Społeczeństwo

Karnawał w Kadyksie: restrykcje, suchy chleb i wódka w obliczu kryzysu

Artykuł opublikowany 20 marca 2012
Artykuł opublikowany 20 marca 2012
Mimo drastycznych środków oszczędnościowych, karnawał w Kadyksie, który miał miejsce od 16 do 26 lutego zachowuje cały swój przepych. Młody Francuz, wciągnięty w wir zabawy, pojechał zobaczyć czy wspomniane wydarzenie było sposobem ukierunkowania złości społeczeństwa, czy oznaką chęci osiągnięcia jedności w obliczu kryzysu, który wstrząsnął krajem. Reportaż.

W obliczu niestabilnej sytuacji polityczno-ekonomicznej, nierozważny, młody Europejczyk mógł oczekiwać zabawy w napiętej atmosferze, lecz świadczyłoby to o jego złej znajomości Andaluzyjczyków: karnawał zachowuje cały swój przepych. Jest to być może moment, w którym nabiera on swojego sensu w szczególności. Od czasów starożytnego Rzymu, karnawał pod hasłem „panem et circenses” (chleba i wina) jest sposobem na ukierunkowanie złości społeczeństwa i odwrócenie jego uwagi od problemów społeczno-politycznych. Tradycja jest zachowana w średniowieczu, kiedy to chłopi otrzymują prawo do tego, aby zasiąść do stołu panów i przez cały dzień udawać, że są jednymi z nich. W Kadyksie (południe Hiszpanii), tradycja karnawału sięga paru wieków i jest przekazywana z pokolenia na pokolenie. Na ulicach, wszyscy mieszkańcy Kadyksu w wieku od 1 do 99 lat są przebrani. Jednak od paru lat, święto przyciąga również inną grupę: młodych studentów Erasmusa z okolicy.

Pokolenie Erasmusa jedzie do Kadyksu

Pośród nich jest Emeline, 20-letnia studentka programu Erasmus z paryskiej Sorbony, która oprowadza nas po mieście. Dzieli swoje mieszkanie z dwoma Angielkami, lecz od dziesięciu dni jej przytulne gniazdko stało się prawdziwą świątynią wielokulturowości: Anglicy, Belgowie, Francuzi i Amerykanie zajmują rozkładane łóżka. Ledwo co wysiedliśmy na dworcu, już musimy się spieszyć. Bez namysłu się przebieramy i kierujemy w stronę rynku. Podczas rozmowy, angielski, francuski, i niemiecki szybko mieszają się z hiszpańskim. Wszyscy kołyszą się słuchając klasyki rocka w wersji hiszpańskiej. Alkohol leje się strumieniami, powietrze przesycone jest zapachem zioła. Z dala od europejskich środków restrykcyjnych, czy coraz to nowszych planów ministerialnych, pokolenie Erasmusa urządza zabawę.

Stałym bywalcom nie w głowach żądania polityczne. Przecież są tu po to, żeby świętować, więc po co o nich myśleć? Mimo to, młodym Europejczykom nie brakuje motywów do protestów. W Hiszpanii studenci zostali brutalnie potraktowani przez policję w czasie manifestacji. W Grecji rząd zatwierdził kolejną ustawę budżetową, nic sobie nie robiąc z nawoływań zrozpaczonego narodu. We Francji również przyszłość nie jest różowa, bezrobocie wzrasta, a sytuacja studentów jest niepewna. Bilans nie wychodzi dobrze, lecz to nieważne. Ktoś nuci „Let it be” w wersji flamenco, co dobrze ujmuje stan ducha panujący tego wieczoru. Carpe Diem.

„Po sześciu miesiącach w Kadyksie nadal nie znam nazwiska prezydenta miasta ani jego orientacji politycznej”.

„Jesteśmy tutaj odcięci od świata, polityki, to jest gdzieś daleko od nas” - zapewnia młoda emigrantka. „Karnawał jest starożytną tradycją, kryzys nie zepsuje samopoczucia mieszkańców Kadyksu. Mają zbyt wiele chęci do życia i świętowania, żeby pozwolić się zastraszyć”. 

Bezstronny nie znaczy obojętny

Czy Rzymianie mieli rację? Czy chleb i igrzyska wystarczą, żeby utrzymać lud w ryzach i kontynuować dotychczasową politykę? Nie do końca. Błędem byłoby wrzucanie do jednego worka bezstronnych i obojętnych. „W czasie kryzysu wiele sklepów jest zamkniętych, zwłaszcza squat, który zapewniał darmowe atrakcje kulturalne” - żałuje Emeline.

W obliczu marazmu ekonomicznego, Andaluzyjczycy działają na swój własny sposób. W labiryncie ulic Kadyksu, na każdym skrzyżowaniu zbierają się małe grupki nucących piosenki w języku hiszpańskim. Przebrani za zakonnice, Hiszpanki w tradycyjnych strojach czy klownów żartują z elit i władzy, przekazując jednak tym samym poważne treści: to tzw. „coros”. Swoimi śpiewami w ironiczny sposób ukazują socjalne i ekonomiczne bolączki, które przeżywają każdego dnia. Inni posuwają się nawet dalej: mijamy się z Contadorem paradującym w żółtej koszulce i miniaturką Berlusconiego, za którym podąża jeden z Anonimowych. Jednym słowem, uświetniają karnawał swoim udziałem.

"Par leurs chants, ils expriment ironiquement les plaies sociales et économiques qu'ils vivent au jour le jour. "

„To kultura umacnia poczucie europejskości”

Po jednej dość zakrapianej nocy i kolejnej, dość krótkiej, karnawał dobiega końca i nadchodzi czas odjazdu. Wcześnie rano mijam tarzana wlokącego za sobą maczugę. Kafejka z drugiej strony ulicy jest już otwarta, nadchodzi więc czas, żeby wziąć się do pracy. Dla studentów Erasmusa to również czas, aby wrócić na uniwersytet. Zmartwiona Emeline mówi: „Muszę napisać trzy prace i jeszcze zupełnie nic nie zrobiłam!”

Czy jest świadoma tego, że należy do tego pokolenia studentów Erasmusa? Bezstronni – z pewnością, lecz nie obojętni. Myślą o innej Europie - bardziej solidarnej, o płynnych granicach. Za zasłoną tej tygodniowej orgii, którą był karnawał w Kadyksie, rozgrywa się coś więcej niż zabawa: „To kultura umacnia poczucie europejskości” - zapewniał jakiś czas temu wielki myśliciel Umberto Eco. Ma rację pod wieloma względami. Cały tydzień bez brytyjskiego eurosceptycyzmu, niemieckiej surowości ani francuskiej pretensjonalności, tylko czysta chęć zjednoczenia.

Mimo ogólnoeuropejskich restrykcji, Kadyks daje powód, aby kontynuować promowanie życia we wspólnocie: odnowienie poczucia europejskości. Należy w to wierzyć? Mam taką nadzieję, chociaż może od nadmiaru zabawy mówię już od rzeczy...

Fot.: główna (cc) Chreriksen/ Christer Hansen Eriksen; tekst:  © Emeline Idil; wideo: (cc) carncadable/ youtube