhijskie imiona. "Nauczyłem się, jak być częścią rozwiązania, a nie częścią problemu. Moje dzieci są wynikiem rozwiązania."