Społeczeństwo

Kto nie chciałby żyć w krainie Putina?

Artykuł opublikowany 29 listopada 2011
Artykuł opublikowany 29 listopada 2011
Władimir Władimirowicz Putin, od 27 listopada jest oficjalnym kandydatem na prezydenta Federacji Rosyjskiej. Oficjalne statystyki kraju nie szczędzą „Papie Putinowi” zasług dla dobra kraju, ale czy życie młodych Rosjan ma cokolwiek wspólnego z oficjalnymi statystykami?

Podczas ośmiu lat jego prezydentury, PKB kraju rosło średnio 7 procent w skali roku, wyprowadzając w ten sposób kraj z zapaści, jaka miała miejsce po upadku Związku Radzieckiego. Analizując oficjalne dane, można by stwierdzić, że rosyjska gospodarka (a raczej otaczający ją PR) nabrała wiatru w żagle i że już wkrótce rosyjska młodzież nie będzie nawet myślała o wyjeździe z kraju. A jednak, młodzi Rosjanie, mimo licznych reform, jakie rzekomo zostały przeprowadzone dla ich dobra, mają spore trudności z wyobrażeniem sobie świetlanej przyszłości. Naród rosyjski wciąż pozostaje zanikającą nacją. Najwyraźniej wraz z rosnącą gospodarką, chęci do życia wcale nie przybywa. Nic dziwnego więc, że Rosjan po prostu ubywa. Przeciętnego obywatela ledwo co stać na wykształcenie i utrzymanie na godnym poziomie, nie mówiąc już o wychowaniu potomstwa.

Tatiana, 22-letnia tegoroczna absolwentka dziennikarstwa, tłumaczy: „głównym problemem jest wszechobecna korupcja i zwyczaj załatwiania wszystkiego po znajomości. Gdy 6 lat temu została przeprowadzona reforma edukacyjna, ta patologia społeczna zagościła na dobre także w tym środowisku. Żeby dostać się na studia, kandydaci muszą przejść rekrutację, która często jest przygotowana w koszmarny sposób”. W egzaminach wstępnych występują błędy. Wniosek jest prosty – nieważne jakim jesteś geniuszem, nie dostaniesz się na dobre studia jeśli dobrze za to nie zapłacisz albo nie masz znajomości. Nawet jeśli uda Ci się ukończyć dobrą szkołę, nie oznacza to, że będziesz się pławił w dobrobycie. Tatiana ponownie komentuje: „Sama dobrze już wiem co oznacza dostać w Rosji pracę. Studia ukończyłam parę miesięcy temu i wciąż czekam na łut szczęścia. Nie chcę zakochiwać się w podstarzałym szefie, jeśli wiecie co mam na myśli...”

Demografia – czyżby propaganda zapomniała o korekcie statystyk? 

Od upadku Związku Radzieckiego, przez kolejne 15 lat, Rosji ubywało od 750 000 do 800 000 obywateli rocznie. Krainę Putina wciąż dziesiątkuje wysoki wskaźnik umieralności w przedwczesnym wieku, jak i niski wskaźnik urodzin. Tragicznemu przyrostowi naturalnemu nie zaradził nawet szereg reform, które miały rzekomo rozjaśnić perspektywy umęczonego społeczeństwa. Wśród nich znalazła się ta, która oferowała rodzicom 365698 rubli (ok. 9 000 euro) za każde drugie dziecko. Problem polega na tym, że w Rosji – gdzie ceny osiągają astronomiczne kwoty - za tę sumę niewiele można zdziałać. Tatiana tłumaczy: „Władze założyły sobie, że pieniądze te nie mogą trafić do portfeli rodziców bezpośrednio. Suma ta może być przeznaczona albo na naukę uniwersytecką dla dziecka, na świadczenia dla matki albo na mieszkanie. Takie prawo jest absurdalne, bo ta suma pieniędzy w Rosji może starczyć co najwyżej na wykup szaletu miejskiego”. 

Młodzi Rosjanie nie mają łatwego życia. Kolejna absolwentka Uniwersytetu Moskiewskiego, która wolałaby uniknąć  wyjawiania swojego imienia i nazwiska, wyznaje: „Młodym Rosjanom żyję się najzwyczajniej źle, bardzo źle”. Na prośbę o o wyjaśnienie takiego stanu rzeczy nie odpowiada. Trudno jest udzielić odpowiedzi na takie pytanie, nie omawiając wcześniej całego zbioru zagadnień dotyczącego sposobu w jaki obecnie funkcjonuje kraj. 

Rosjanie coraz głośniej mówią o tym, że wpływy jakie generuje polityka Putina trafiają do kieszeni jego biznesowych wspólników (zwanych „oligarchami”) oraz „silovików” (tj. byłych aparatczyków, dalej tkwiących w obecnym systemie politycznym), którym ani przez myśl nie przeszło, że kierowanie krajem można uznać za działanie pro publico bono. Nie dziwne więc, że młodzież, która ma „znajomości” i poparcie grupy osób „uprzywilejowanych” nie będzie się skarżyć.

„My, młodzi Rosjanie, czekamy na rewolucję (za 20-30 lat?), która wywróci cały system do góry nogami. Przecież u nas zawsze było w takich sytuacjach dość krwawo. Nie jestem tylko pewna czy nowy system będzie rzeczywiście lepszy od tego obecnego”.

Ojciec narodu najwyraźniej nie był w stanie zaradzić problemom przeciętnego zjadacza chleba. Dla Rosjan nie mogących liczyć na wsparcie „przyjaciół” Władimira Putina, życie codzienne wciąż wydaje się być najtrudniejszym z przedsięwzięć. Wszystko wskazuje na to, że póki co, na Kremlu, zamiast pro-reformistycznego ducha mającego na celu modernizację kraju, na dobre zagościł duch Marii Antoniny Austriaczki, która w przypadku braku chleba, radziła jeść ciasteczka. 

Mimo, że Putin sam przyznał, że „rosyjski system nie jest perfekcyjny”, wciąż wydaje się być pewny swojego zwycięstwa w nadchodzących wyborach. Jak długą młodzi Rosjanie będą czekać na poprawę swojego losu? Tatiana nie widzi dla siebie w tej chwili innego wyjścia jak wyjazd z kraju. „Jestem pewna, że Putin wygra kolejne wybory. Nasza opozycja praktycznie nie istnieje. Jeśli nic się nie zmieni, to myślę, że będzie kierował całą armią marionetek prze kolejne 20 lat. My, młodzi Rosjanie, czekamy na rewolucję (za 20-30 lat?), która wywróci cały system do góry nogami. Przecież u nas zawsze było w takich sytuacjach dość krwawo. Nie jestem tylko pewna czy nowy system będzie rzeczywiście lepszy od tego obecnego”.

Fot.: Główna (cc) ninara/flickr.com