Społeczeństwo

Karykaturalne rozwiązanie

Artykuł opublikowany 9 lutego 2006
Artykuł opublikowany 9 lutego 2006
Spór z powodu karykatur Mohameta nie jest wyłącznie medialnym wydarzeniem, pokazuje on również, iż media nie potrafią odpowiednio reagować. Zamiast działać mądrze, dolewają oliwy do ognia.

Wojna cywilizacji: od dawna zapowiadana, teraz wydaje się nadchodzić. W niezliczonych krajach Muzułmanie zbrojnie protestują przeciwko karykaturom Mohameta, które 30 września zeszłego roku opublikowała duńska gazeta "Jyllands Posten". Podczas demonstracji w Afganistanie giną ludzie, w Hebronie setki Palestyńczyków zaatakowało siedzibę międzynarodowej misji obserwacyjnej, w Damaszku i Bejrucie rozgrywają się podobne sceny. Katastrofa wydaje się być nieodwołalna.

Europejskie wydarzenie medialne

Takie wrażenie zdobywa się w ostatnich dniach za każdym razem, gdy tylko otworzy się gazetę lub włączy telewizor. Kryzys jest wielkim wydarzeniem medialnym, nie ma chyba żadnej gazety, która codziennie nie umieszczałaby sporu o karykatury na pierwszej stronie. Co więcej: kryzys jest prawdziwie europejskim wydarzeniem medialnym. Redaktorzy w poszczególnych krajach obserwują dokładnie, co robią ich koledzy za granicą. Angielska prasa bulwarowa wycofała się ostentacyjnie, zwolniono redaktora naczelnego francuskiego "France Soir", internetowe wydanie Spiegel’a odmówiło opublikowania karykatur, do czego nie udało się zmusić redaktorów Welt.de.

Dysputa na temat karykatur sięga samej istoty dziennikarstwa: Jak daleko powinna sięgać wolność prasy? To jest dyskusja z własnymi korzeniami. W XVIII wieku oświeceniowi filozofowie byli przekonani co do tego, że wolność głoszenia pogądów przez prasę pozwala ludziom dotrzeć do siebie, gdyż umożliwia swobodne użycie największego daru – rozumu.

Celowe prowokacje

"Jyllands Posten" chciał sprawdzić, czy to dobro w niektórych krajach coś jeszcze znaczy. Powód: autor książek dla dzieci Kaare Bluitken nie mógł znaleźć ilustratora do swojej książki o Mohamecie. Dlatego redaktor "Jyllands Posten" poprosił swoich rysowników komiksowych, by przedstawili to, jak widzą Mohameta. Jednak słowami wyjaśnienia redaktorzy duńskiej gazety wyrządzili tylko niedźwiedzią przysługę. Można rysować Mohameta, ale czy trzeba go od razu przedstawiać z bombami na głowie? Rysunki były celową prowokacją, a nie rzeczową kwestią w debacie na temat wolności wypowiedzi w Dani. Tak więc każda gazeta, która przedrukowała karykatury nie broniła wolności prasy (która w Europie nie jest w najmniejszym stopniu zagrożona), lecz dolewała oliwy do ognia.

Rozum i ugodowość mogły być wniesione do stosunków ze światem muzułmańskim. Frustracja siedzi jednak głęboko. Kolonialna przeszłość nadal straszy w głowach, mieszając się z zacofaniem gospodarczym, reprezentowanym przez te kraje w stosunku do zachodu i złością na rządy dyktatorskie, które nierzadko współpracowały z zachodem. Islamiści znajdują zwolenników, bo ich przepełnione nienawiścią hasła złość tą kanalizują. A rządy zabezpieczają demonstrantów, bo się ich boją.

Obrazy pozostają

Jednak nawet gdyby żadna europejska gazeta nie przedrukowywała karykatur, nie podziałałoby to pokojowo. Większość gazet troszczy się o rzeczowe przedstawianie spraw. Opublikowano pozytyne apele polityków i ekspertów w sprawach islamu. Jednak w ludzkich głowach pozostają obrazy. Zdjęcie brodatego islamisty przed płonącą ambasadą daje o wiele większy efekt niż całostronicowa wypowiedź eksperta w "Le Monde" lub "FAZ".

To nie wina dziennikarzy, lecz struktur, w których się pracują. Gazety zależą od wydawnictw i reklam. Kiedy temat jest gorący, trzeba o nim pisać. Obywatele zostają zalani powodzią nagłówków i obrazów, z którymi nie mogą się uporać. Skutek: w ankiecie instytutu Forsa 55% Niemców określiło żyjących w ich kraju Muzułmanów nie tylko jako bogactwo kulturowe lecz również jako zagrożenie.

To nie jest rozwiązanie, lecz karykatura rozwiązania.