Społeczeństwo

Krakowski streetwork: odczarowywanie nowej huty

Artykuł opublikowany 2 maja 2014
Artykuł opublikowany 2 maja 2014

Do­ra­sta­nie to zło­żo­ny pro­ces nie­za­leż­nie od po­cho­dze­nia. Jeszcze trudniejszy jest on dla dzie­ci z ro­dzin z pro­ble­ma­mi, które nie mogą po­le­gać na swo­ich bli­skich, a życia uczy ich ulica. W Kra­ko­wie grupa wy­szko­lo­nych aktywistów Stre­etwork po­ka­zu­je mło­dym lu­dziom, że życie może być piękne i twórcze.

Wy­so­ki chło­piec z blond wło­sa­mi wcho­dzi do po­ko­ju uśmie­cha­jąc się nie­śmia­ło. Wita się z każ­dym, zdej­mu­je kurt­kę, czap­kę i ple­cak i rzuca je na ka­na­pę. Za­py­ta­ny o to, jak minął mu dzień w szko­le od­po­wia­da tak, jak robi to więk­szość uczniów: „do­brze”.

Je­ste­śmy w sie­dzi­bie Stre­etwork znaj­du­ją­cej się ponad 14 km od cen­trum Kra­ko­wa, na bień­czyc­kim rynku Nowej Huty, która uwa­ża­na jest za naj­gor­szą  dziel­ni­cę w mie­ście. Zo­sta­ła wy­bu­do­wa­na w 1949 roku przez ko­mu­ni­stycz­ny rząd jako jedna z „miej­skich uto­pii". Dziś jest jed­nym z naj­gę­ściej za­lud­nio­nych ob­sza­rów Kra­ko­wa - miesz­ka tu ponad 200 000 osób. Za oknem widać nagie drze­wa i dzie­się­cio­pię­tro­we bloki. Wej­ście do bu­dyn­ku Stre­etwork jest okle­jo­ne pla­ka­ta­mi z wi­ze­run­ka­mi mło­dych ludzi, miesz­kań­ców tej dziel­ni­cy. To do nich skie­ro­wa­ny jest pro­jekt ak­ty­wi­stów. Wnę­trze sie­dzi­by Stre­etwork jest jasne i prze­stron­ne, ścia­ny po­ma­lo­wa­ne są na cie­pły od­cień zie­lo­nego. Ma się wra­że­nie, że to oaza spo­ko­ju i  zro­zu­mie­nia w samym środ­ku tej trud­nej dziel­ni­cy.

Pro­jekt ru­szył w stycz­niu 2012 roku. Sie­dzi­ba otwar­ta jest od po­nie­dział­ku do piąt­ku oraz w nie­któ­re so­bo­ty. Celem  ak­ty­wi­stów jest pomoc mło­dym lu­dziom w wieku od 15 do 25 lat, mo­ty­wo­wa­nie ich do nauki, ukoń­cze­nia stu­diów oraz udzie­la­nie rad w pla­no­wa­niu przy­szło­ści. Ekipa po­dzie­lo­na jest na czte­ry ze­spo­ły. Ze­spół B, z kró­rym się spo­ty­kam, z dumą po­ka­zu­je mi zdję­cia z wielu zajęć, które ofe­ru­je mło­dzie­ży: mecze piłki noż­nej, jed­no­dnio­we wy­ciecz­ki oraz im­pre­zy graf­fi­ti.

