Społeczeństwo

Jordi Bacaria: "Jeśli Stany wpadną w kryzys, świat postawi na euro"

Artykuł opublikowany 19 lutego 2007
Artykuł opublikowany 19 lutego 2007
Na horyzoncie nie widać kolejnego rozszerzenia UE, a właśnie mija 5 lat od wprowadzenia w Europie wspólnej waluty

Kurs euro stoi o 30% wyżej od kursu dolara, a w wielu krajach pozaeuropejskich rezerwy państwowe utrzymywane w dolarach wymieniane są na euro. Być może wkrótce nawet cena ropy naftowej będzie podawana w walucie europejskiej. Jordi Bacaria, profesor ekonomii stosowanej na Uniwersytecie w Barcelonie, jeden z dyrektorów Uniwersyteckiego Instytutu Studiów Europejskich, opowiada nam o zaletach i zagrożeniach przewagi euro nad dolarem.

Iran, Wenezuela i Indonezja zdecydowały się wymienić część swych rezerw z dolarów na Euro z przyczyn zarówno ekonomicznych jak i politycznych. Jak ta decyzja wpłynie na relację euro do dolara?

Zaszkodzi dolarowi. Kraje azjatyckie, takie jak Chiny, już wymieniły część swych rezerw z przyczyn ekonomicznych. Większość wymiany handlowej prowadzona jest z krajami Unii Europejskiej, także nie jest logiczne, aby utrzymywały rezerwy w dolarach. Z drugiej jednak strony, również nie zależy im na tym, aby zaszkodzić dolarowi i aby jego wartość nadal spadała. W sferze polityki, jest to jeden ze sposobów tych państw zwrócenia na siebie uwagi, dania do zrozumienia, że one również mogą wpływać Stany Zjednoczone. Pomimo tego, główną walutą i odnośnikiem jest nadal dolar i z ekonomicznego punktu widzenia nie musi się to zmienić.

Czy uważa Pan, że taka tendencja może się nasilić w najbliższych latach?

To, co może nastąpić, to przedstawianie ceny ropy naftowej w euro. Jeśli dolar będzie nadal spadał w stosunku do euro, to nawet jeśli kraje OPEC podwyższą cenę za baryłkę ropy, nie spowoduje to wzrostu ich dochodów. Wtedy także Stany Zjednoczone poczułyby się poszkodowane musząc płacić za ropę w walucie dużo droższej, jaką jest euro. Do jakiego stopnia będzie to korzystne dla Europy, podczas gdy USA będzie jej najważniejszym partnerem handlowym? Jeśli spowodujesz, że twój najważniejszy partner traci siłę nabywczą, nic nie zyskujesz.

Czy podwyżka kursu euro wobec dolara nie przyczyni się do utraty konkurencyjności Europejczyków?

Tak, mocne euro niszczy konkurencję. Powoduje również napięcia polityczne w samej Unii Europejskiej. Najwięksi eksporterzy są największymi przeciwnikami wzmacniania euro. Jeśli ktoś, kto kupuje od nas znajdzie tańsze substytuty na innych rynkach, to nawet jeśli później obniżymy nasze ceny, nie wróci, jeśli nie dostrzeże znaczących zysków. Dlatego też problemem jest utrata rynków zbytu. Rozwiązaniem średnioterminowym mogłoby być zredukowanie kosztów produkcji.

Jakie konsekwencje polityczne może mieć wzrost kursu euro dla tak zwanego "rowu transatlantyckiego"?

Żadne. Jeśli euro wzrosło tak wysoko to znaczy, że dolar jest w bardzo złej kondycji a nie, że gospodarka europejska funkcjonuje lepiej. USA mają deficyt handlowy i nadmiernie rozbudowaną administrację. W ważnych momentach kryzysu zawsze można było liczyć na współpracę, tak jak w przypadku współpracy Centralnego Banku Europejskiego i rezerwy federalnej USA po wydarzeniach z 11 września. W rzeczywistości, najlepiej byłoby ustalić parytet 1 do 1 między euro i dolarem, ale zawsze, kiedy podnosiło się tę propozycję, obie strony mówiły nie.

