Społeczeństwo

Kapuściński, fiction czy non-fiction

Artykuł opublikowany 26 marca 2010
Artykuł opublikowany 26 marca 2010
Kiedy usłyszałem po raz pierwszy, że powstaje biografia Ryszarda Kapuścińskiego z misją „odbrązowienia” wielkiego reportera, pomyślałem: będzie awantura. I rzeczywiście. Bo w Polsce jeśli ktoś jest „wielki”, to jest jednocześnie święty.

Najpierw wdowa po reporterze, która autorowi książki Kapuściński Non-fiction udostępniła całe archiwum męża, próbowała ostatecznie nie dopuścić publikacji, podając Artura Domosławskiego do sądu. Zdaniem Pani Kapuścińskiej, nie poinformował jej on, że pisze biografię Kapuścińskiego, ale książkę na temat odbioru jego dzieł na świecie. Następnie człowiek wielce szanowany w Polsce i za granicą, Władysław Bartoszewski (polityk, publicysta, historyk; więzień Auschwitz; dwukrotny minister spraw zagranicznych, obecnie doradca premiera ds. stosunków zagranicznych), nie czytając biografii, porównał ją do „przewodnika po burdelach”. Koledzy po fachu oskarżali natomiast Domosławskiego o „poszukiwanie sensacji” i „stronniczość” na niekorzyść „Mistrza”.

Burza rozpętała się wokół dwóch poruszonych w Kapuściński Non-fiction kwestii – elementów fikcyjnych w reportażach polskiego dziennikarza oraz jego współpracy z komunistycznymi służbami PRL.

„Dziennikarz nie może być obojętnym świadkiem, powinien posiadać zdolność, którą w psychologii nazywa się empatią…"

Kapuściński większość swojego życia przepracował jako reporter PRL-u, dziennikarz bloku socjalistycznego, a jego sympatie, czego nie ukrywał, miały wyraźnie lewicowy charakter. Nie można jednak na tej podstawie kwestionować wartości poznawczej jego książek. To samo bowiem musielibyśmy uczynić z książkami amerykańskich korespondentów, którzy w okresie zimnej wojny, będąc po drugiej stronie ideologicznego frontu, tworzyli analizy o sytuacji w krajach Trzeciego Świata.

W cieniu "Mistrza"Dużo trudniejsze jest jednak rozstrzygnięcie kwestii: ile może być fikcji w reportażu? Domosławski pisze: „Kłopot z Kapuścińskim polega na tym, że niektóre z jego dzieł mogą stanowić niepodważalny wzór dla dziennikarzy, a niektóre – niekiedy pod względem literackim wybitniejsze – niekoniecznie. Te ostanie są raczej książkami z półki literaturą piękną – i to tej najwyższej; lepiej chyba, by nie sprzedawano ich jako dzieł reporterskich, nawet jeśli znaczącą część materiału zebrano reporterskimi metodami (…)”.

Debata nad granicami literackiej fikcji w reportażu trwa zresztą nie od dziś. Od ponad pół wieku istnieje specjalna kategoria literatury zwana z angielskiego faction, która łączy faktografię i beletrystykę. Kapuściński miał na temat obiektywności oryginalny pogląd. W jednym z wywiadów, jakie przytacza Domosławski, mówi: „Nie wierzę w bezstronne dziennikarstwo, nie wierzę w formalny obiektywizm. Dziennikarz nie może być obojętnym świadkiem, powinien posiadać zdolność, którą w psychologii nazywa się empatią… Tak zwane dziennikarstwo obiektywne jest niemożliwe w sytuacjach konfliktów. Próby obiektywizmu w takich sytuacjach prowadzą do dezinformacji”.

By zrozumieć priorytety twórczości Kapuścińskiego, wystarczy sięgnąć chociażby do Cesarza. Domosławski, opierając się na wiedzy biografa Hajle Sellasje, twierdzi, że cesarz nie był wcale, jak sugeruje Kapuściński, półanalfabetą, lecz człowiekiem dobrze wykształconym, potrafiącym czytać w kilku językach. Władca oświecony, o umiarkowanie reformatorskich zapędach nie pasował jednak do koncepcji despoty rujnującego swój kraj. Kapuściński traktuje opisywane przez siebie wydarzenia dość nonszalancko, koncentrując się bardziej, jak sam pisał, na „intensyfikowaniu rzeczywistości”, nawet kosztem szczegółów historycznych. W wypadku Cesarza będą to wynaturzenia władzy autorytarnej, w Szachinszachu mechanizmy rewolucji. Domosławski twierdzi wręcz, że gdyby Kapuściński nie balansował na granicy faktu i fikcji, jego reportaże nie byłyby dziś tak sławne.

Polemika w Polsce odbiła się głośnym echem w zagranicznych mediach. Bilans jest w większości przypadków pozytywny zarówno dla autora, jak i pisarza, bo jedno nie musi wykluczać drugiego. Pewnym jest, że Kapuściński będzie nadal czytany. Pytanie tylko: Jak?

zdj.: szkic ©mermadon 1967/Flickr; W cieniu "Mistrza" ©Artur Domosławski; Świat Książki