Prze­bły­ski na­dziei w cie­niu blo­ko­wisk

„To nie jest świe­tli­ca” – wy­ja­śnia Łu­kasz Ki­siel, jeden z pra­cow­ni­ków Stree­twork w Nowej Hucie. „Sami mu­si­my wyjść na ulicę i zna­leźć tych ludzi. Mogą przy­cho­dzić tu, aby od­ro­bić pracę do­mo­wą, uczyć się, zna­leźć pomoc w na­pi­sa­niu CV, wypić her­ba­tę czy zre­lak­so­wać się gra­jąc w rzut­ki lub pił­ka­rzy­ki”. Stre­etwor­ke­rzy współ­pra­cu­ją też z  psy­cho­lo­giem, z któ­rym mło­dzi lu­dzie mogą po­roz­ma­wiać o swo­ich pro­ble­mach. Trzy dwu­oso­bo­we grupy pra­cow­ni­ków, każda skła­da­ją­ca się z ko­bie­ty i męż­czy­zny, od­po­wia­da­ją za okre­ślo­ny ob­szar, mając na uwa­dze naj­bar­dziej pro­ble­ma­tycz­ne miej­sca: parki, place zabaw i te­re­ny w po­bli­żu ma­łych skle­pów. „Na po­cząt­ku nie mie­li­śmy po­ję­cia, gdzie szu­kać, więc mu­sie­li­śmy uważ­nie ob­ser­wo­wać dziel­ni­cę” – mówi Łu­kasz. „Nasz pro­gram nie jest skie­ro­wa­ny wy­łącz­nie do mło­dzie­ży z bied­nych ro­dzin, bo cza­sem to bo­gat­sze dzie­ci mają znacz­nie więk­sze pro­ble­my. Nie są jesz­cze prze­stęp­ca­mi, ale mogą się nimi stać, jeśli nikt im nie po­mo­że” – do­da­je.

Każdy może być out­si­de­rem

Po­cząt­ko­wo w ra­mach pro­jek­tu, który roz­po­czął się w 2001 roku wo­lon­ta­riu­sze szu­ka­li bez­dom­nych i po­ma­ga­li im w cza­sie zimy. Pięć lat póź­niej, po wielu ba­da­niach do­ty­czą­cych pro­ble­mu i wy­cią­gnię­ciu wnio­sków z do­świad­czeń nie­miec­kich ak­ty­wi­stów, za­czę­li pra­co­wać z mło­dzie­żą. Łu­kasz Hobot był jed­nym z pierw­szych sze­ściu pra­cow­ni­ków, a  teraz jest jed­nym z ko­or­dy­na­to­rów pro­jek­tu i zna pro­blemy Nowej Huty od pod­szew­ki. „Nie mie­li­śmy żad­nych kon­kret­nych da­nych, więc po pro­stu za­czę­li­śmy pra­co­wać w pew­nych dziel­ni­cach” – mówi, wra­ca­jąc do po­cząt­ków Stre­etwork. „Oczy­wi­ście me­to­dy na­szej pracy się zmie­nia­ją, dziel­ni­ce się zmie­nia­ją, zmie­nia­ją się także lu­dzie z któ­ry­mi współ­pra­cu­je­my, ale głów­ne za­ło­że­nie po­zo­sta­je takie samo” – kon­ty­nu­uje. Po­pu­la­cja Kra­ko­wa jest sto­sun­ko­wo młoda. Trzy­na­ście pro­cent sta­no­wią osoby po­mię­dzy 15 a 25 ro­kiem życia. Nie to jest jed­nak głów­nym źró­dłem pro­ble­mu, po­nie­waż pro­jekt sku­pia się je­dy­nie na 5 spo­śród 18 dziel­nic mia­sta. Przez te wszyst­kie lata pro­jekt otrzy­my­wał pomoc fi­nan­so­wą od mia­sta, dar­czyń­ców i or­ga­ni­za­cji po­za­rzą­do­wych. Naj­waż­niej­sze fun­du­sze po­cho­dzą jed­nak z Unii Eu­ro­pej­skiej, przede wszyst­kim z Eu­ro­pej­skie­go Fun­du­szu Spo­łecz­ne­go.

„Pro­ble­mem jest brak mo­ty­wa­cji u mło­dzie­ży, która spę­dza­ więk­szość swo­je­go czasu na ulicy” – wy­ja­śnia Hobot. „Mają pro­ble­my, ale to nie zna­czy, że są źli. Two­rzą swój wła­sny świat i boją się z niego wyjść. Pra­cow­ni­cy Stre­etwork to je­dy­ni lu­dzie, któ­rzy mogą po­ka­zać im inną drogę. Te dzie­cia­ki po­trze­bu­ją rów­no­wa­gi. Każdy może być out­si­de­rem. Nie mu­sisz na­le­żeć do żad­nej mniej­szo­ści kul­tu­ro­wej czy et­nicz­nej, żebyś był trak­to­wa­ny jak obcy”.

