Społeczeństwo

Kryzys w rodzinnym biznesie na Krecie

Artykuł opublikowany 20 sierpnia 2010
Artykuł opublikowany 20 sierpnia 2010
W spalonej słońcem Chanii nic nie wskazuje na to, że Grecja przechodzi przez największy w historii kryzys ekonomiczny. Czy poza luksusowymi sklepami w centrum miasta i nocnymi klubami wypełnionymi miejscową złotą młodzieżą mamy do czynienia z krajem, który zbyt długo żył ze swoich oszczędności, czy też z wiecznym, greckim Eldorado? Reportaż.

Stary port morski Chania: wspaniała miejscowość turystyczna i drugie co do wielkości miasto na Krecie. Każdy wczasowicz podczas swoich wakacji odwiedza to miejsce, by zakosztować greckich specjałów i zabawowej atmosfery. Jednak tego lata portowe restauracje są u kresu wytrzymałości i wysyłają kelnerów-"naganiaczy" na ulice w poszukiwaniu klientów. „Tu, na Krecie, kryzys jest wciąż przed nami” - stwierdza Marinos, młody restaurator w starym porcie. „Gdy minie szczyt sezonu, do następnego trzeba będzie przeżyć z oszczędności zarobionych tego lata” - ubolewa.

Turystyka na pół gwizdka : czy to wina mediów?

Kelnerzy znajdują klientów na ulicy

Winni? Dla Giorgosa, 27-letniego architekta, winowajca jest tylko jeden: nagonka mediów. „Medialne nagłośnienie ostatnich protestów przeciwko oszczędnościom ekonomicznym było wysoce przesadzone, najpierw w mediach greckich, a później na całym świecie”. Widok służb porządkowych obrzucanych kamieniami i płonących samochodów w wieczornych wiadomościach z pewnością zniechęciły niejedną osobę do spędzenia wakacji w Grecji...

Lecz w Chanii, pomimo widoku protestujących tu i ówdzie, nic nie powoduje niezadowolenia ludności. „Ludzie przyjeżdżają tu, by spędzić miło czasu. Zatrzymujemy nasze smutki dla siebie, aby nie dały o sobie znać innym” - wyznaje Mariana, kierowniczka hotelu. Obniżyliśmy nawet ceny, by przyciągnąć klientelę.

Beztroscy jak Dionizos

Z dala od obaw małych przedsiębiorców, na plażach w Chanii, lokalna złota młodzież dalej baluje, prezentując swoje wyrzeźbione ciała. W programie: opalanie, tenis plażowy i koktajle. Cisza przed burzą? Nie do końca, odpowiada Giorgos, gdyż „tutaj nie ma żadnych problemów. Grecy są bogaci. To państwo greckie jest biedne” - deklaruje lekko zmieszany, co przypomina mi, że połowę PKB generuje ekonomia czarnorynkowa. Jak wielu rodaków, ci młodzi nowobogaccy zaczną na siebie zarabiać w wieku ok. 30-35 lat, często przejmując rodziny biznes. „Niewielu z nich jest na tyle ambitnych, by poszukać pracy gdzie indziej niż w rodzinnych interesach - precyzuje Christiana, 26-letnia studentka anglistyki. - Gdy spędza się jedną czwartą życia na plaży, trudno zmienić nawyki. Co więcej, musi być miło zaczynać pracę od razu na stanowisku kierowniczym” - śmieje się.Jednak większość młodych mieszkańców Chanii łamie tradycje i decyduje się rozwinąć swoje własne skrzydła...Ryzykują podzieleniem losu Ikara. Nie tylko wpadną do oceanu, ale zostaną rzuceni na głęboką wodę rodzinnego interesu.

Rodzina pomaga czy ogranicza?

Według Philomily Tsoukala, profesor uniwersytetu Georgetown, 75 % greckich przedsiębiorstw prowadzonych jest przez rodziny. Dlatego też młodzi dokonują szybkich kalkulacji: będą pracować u swojej rodziny, albo u innej. W tym drugim przypadku szanse na odpowiedzialne stanowisku są nikłe, by nie powiedzieć żadne. Jeśli chodzi o płace, ocierają się one o niemoralność, gdyż w przedsiębiorstwach rodzinnych zasady wynagradzania za zasługi nie ma. Obowiązują zasady pracy bez kontraktu, bez minimalnej pensji i płatnych nadgodzin. Osiągnięcie niezależności finansowej w tych warunkach jest prawie niemożliwe. „Taki model życia zabija kreatywność i zdolności przedsiębiorcze” - skarży się Christiana. Zabija także potencjał młodych Greków, którzy choć są jednymi z najlepiej wykształconych obywateli europejskich, nie mogą rozwinąć skrzydeł we własnym kraju. Czy grecki model socjalny stanie się głównym wrogiem kraju w walce z kryzysem? Pewnym jest, że jeśli kryzys się wzmoże, rodziny nieb będą miały czego przekazywać z pokolenia na pokolenie.

W tym czasie na Krecie

Z dala od burzy wywołanej przez europejską prasę, Kreteńczycy siorbią spokojnie swoje café frappé ze wzrokiem wpatrzonym w morze. „Nie zmienimy sposobu naszego życia - protestuje Andreas, 28-letni nauczyciel informatyki. - Kryzys to nie katastrofa” - dodaje. I wie co mówi. Po grecku, „κρίση” (‘kryzys’) oznacza przejście od starego do nowego, lepszego porządku. Grecka mądrość nie ujawnia się tylko w mitach.