Społeczeństwo

Konferencja LeWeb – Wikileaks i cyberwojna w Mekce Internetu

Artykuł opublikowany 14 grudnia 2010
Artykuł opublikowany 14 grudnia 2010
Neony, nadzwyczajna koncentracja nowych inicjatyw, blogerzy, lecz przede wszystkim tuzy Internetu. Znajdujecie się na konferencji LeWeb – szczycie poświęconym nowościom w sieci. Jednak od 8 do 9 grudnia Julien Assange i cyberwojna wypowiedziana przez jego obrońców wprosili się do debaty. Jeden z babelianów był na widowni.

Słysząc pytanie brytyjskiego dziennikarza z „The Telegrach”, Osama Bedier zacisnął zęby. Wiceprzewodniczący Paypal Network przyjechał, by bronić przedsięwzięć swojego serwisu płatniczego, lecz jego gładka mowa o mało się nie załamała, gdy Milo Yiannopoulos zapytał: „Dlaczego Paypal zdecydował się zablokować konta Wikileaks?”. Niewiele brakowało, by nie odpowiedział, lecz w końcu znalazł przygotowaną wcześniej formułkę: każdy klient, otwierając konto w Paypal, akceptuje kartę użytkownika. Wikileaks jej nie przestrzegało, decyzja jest więc uzasadniona. I kropka. „To nie jest prawdziwa odpowiedź”, podsumował Fred Cavazza, jeden z 76 obecnych na konferencji blogerów. Półtora tysiąca grubych ryb odpowiedzialnych za rozwój światowego Internetu wydało lekkie westchnienie. Po chwili zadowolenie powróciło na salę.

Giganty Internetu razem ze start-upami

Julien Assange na językach

Busines as usual, ale nie do końca – tak można by określić przebieg LeWeb, konferencji stworzonej przez Loïca Le Meura, która miała miejsce 8 i 9 grudnia w podparyskim Saint-Denis. Aresztowanie współzałożyciela WikiLeaks było głównym tematem kuluarowych rozmów przedstawicieli Gogle, Microsoft i Foursquare, dziennikarzy z Techcrunch oraz menadżerów innych start-upów; każdy przedstawiał swoją analizę zasadności działań męczennika 2.0 i operacji „Payback” zorganizowanej przez kolektyw hakerski przeciw przedsiębiorstwom, które skasowały WikiLeaks ze swoich list klientów.

W każdym bądź razie flibustier może sobei an nią pozwolić: dwudniowa wejściówka kosztuje 2.000 €!Nie można było przemilczeć pierwszej „cyberwojny”. Blog Pypal oraz strony internetowe kart płatniczych Visa i Mastercard zostały zamknięte z powodu ataków informatycznych, które doprowadziły do zablokowania serwerów. Kto kryje się za tym kolektywem Anonymous? Wydaje się, że jego członkowie rekrutują się na anonimowych forach serwisu 4Chan. Nie trzeba jednak być wytrawnych hakerem, aby uczestniczyć w atakach. Hakerzy stworzyli dla internautów aplikację o nazwie LOIC (low Orbit Ion Cannon, motyw z Gwiezdnych Wojen), za pomocą której można uczestniczyć w atakach. Choć pewien szesnastolatek z Holandii został przesłuchany z powodu ataków przypuszczonych na serwisy Mastercard i Paypal, ryzyko przyłapania jest bliskie zeru – zapewniają członkowie Anonymous. Ataki te odpowiadają cios za cios na działania amerykańskich służb specjalnych wymierzone przeciwko WikiLeaks. Czy jest to uzasadniona obrona?

Zamiany w programie

Jąkanie wiceprzewodniczącego Paypal to nie jedyny moment, kiedy WikiLeaks wtargnęło do dopieszczonego programu konferencji. Okrągły stół, moderowany przez Adriana Monka ze Światowego Forum Gospodarczego, miał być poświęcony wpływom technologii na współczesne media. Oczekiwano więc kojonej dyskusji o trudnościach w przystosowaniu się tradycyjnej prasy do ery cyfryzacji i kontynuacji odwiecznej debaty nad modelem ekonomicznym, jaki powinna przyjąć (finansowanie przez abonament czy reklamę). Tymczasem moderator na samym początku zmienił ton i wyjechał z pytaniami dotyczącymi poczynań rządów w stosunku do WikiLeaks. Pierre Chappaz, założyciel portalu Wikio, z widoczną złością potępił ataki na wolność przepływu informacji, dokonywane przez rządy zachodnioeuropejskie. Określając ostatnie wydarzenia jako „pierwszą wojnę informacyjną”, nakłaniał tradycyjne media do zajęcia stanowiska w obronie WiliLeaks, i szerzej: niezależności prasy w ogóle, czyli filaru demokracji. Sala zareagowała gromkimi brawami. Stanowisko to podtrzymał inny Europejczyk, Julio Alonso, założyciel i dyrektor generalny Weblogs SL. Amerykańscy goście zgromadzonych przy stole oczywiście przytaknęli tym opiniom, lecz z wyraźnie mniejszą żarliwością. Gabe Rivera z TechMeme był dość zakłopotany. Odmówił potępienia postępowań Amazon i Paypal, uzasadniając to nieodpowiedzialnością ze strony WikiLeaks w stosunku do bezpieczeństwa narodowego.

Cóż powiem Chinom?

Pośród aktorów na rynku internetowym uczestniczących w konferencji dominuje optymizm, u którego podstaw leży natura Internetu. Architektura sieci pozbawiona jest centrów, przez co nie można zablokować jej w całości. Wielu z nich jest przekonanych, że WikiLeaks będzie mógł nadal istnieć. Pomimo dokonywanych na stronę WikiLeaks ataków, informacje na niej zawarte zawsze będą mogły być gdzieś w Internecie konsultowane i daremnym byłoby próbować to powstrzymać (obecnie istnieje 1559 adresów, pod którymi można znaleźć WikiLeaks). Starania rządów wydają się być podobne do gry w kotka i myszkę: cokolwiek kot zrobi, myszka i tak wyjdzie z którejś dziury.Pierre Chappaz wzywa tym niemniej do ostrożności. Założyciel Wiktio wystosował do tradycyjnych mediów apel, aby wzięły WikiLeaks w obronę, z taką samą gorliwością, jak robią to w przypadku swoich kolegów po fachu, gdy ci znajdują się pod presją. Internet w całości może właśnie znajdować się w kryzysie, pierwszym w swej niedługiej historii. Sprawa dotyczy więc wszystkich krajów. Sposób, w jaki zareagują, będzie miał swoje konsekwencje, cóż bowiem odpowiedzą nam Chiny czy Kuba, gdy następnym razem reagować będziemy na ich zachcianki cenzurowania blogerów i naruszania swobody w dostępie do informacji w ogóle?

Fot. (cc)Mataparda/flickr ; LeWeb : (cc)Web10 i Kmeron /dzięki flickr