Roz­bu­dza­nie kre­atyw­no­ści i roz­wi­ja­nie zdol­no­ści

Pra­cow­ni­cy Stre­etwork muszą po­sia­dać ogrom­ną in­te­li­gen­cję emo­cjo­nal­ną, po­nie­waż pierw­szy kon­takt z mło­dzie­żą jest bar­dzo trud­ny. Naj­lep­szą re­kla­mą pro­jek­tu są słowa tych, któ­rzy biorą w nim udział. Nawet jeśli mło­dzi lu­dzie są cie­ka­wi no­wych rze­czy, cięż­ko do nich do­trzeć. Naj­waż­niej­sze to zdo­być ich za­ufa­nie. Więk­szość z nich tkwi w tok­sycz­nej rze­czy­wi­sto­ści, po­nie­waż nie zna innej. Ich co­dzien­ność jest trud­na, przez co tracą kon­takt z wszyst­kim, co jest na ze­wnątrz. Żeby to prze­zwy­cię­żyć za­chę­ca się ich do wy­my­śla­nia po­my­słów no­wych pro­gra­mów. To ma roz­bu­dzić ich kre­atyw­ność i roz­wi­jać ich zdol­no­ści, po­ka­zać im, że włó­cze­nie się po oko­li­cy to żaden po­mysł na sie­bie.  

Ostat­nio stre­etwor­ke­rzy zor­ga­ni­zo­wa­li za­wo­dy wspi­nacz­ko­we. Za­da­niem mło­dzieży było po­dzie­lić się na małe grupy, o wiele mniej­sze do tych 10- czy 15-oso­bo­wych, które za­zwy­czaj zbie­ra­ją się na uli­cach. Także ich ro­dzi­ce są an­ga­żo­wa­ni w pro­jek­ty - ak­ty­wi­ści wie­dzą, że wspar­cie ro­dzi­ny za­pew­nia lep­sze wy­ni­ki. 

Małe zwy­cię­stwa i wiel­kie pro­ble­my

An­kie­ta prze­pro­wa­dzo­na przez Stre­etwork wśród mło­dych ludzi bio­rą­cych udział w pro­gra­mie po­ka­zu­je, że w co­dzien­nym życiu muszą oni zma­gać się z róż­ny­mi pro­ble­ma­mi: 92,5% spra­wia pro­ble­my wy­cho­waw­cze, 85,7% ma pro­ble­my w szko­le, pra­wie taki sam pro­cent ma rów­nież pro­ble­my ro­dzin­ne. Osiem na 10 mło­dych osób, z któ­ry­mi pra­cu­ją ak­ty­wi­ści, ma po­trze­bę po­roz­ma­wia­nia z psy­cho­lo­giem. Sie­dem na 10 osób miało pro­blem z nar­ko­ty­ka­mi, a ponad po­ło­wa nie ra­dzi­ła sobie z funk­cjo­no­wa­nie w gru­pie. Ak­ty­wi­ści ze Stre­etwork po­mogli już ponad 600 mło­dym oso­bom zmie­nić swoje życie. Dzię­ki im mło­dzież z Nowej Huty wie, że ist­nie­je al­ter­na­ty­wa dla włó­cze­nia się po dziel­ni­cy, pi­jań­stwa, wan­da­lizmu czy drob­nych prze­stęp­stw. W rze­czy­wi­sto­ści trud­no jest do­kład­nie okre­ślić ilu mło­dym lu­dziom po­mo­gli pra­cow­ni­cy ze Stre­etwork. Dla tej or­ga­ni­za­cji nawet naj­drob­niej­sza zmia­na jest suk­ce­sem i po­wo­dem do dumy. 

TEN RE­POR­TAŻ JEST CZĘ­ŚCIĄ kra­kow­skiej EDY­CJI PRO­JEK­TU „EU­TO­PIA: TIME TO VOTE”. PRO­JEKT JEST WSPÓŁ­FI­NAN­SO­WA­NY PRZEZ KO­MI­SJĘ EU­RO­PEJ­SKĄ, MI­NI­STER­STWO SPRAW ZA­GRA­NICZ­NYCH FRAN­CJI, FUN­DA­CJĘ HIP­POCRÈNE, FUN­DA­CJĘ CHAR­LE­SA LE­OPOL­DA MAY­ERA ORAZ FUN­DA­CJĘ EVENS. WKRÓT­CE OPU­BLI­KU­JE­MY RE­POR­TA­ŻE M.​IN. Ze STRAS­BUR­GA, BRUK­SE­LI, BER­LI­NA, WIED­NIA I BRA­TY­SŁA­WY.