Jaki wpływ na euro ma brak posiadania państwa?

Nie pozwala mu na wielki skok. To waluta, która oferuje mniej gwarancji stabilności. Jeśli chociaż ratyfikowałoby się konstytucję, mielibyśmy więcej instrumentów, ale zanim to nastąpi, dolar oferuje gwarancje, których euro nie może zapewnić.

A gdyby kraje takie jak Wielka Brytania, Szwecja czy Dania wstąpiły do strefy euro?

Jeśli doszłoby do ratyfikacji konstytucji i spełniono by jej warunki, takie jak wprowadzenie euro do wszystkich 27 krajów UE, nasza waluta bardzo by się wzmocniła. Nie tylko na rynkach międzynarodowych, ale również w wymiarze ekonomicznym i politycznym. Aczkolwiek nie odważę się powiedzieć, że dorówna w tej kwestii dolarowi. Należałoby zobaczyć jak zareaguje na to gospodarka i polityka amerykańska. Fakt, że euro będzie w bardzo dobrej formie nie znaczy, że wartość dolara ma spaść drastycznie. Natomiast, jeśli Stany Zjednoczone wpadną w kryzys, świat postawi na euro.

EURO NA ŚWIECIE

Cztery pomarańcze i 20.000 dinarów, s'il vous plait

Callejón de Argel con tenderetes (Foto, Bachir/Flickr)"Sabah al-kheir Hamid, czy będzie pan miał wydać resztę z 200 euro ? Tak? Więc proszę mi rozmienić i wezmę też cztery pomarańcze, s'il vous plait". Hamid sprzedaje owoce w El Biar, dzielnicy Algieru. Jest jednym z wielu w mieście, którzy wymieniają euro. Już przy pierwszej wizycie w jego oszałamiającym épicerie (sklepie z warzywami), dyskretnie wręcza wizytówkę i zachęca by dzwonić w razie potrzeby wymiany algierskich dinarów po dobrej cenie. W kraju, gdzie nie istnieją bankomaty, a pójście do banku to istna wyprawa, najkorzystniejszym rozwiązaniem jest czarny rynek. Ta niepoprawna politycznie praktyka jest polecana obcokrajowcom w hotelach, izbach handlowych a nawet w niektórych instytucjach publicznych, jako najszybsze i najbardziej opłacalne zarazem rozwiązanie: przy oficjalnej wymianie (1 euro=90 dinarów) na każdym euro traci się 5 dinarów w stosunku do ceny czarnorynkowej.

Dla wielu Algierczyków jest to praca dodatkowa dużo lepiej płatna niż ich codzienne zajęcia zarobkowe. Handel euro staje się dla nich coraz łatwiejszy w związku z postępującym otwarciem się kraju i coraz częstszymi wizytami Europejczyków. Dlatego też, nie trudno jest odnaleźć kryjących się na placach, stoiskach i zapleczach sklepów mężczyzn trudniących sie wymianą. Istnieją nawet dużo mniej dyskretne kantory działające na czarno, takie jak ten w centrum handlowym El-Fert w Algierze.

Laura Feal (Algier)

Fot.: Dzielnica handlowa Algieru (Bachir/Flickr)

Euro na Kubie

W roku 2002 jeden z najsłynniejszych kurortów na Kubie, Veradero, zaczął akceptować euro. Od tego czasu i po zakazie używania dolarów amerykańskich na wyspie w 2004 roku, europejskiej waluty można używać w wielu ośrodkach turystycznych przy płaceniu za nocleg, transport i rozrywki. Używa się jej również w sektorze edukacji: studenci, zapisujący się na studia w prestiżowej Szkole Filmowej i Telewizyjnej muszą płacić w euro.

César Jiménez (Santiago de Chile)