Społeczeństwo

Klub 1000 euro

Artykuł opublikowany 12 czerwca 2007
Artykuł opublikowany 12 czerwca 2007
Europejska młodzież wpisuje się w schemat: studia, pierwsza praca, budowanie przyszłości. Jednak młodzi ludzie w Sewilli, zarabiający 1000 euro miesięcznie, nawet z tym mają trudności.

Czy jesteś w przedziale wiekowym pomiędzy 22 a 40 rokiem życia, posiadasz wykształcenie wyższe, tytuł magistra i znasz języki obce? Chcesz zarabiać 1000 euro miesięcznie? Możesz to zrealizować w gorącym mieście na południu Hiszpanii - w Sewilli.

Weźmy przykład 28-letniej Eleny Garcii, z tytułem magistra historii w kieszeni i znajomością trzech języków. Jedyne, co może dla siebie znaleźć to tymczasowa umowa o pracę w tzw. call centre z pensją około 800 euro na miesiąc. Podobnie zarabia świeżo upieczony mąż, Juan Salvador, 32-letni redaktor telewizyjny: 1300 euro miesięcznie na tymczasowej umowie o pracę. Oboje stanowią część pokolenia "mileurista" [hiszpański neologizm "mileurista", od "mil euros" = tysiąc euro, określa nową grupę społeczną, której członkowie zarabiają około tysiąca euro miesięcznie - przyp. tłum.], którzy walczą o pracę na stałe zgodną z ich kwalifikacjami i pensją wyższą niż 1000 euro. Ostatnia reforma hiszpańskiego rządu miała na celu dotować przedsiębiorstwa i zastępować tymczasowe umowy o pracę na te na stałe. Jednak nic z tego nie wyszło.

Mniej kosztowne życie

Pojęcie, "mileuristów" weszło do języka potocznego po opublikowaniu listu od czytelnika w socjaldemokratycznym dzienniku El Pais pod koniec 2005 roku. List zatytułowano "Soy mileurista" (Jestem, mileuristą). Jego autorką jest Carolina Alguacil, absolwentka studiów wyższych zajmująca się reklamą w Barcelonie, która jest niezadowolona, że wciąż nie może zarabiać więcej niż 1000 euro w wieku 27 lat. Skutkiem dwuletniej dyskusji na ten temat było pojawienie się różnych artykułów a nawet książki Espido Freire zatytułowanej "Mileuristas".

"Moja pensja wynosząca 1,500 euro brutto nie jest tutaj sprawą zasadniczą", mówi Manuel Guerrero, 27-letni dziennikarz, "ale ceny mieszkań to rozbój w biały dzień". Dwupokojowe mieszkanie w Sewilli kosztuje około 600-700 euro na miesiąc, podczas gdy "mileuristowie" otrzymują minimalne wynagrodzenie w wysokości około 600 Euro. Nie mogą odrzucić pracy ze względu na pensję, "jako że setki innych osób jest chętnych do podjęcia tej pracy za nawet mniej". Dodajmy do tego olbrzymią imigrację do Hiszpanii (4,5-5 milionów w ciągu mniej niż 10 lat), gdzie często wysoko wykwalifikowani ludzie gotowi są podjąć pracę za dużo mniejszą płacę.

Wzrastające ceny za mieszkania równoznaczne są z tym, że młodzi ludzie zmuszani są do pozostawania w rodzinnym domu, wielu z nich nawet do wieku po 30 roku życiu lub do momentu zawarcia małżeństwa. "Cofamy się do XV wieku, gdzie małżeństwo z rozsądku było jedynym sposobem na opuszczenie rodzinnego domu", mówi Guerrero. "Państwo łamie podstawowe prawa Hiszpańskiej Konstytucji - prawo do zapewnienia godziwego mieszkania."

Ta sytuacja nie zwalnia tempa procesu starzenia się hiszpańskiego społeczeństwa, którego 41% ludności ma ponad 65 lat i w którym odnotowuje się najniższy współczynnik płodności w Europie: 1,34 w 2005 roku. Ci, którzy opuszczają dom, nie mają wystarczająco pieniędzy, by móc zatroszczyć się o siebie lub robić to, co chcą. "Jeśli jadę na wakacje, decyduje się na pobyt u swojej rodziny lub spanie na plaży, bo tak jest najtaniej", mówi 28-letni David Garrido.

