Społeczeństwo

Kraków: w labiryncie polskiej islamofobii

Artykuł opublikowany 17 lutego 2016
Artykuł opublikowany 17 lutego 2016

Wielu Polaków obawia się „islamizacji” kraju – zaledwie jedna czwarta obywateli akceptuje muzułmanów. Zaś jedynie kilkaset z 761 tysięcy mieszkańców katolickiego Krakowa wyznaje wiarę w Allaha. Rozmawialiśmy z osobami, które opowiadają się przeciwko uchodźcom, z ludźmi, którzy walczą z tą niechęcią oraz z dwudziestoletnią Polką, która przeszła na Islam.

Kilskaset metrów od eleganckiego Rynku Główngo, który wyróżnia się na tle Starego Miasta, pewni indyjscy wyznawcy Islamu z zakłopotaniem przyglądają się żołtemu budynkowi. Przebwają w Krakowie w interesach, a jako że jest piątek – chcą się pomodlić. Kilka dni wcześniej znajeźli w internecie adres meczetu i postanowili go zwiedzić. Jednakże, w chwili dotarcia na miejsce, znajdują tam jedynie anonimowy budynek z zamkniętą bramą.

Po długim oczekiwaniu, ich wzrok przyciąga chłopak o środkowo-wschodich rysach. Podchdzi do bramy i ją otwiera. Podążają jego śladami, po zejściu do podziemi i przejściu kilku szerokich korytarzy, docierają do wilgodnego i ciemnego pomieszczenia, w którym modli się kilkanaście osób. Właśnie tak wyglądają krakowskie miejsca kultu muzułmanów. Co więcej, niniejszy ośrodek muzułmański podjął decyzję o zdjęciu swojego szyldu z powodu wzrostu agresji wobec wiernych. Przed kilkoma miesiącami ściany budynku obejmującego ośrodek zostały pokryte obraźliwymi islamofobicznymi napisami, nawołującymi do nowej wojny z „niewiernymi” i tym samym odnoszącymi się do autriacko-tureckiej bitwy pod Wiedniem (1683), w której Polacy walczyli z Osmanami.

Są tacy, którzy mówią „nie”, inni, którzy się boją oraz ci, którzy się szkolą

W Krakowie zagęszcza się atmosfera strachu, co skutkuje eskalacją bezprecedensowych aktów ksenofobii. „Dają ci jasno do zrozumienia, że nie jesteś mile widziany” – wyjaśnia Ibrahim, przewodnik turystyczny egipskiego pochodzenia, który przeprowadził się do Polski w 2011 roku, po incydentach Arabskiej Wiosny i konfliktach w Kairze. Czeka na to, aż sytuacja w Egipcie się ustabilizuje, aby móc wrócić do domu i uniknąć tego, by jego dzieci „dorastały w atmosferze podejrzliwości”.

Po paryskich attakach terrorystycznych, Łukasz Wantuch – krakowski radny, zwołał wraz innym aktywistami naradę będącą odpowiedzią na wielką manifestację, rozpoczętą przez partie prawicowe w celu namówienia polskiego rządu do powiedzenia: „Nie dla uchodźców”. „Od razu pomyślałem, że należałoby zwrócić się do wpsółmieszkańców mojego miasta, z prośbą o to, by zjednoczyli się w walce z islamofobią oraz – przede wszystkim – żeby nie mylili uchodźców z terrorystami. W tym celu napisałem apel, który rozesłałem do moich kontaktów za pośrednictwem poczty elektronicznej, by zorganizować manifestację” – opowiada radny. „Większość nie miała odwagi, bała się ataków ze strony sympatyków skrajnej prawicy. Ostatecznie było nas mniej niż 25, podczas gdy w pochodzie zorganizowanym przeciwko imigrantom uczestniły tłumy ludzi. Baliśmy się, policja musiała nas eskortować. Nawet moja była żona się o mnie martwiła” – uśmiecha się przez chwilę, po czym na powrót staje się poważny: „Myśleliśmy nad kilkoma projektami propagowania życzliwego przyjęcia imigrantów w szkołach. Teraz jednak nie jest to najlepszy czas. Powinniśmy zachować milczenie i poczekać na lepsze czasy”.

