Społeczeństwo

Jugonostalgia w Sarajewie: Che „Tito” Guevara i nekrofilia

Artykuł opublikowany 31 lipca 2012
Artykuł opublikowany 31 lipca 2012
Jugonostalgia? Gloryfikacja jugosłowiańskiej przeszłości dotyczy tylko starszego pokolenia - zapewnia bośniacki kolega. To, że w Sarajewie również pokolenie urodzone po roku 1990 z rozrzewnieniem mówi o byłym jugosłowiańskim przywódcy - Josepie Broz Tito - nie ulega żadnej wątpliwości.
Jednak za życzeniem o nadejściu renesansu dawno minionej idylli często ukrywają się obawy o przyszłość i frustracje związane z aktualnym systemem politycznym Bośni i Hercegowiny.

„Tito to nasz Che Guevara” - śmieje się Goran Behmen z lekkim zakłopotaniem. Elegancko ubrany 36-latek ma na sobie białą koszulę i jasnoniebieski krawat. Siedzi przed wielkim, wykonanym z brązu, popiersiem przedstawiającym Josepa Broz Tito, jugosłowiańskiego dyktatora, który rządził krajem do 1980 roku.

Syn burmistrza wolałby zdefiniować Tito jako „socjalistę z ludzkim obliczem. Nie był typowym dyktatorem, tylko demokratycznym, silnym bałkańskim typem”.

Fakt, że młodzież z Sarajewa odczuwa „jugonostalgię”, uważa za bzdurę. Dla generacji urodzonej w latach 90-tych Tito stanowi raczej symbol: „Widzą go jako bohatera. Tito jest największą wizytówką Jugosławii”. Goran jest rzecznikiem Stowarzyszenia Tito, założonego w maju 2002 w Sarajewie, którego zadaniem jest informowanie „również o pozytywnych osiągnięciach“ dyktatora: bezpieczeństwo – człowiek mógł bez obaw nocować na ulicy - bezpłatny dostęp do kultury, oraz wolność podróżowania – wszystko to było wówczas możliwe w Jugosławii.

Sarajewskie „Stowarzyszenie Tito” regularnie organizuje również obchody urodzin marszałka -25 maja. W programie m.in.: debaty oraz wycieczki do miejsca urodzenia Tito w Chorwacji.

„To nie była dyktatura porównywalna z tą na Węgrzech, w NRD, Czechosłowacji, czy Rumunii”. Syn burmistrza wolałby zdefiniować Tito jako „socjalistę z ludzkim obliczem. Nie był typowym dyktatorem, tylko demokratycznym, silnym bałkańskim typem”. Podobnie uważa też 30% młodych Bośniaków działających dziś w strukturach stowarzyszenia,

„My jesteśmy w Tito a Tito jest w nas”

Aida widzi to inaczej. Dla młodej Bośniaczki okres dorastania po upadku Tito zdecydowanie nie budził nostalgii. Dopiero co skończyła 9 lat, gdy wybuchła wojna. „Szczerze mówiąc to mamy to w dupie“ - mówi couchsurferka. „Wszyscy chcemy po prostu ratować swoje tyłki w tym systemie, choć nie pamiętamy już jaki system był kiedyś”. Pamięć nie jest jednak warunkiem do jugonostalgii u młodych ludzi z krajów bałkańskich. To, że życie za czasów Tito było bardziej beztroskie, przekazuje najczęściej pokolenie rodziców. Badania Europejskiego Funduszu na rzecz Bałkanów, które zostały przeprowadzone przez Ipsos w roku 2011 na dwóch pokoleniach (urodzonych w 1971 i 1991) w byłych krajach byłej Socjalistycznej Federacyjnej Republiki Jugosławiii, pokazały zaskakujące wyniki. Większość urodzonych po roku 1990 wierzy, że życie w Jugosławii za panowania Tito było lepsze niż dzisiaj. Jedynymi wyjątkami są Chorwacja i Kosowo. W Bośni i Hercegowinie 47% urodzonych w 1991 jest przekonanych, że życie byłoby „lepsze”, gdyby Tito pozostał przy sterach. 38,7% wierzy nawet, że życie byłoby w tym przypadku „o wiele lepsze”.

Kto zwiedza Sarajewo, nie ucieknie od Tito. Jego portret wisi w recepcjach hosteli, kawiarniach i barach, a nawet (coraz częściej) w salonach bośniackich domów. W księgarniach bestsellerowa biografia Tito stoi tuż obok biografii największej gwiazdy piłki nożnej -Zlatana Ibrahimovica - i albumu dokumentującego masakrę w Srebrnicy. Młodzież chętnie zamawia jedno, czy dwa piwa Sarajevsko w oddalonej o parę kroków od uniwersytetu kawiarni Tito.

Przy wejściu wisi duży napis: „mi smo titovi tito je naš” („My jesteśmy częścią Tito a Tito jest częścią nas”). Możesz zamówić tutaj białe i czerwone wino marszałka. Jednak młodzież, która w to piątkowe popołudnie wygodnie rozłożyła się na poduszkach zdobionych militarnym motywem, pije piwo i pali pod parasolami Carlsberga, tuż obok czołgów stojących w ogrodzie. W samej kawiarni można obejrzeć bogatą fototapetę: Tito spotyka Kennedy'ego i Arafata, Tito nad morzem, Tito na żaglach – Tito w każdej możliwej sytuacji.