Rzesza wykształconych pogarsza sytuację

Hiszpania po prostu posiada zbyt wielu dobrze wyszkolonych młodych ludzi w stosunku do liczby dobrze płatnych prac. Podobnie jak w całej Europie, w okresie powojennym nastąpił wyż demograficzny, który trwał jednak dekadę dłużej niż w innych krajach, do końca lat 70-tych. W miarę jak społeczeństwo się powiększało, stało się jasne, że Hiszpania posiadała najniższy odsetek osób umiejących czytać i pisać Europie - 8,5% społeczeństwa było analfabetami w 1970. Rząd postawił na ilość, a nie na jakość i jako środek zaradczy zastosował zastrzyk ogromnej ilości pieniędzy na system szkolnictwa. Ilość studentów w Hiszpanii jest taka sama jak w Niemczech (około 1,4 miliona), przy połowie ludności (Hiszpania: 45 milionów, Niemcy około 82 milionów). "W latach 80. i późnych latach 90., z powodu bezrobocia uniwersytety zapewniały rodzaj przestrzeni dla rodzin, by mogły tam zostawiać swoje dzieci", przypomina profesor Juan J. Dolado, z wydziału Ekonomii Uniwersytetu Carlos III w Madrycie.

Wstydliwa praca

Tymczasem, w miarę jak coraz więcej młodych ludzi bez motywacji i być może chęci zdobywania wiedzy na uniwersytecie zaczęło studiować, system szkolenia zawodowego "zaczął kuleć w porównaniu na przykład z systemem niemieckim". Sytuacja trochę się zmienia, mówi Augustín Fleta, inny wykładowca z Uniwersytetu w Sewilli. "Rząd chciałby ograniczyć ilość studentów, by osiągnąć optimum, ale ja się z tym nie zgadzam. Wolę cieszyć się dobrze wykształconym społeczeństwem, które jest bardziej krytyczne i dojrzałe. Klucz w tej sprawie stanowi zapewnienie więcej szkoleń zawodowych".

Oprócz niskich zarobków, łatwiej jest zwolnić kogoś na tymczasowej umowie o pracę. Ponadto, odprawy są również znacznie niższe. Ze 100 umów podpisywanych każdego dnia, tylko 12-13 z nich jest na stałe. Fakt ten nie działa motywująco i ludzie nie widzą, dlaczego mieliby ciężko pracować. Dolado podkreśla, że skutkiem tego, jest niska produktywność Hiszpanii. Salvador wyraża to jeszcze ostrzej: "strategia biznesu opiera się na tym, by zarabiać jak najwięcej pieniędzy poprzez siłę roboczą, nie stawia się na wiernych pracowników, która mogłaby mieć swój wkład w przedsiębiorstwo w przyszłości". "Świat biznesu jest zamknięty i ekskluzywny", dodaje Fleta González. "Jeżeli coś się zmienia, dzieje się to bardzo powoli".

Zalewanie rynku

Rzecz w tym, że "mileuristowie" oczekują zbyt dużo, choć nie ze swojej winy. "Na wiele przedmiotów takich jak prawo i inne przedmioty humanistyczne, którymi rynek już jest zalany, uczęszcza zbyt wielu studentów", mówi Dolado. Ludzie muszą mieć więcej różnorodnych kwalifikacji. "Najlepszym rozwiązaniem byłoby zmienienie kwalifikacji na te związane z informatyką, komunikacją, nauką języków obcych. Hiszpania jest jednym z europejskich krajów z najsłabszą znajomością języków obcych".

Z drugiej zaś strony, bezrobocie wśród młodych jest znacznie niższe niż było (w połowie lat 90. wynosiło 40%, a teraz 14% ogółem). "Musimy mieć inną politykę, stosunek do pracy, pensji i czynionych poświęceń", mówi David Gorrido. "Musimy coś zrobić, by zmienić tę sytuację. Wszyscy jesteśmy winni na swój sposób".

Dwa lata po narodzinach "mileuristów", Salvador pozostaje optymistą i chce otworzyć własny interes w niedalekiej przyszłości. I choć Guerrero ma przyjaciół zagranicą, będących w lepszej sytuacji, sam nie chce wyjeżdżać. "Problemy trzeba rozwiązywać, a nie ich unikać".

Zdjęcia w tekście: 1. Książka Espido Freire (Pgreta y doraimon/Flickr); 2. "Mileuristas" protestują przeciwko niskim płacom (vitojph/Flickr)