Jednym z głównych promotorów kampanii przeciwko uchodźcom jest lokalny oddział Młodzieży Wszechpolskiej (organizacja o podłożu nacjonalistycznym należąca do Ruchu Narodowego – prawicowej partii mającej kilku reprezentantów w Parlamencie). Spotkałem się z jednym z jej liderów w kawiarni w centrum miasta. Szymon Krasiński jest młodym inżynierem o twardych poglądach: „Tam, gdzie nie ma jednorodności etnicznej, jest terroryzm”. Podczas wywiadu powtarza to zdanie wielokrotnie, jak mantrę. „Zobacz, co się stało we Francji i w Belgii: to wszystko przez przyjmowanie uchodzców. Nie pozwolimy, by coś podobnego stało się w Polsce”.

Jego partia organizuje szkolenia paramilitarne inspirowane narodowym koncerwatyzmem Orbana i marzy o strategicznym sojuszu z Węgrami, Słowacją i Rumunią. Kiedy pytam Krasińskiego o to, co myśli o tysiącach młodych rodaków, którzy każdego roku wyjeżdżajają z Polski i o tym, że Wielka Brytania przyjmuje prawie tę samą liczbę Polaków, jaką liczy Kraków, odpowiada, że ci „pracują po to, by następnie powrócić do ojczyzny i wzmocnić naród, a nie dlatego, żeby ustanowić kalifat”.

„Dzieje się coś bardzo złego”

Poglądy Młodzieży Wszechpolskiej nie są odosobnione. Według badania z 2015 roku, dotyczącego postawy Polaków wobec Islamu, jedynie jedna czwarta obywateli akceptuje muzułmanów. Chociaż prawdą jest, że w katolickim Krakowie zaledwie kilkaset osób spośród 761 tysięcy mieszkańców wierzy w Allaha. Nie dziwi więc fakt, że tylko jedna na osiem dorosłych osób (12%) poznała osobiście przynajmniej jednego muzułmanina. Adam Bulandra, jeden z organizatorów Interkulturaliów – festiwalu, który każdego roku przyciąga do miasta sztukę i kulturę z całego świata – uważa, że podstawą problemu jest „ogromna apatia kulturowa: tysiące osób wykazuje polityczną i społeczną pasywność”.

„Dzieje się coś bardzo złego. Jeszcze bardziej zatrważająca jest świadomość, że Holokaust  miał miejsce zaledwie 60 kilometrów stąd” – komentuje aktywista, który pragnie pozostać anonimowy. Jego opinię podziela Kondrad Pędziwiatr – wykładowca na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie i ekspert w dziedzinie socjologii migracji w Europie Wschodniej . Zwraca on uwagę na dezinformację w polskich mediach: „Wiadomości ze Środkowego Wschodu są przekazywane przez dziennikarzy, którzy nie posiadają odpowiedniej wiedzy, żeby wypowiadać się na ich temat” – twierdzi wykładowca. „Ta ignorancja wpływa na sposób, w jaki ludzie odbierają obecność obcokrajowców. Nie mylimy się twierdząc, że muzułmanie są w Polsce nowymi Żydami”.

O ile wielu muzułmanów stara pozostać w cieniu, a niektórzy nawet obawiają się wychodzić samotnie na ulicę, to są i tacy, któży uważają tę wiarę za motyw do dumy. Jak Kamila Dudkiewicz – dwudziestolatka, która przeszła na Islam po spędzeniu roku w obozach dla uchodźców w Jordanii, pracując jako wolontariuszka . Spotykam się z nią w pubie nieopodal żydowskiej dzielnicy odwiedzanej głównie przez hipsterów. Między jednym a drugim zamówieniem, kelnerka rzuca spojrzenie na niebieski welon, który pokrywa jej włosy. „Po tym jak przeszłam na Islam, straciłam około 400 kontaktów na facebooku. Ktoś zapytał mnie czy naprawdę chcę spłonąć żywcem, jak afgańskie kobiety” – opowiada Kamila. „W sprawie Islamu panuje ogromna ignorancja, ale ja mam odwagę i chcę, żeby mieszkańcy Krakowa poznali prawdziwą twarz tej religii za moim pośrednictwem”. Jednakże, kiedy pytam ją o to, czy widzi swoją przyszłość w Krakowie, jej odpowiedź jest zaskakująca: „Wyjadę z Polski. Chcę podróżować, by później osiedlić się w kraju, w którym muzułmanie nie są uważani za zgraję terrorystów”.

_

Ten reportaż z Krakowa jest częścią projektu EUtoo, który przedstawia alternatywne style życia młodych Europejczyków rozczarowanych współczesną rzeczywistością. Projekt jest finansowany przez Komisję Europejską.