„Młodzi ludzie mogą jedynie spoglądać wstecz. Przyszłość jest zbyt bolesna, tutaj nie robi się planów“ - wyjaśnia młoda Holenderka Eveline Beens, która na potrzeby swoich studiów antropologicznych w 2011 roku przeprowadziła w Sarajewie 3-miesięczne badania na temat „jugonostalgii”. Urodzona w ZSRR Svetlana Boym, wykładowca uniwersytetu harwardzkiego, rozróżnia w swojej książce pt. „The future of nostalgia” - nostalgię refleksyjną i restoratywną. Według Eveline, „jugonostalgia” młodego pokolenia Bośni jest natury refleksyjnej. „Ponieważ podchodzą do dzisiejszej sytuacji w kraju krytycznie. Jednocześnie jednak pozostają jedynie przy krytykowaniu. Ani śladu po nastrojach wywrotowych”. 

Za barem Café Tito, przy ekspresie do kawy krząta się Edo. Dwudziestoczterolatek jest studentem politologii w Sarajewie. Aby sfinansować swoje studia, pracuje w ciągu tygodnia w kawiarni. Nie trzeba tu być fanem jugosławiańskiego dyktatora, jednak Edo uważa Tito za legendę: „Everyone loves him“ („Każdy go kocha”) - mówi poprawną angielszczyzną. Czarno widzi swoją przyszłość. Do środowiska politycznego dociera się w Bośni jedynie dzięki znajomościom. Wszędzie panuje korupcja. „Nasi politycy nie walczą dla ludzi. Tito walczył o braterstwo”.

"Dla nas okres dorastania kojarzył się z zupełnie czym innym. Dziś dziewczyny czują się dorosłe już w wielu 12 lat. Niektórzy twierdzą, że to z powodu wojny".

To, że kult Tito nie krąży wyłącznie w środowiskach męskich potwierdzają Jasmina i Alica w BalkanExpress, barze urządzonym w stylu „Jugo”, gdzie nadal można przeglądać oryginalne czasopisma z 1982 roku. Tak, mówią 21-letnie studentki językoznawstwa, „może i Tito był po trochu dyktatorem, ale to działało”. Fakt, że za czasów Tito torturowano dysydentów na „nagiej” wyspie Goli Otok, pozostaje czarną plamą w bośniackiej historii. Ale lepiej jest mieć „szacunek” za czasów Tito, niż prawie 60-procentowebezrobocie wśród młodzieży.

Nekrofilia i „Jugonostalgija”

Jest jedyną z 6 części serii filmów dokumentalnych opowiadających o okresie transformacji w Jugosławii.

„Ale skoro wtedy było tak wspaniale, to skąd ta klęska?” - pyta się młody Bośniak w filmie dokumentalnym Timura Makarevica pt. „Jugonostalgija”, zaprezentowanym na tegorocznym Festiwalu Filmowym w Sarajewie. To, że nagle próbuje się na tym dziadku zarobić, graniczy już prawie z nekrofilią.

Sam 36-letni reżyser filmu „Jugonostalgija” wstrzymuje się ze swoją nostalgią. Jedynie telewizja była lepsza za tamtych czasów. Timur nie znosi dzisiejszego jugo pop-rocka: „Już lepsza Lady Gaga niż Bijelo Dugme“ - śmieje się. Ze swoim młodym, „jugonostalgicznym” kolegą - Mirzą Ajnadzicem, który zbierał materiały i podkładał głos do filmu, często prowadził gorące dyskusje.

Mirza kręci głową. 25-letni dziennikarz pracujący między innymi dla studenckiej rozgłośni eFM, jest pewien, że 99% młodych nostalgików siedziałoby dzisiaj w jugosłowiańskich więzieniach. „Są po prostu zbyt liberalni“ - mówi. Nawet jeśli Mirza pozostał fanem alternatywnych imprez tematycznych i muzyki z czasów byłej Jugosławii, przemyślał już „jugonostalgię” przez pryzmat swojej pracy i ostatecznie się jej wyzbył. „Nie można tak naprawdę mówić o „jugonostalgii” - młodzi ludzie chcą po prostu jakiegoś państwowego systemu. Titoizm istnieje jedynie z powodu aktualnej sytuacji politycznej. Gdybyś dał młodym ludziom nową Jugosławię, dziś już by jej nie zaakceptowali. Chcieliby wciąż więcej i więcej – a tego „więcej” w Jugosławii nigdy nie było”. 

Artykuł powstał w ramach jednego z projektów cafebabel.com - Orient Express Reporter II - zrealizowanych na Bałkanach w okresie 2011-2012, dzięki finansowemu wsparciu Komisji Europejskiej i Fundacji Allianz Kulturstiftung. Serdeczne podziękowania należą się lokalnemu zespołowi cafebabel.com w Sarajewie.

Fot.: główna (cc), w tekście: © Alfredo Chiarappa i Katharina Kloss