Społeczeństwo

Kto tu jest Prawy?

Artykuł opublikowany 22 listopada 2006
na stronie głównej
Artykuł opublikowany 22 listopada 2006
Polityczni debiutanci równają do prawej, podczas gdy wyborcy sterują w lewo.

Był czas, gdy holenderscy politycy byli przede wszystkim nudni i rzetelni zarazem. Ale ten czas przeminął dawno temu. W tym miesiącu odbywają się przyspieszone wybory parlamentarne, konsekwencja upadku drugiego rządu w przeciągu czterech lat politycznego chaosu. Gorzkie rezygnacje, intrygi, grożenie śmiercią, a nawet morderstwo zszargały nienaganną reputację tego kraju. Jednakże, zgodnie z wynikami pierwszych sondaży, wygląda na to, że wyborcy zabrali się energicznie za próbę przywrócenia tamtej dawno utraconej stabilizacji poprzez odwrócenie się od skłóconej prawicy.

Wstrząs dla establishmentu

Wszystko zaczęło się w trakcie kampanii poprzedzającej wybory parlamentarne w 2002 roku, wraz ze spektakularnym objawieniem się Pima Fortuyna. Skrajny populista, otwarcie kwestionował wielokulturowość oraz krytykował Islam. Był to temat od dawna pomijany przez wielu polityków ze strachu przez etykietką rasisty. Zabójstwo Pima Fortuyna (przez fanatycznego obrońcę praw zwierząt) na tydzień przed wyborami pomogło jego partii, składającej się głównie z polityków - amatorów, wystrzelić na drugie miejsce z oszałamiającą ilością 26 miejsc w parlamencie.

Pozbawiona swego charyzmatycznego przywódcy, Lista Pima Fortuyna (LPF) wkrótce zaczęła się rozpadać, co było iskrą, która wyzwoliła upadek rządu niecałe pół roku później. Partia wciąż istniała, ale straciła wiarygodość i wkrótce potem rozpoczął się jej zmierzch. Ostatnie sondaże nie dają jej szans nawet na jedno miejsce w parlamencie.

Spuścizna po przeciwnikach imigracji: próba przetrwania

Faktycznie, wiele nowo utworzonych, wywrotowych frakcji rywalizuje ze sobą aby wypełnić tak zwaną lukę w prawicy. Wśród nich są Partia dla Wolności (dawna Grupa Wildersa, jej przywódcą jest były liberał Geert Wilders), Jedna Holandia (Een NL, prowadzona wspólnie przez byłego parlamentarzystę z Listy Pima Fortuyna, Joosta Eerdmansa oraz byłego członka Rady Miejskiej w Rotterdamie, Marco Pastorsa) oraz Partia dla Holandii (z byłym ministrem z LPF, Hilbrandem Nawijnem jako przywódcą). Jednoczą ich wspólne hasła, w stylu: "Nowa Prawica", "Nasza Holandia" czy też "Naprzód, Holandio!". Wszystkie rywalizują o tych samych wyborców - dawnych zwolenników Fortuyna.

Ostatnio, poza tym, że przełamał tabu w delikatnych kwestiach emigracji, pan Fortuyn został wyniesiony do rangi człowieka, który wstrząsnął zasiedziałą na swych stanowiskach, samopodtrzymującą się elitą polityczną. Łatwość, z jaką pojawił się na politycznej scenie przypomniała całemu krajowi o jego demokratycznej naturze i zainspirowała wielu rozczarowanych systemem, aby postarali się o własną szansę.

W początkach września komitet wyborczy ogłosił, że otrzymał, skromnie licząc, 74 wnioski o zarejestrowanie partii (w tym 24 spełniające warunki takiej rejestracji) - w porównaniu do 54 przy poprzednich wyborach. Przykładowo, znalazły się tam takie ugrupowania jak Partia Obrońców Zwierząt, Partia Palaczy, Partia Młodości czy też Partia Przeciwników Przeludnienia. Wśród innych, kuriozalnych tworów politycznych znalazły się: "Wszyscy Jesteśmy Jednością", "Nie Głosuj", "XyZyX 4U2" czy też "Dobroczynność, Wolność i Różnorodność" (PNVD), bardziej znana jako "partia pedofilów", której legalizacja na początku bieżącego roku wywołała falę konsternacji zarówno w kraju, jak i za granicą.

Mimo tego, wyczyn, którego dokonał cztery lata temu pan Fortuyn jest raczej niemożliwy do powtórzenia. Nie objawił się jeszcze polityk z równą mu charyzmą. Nikomu nie udało się przekonać wielu skłóconych ze sobą "partii jednego człowieka" aby połączyły swe siły. Co więcej, wydaje się, że partie, które były uprzednio u władzy nareszcie się czegoś nauczyły. Wszystkie z nich zaostrzyły swoje stanowisko w sprawie emigracji, wkraczając na teren dotychczas zmonopolizowany przez populistów. Rzeczywiście ten temat był ostatnio roztrząsany tak intensywnie, że wyczuwa się już pewne znużenie kwestią imigracji. W przeciwieństwie do poprzednich dwóch elekcji, tegoroczne programy wyborcze koncentrują się bardziej na istotnych kwestiach ekonomicznych..

Ale, co najważniejsze, Holendrzy wydają się być zwyczajnie zmęczeni politycznną amatorszczyzną, której widomym wyrazem był upadek LPF; to zjawisko wydają się potwierdzać ostatnie sondaże. Zamiast licznych miejsc w parlamencie, jakich pewni są sami łowcy fortuny spod znaku Fortuyna, sondaże wskazują, że przypadnie im nie więcej niż kilka do podziału. Większość nie powinna liczyć nawet na jedno. Co więcej, nie tylko LPF i jej naśladowcy zostali ukarani przez wyborców. Wygląda na to że sama Partia Liberalna utknęła poniżej progu wyborczego, częściowo z powodu gorzkich rozgrywek wewnętrznych pomiędzy jej przywódcami. Równie wstrząsające jest praktyczne unicestwienie Socjal - Liberałów, których szeroko obwinia się o ostatni upadek rządu

Wyborcy, zamiast popierać wyżej wymienione ugrupowania, zwracają się w kierunku lewicy. Tu właśnie spodziewają się odnaleźć ekonomiczną i polityczną stabilizację, której poszukują. Za przepowiednię mogą posłużyć wybory samorządowe, które miały miejsce w marcu tego roku - zwyciężyła je Partia Pracy, pokonując Apel Chrześcijansko-Demokratyczny oraz Liberałów, dwa główne ugrupowania obu poprzednich rządów (mimo że sondaże wciąż dyskretnie wskazują na Chrześcijańskich Demokratów). Jeśli wierzyć sondażom, to najwięcej na chaosie po prawej stronie zyska Partia Pracy. Prawdopodobnie ten tradycyjnie największy opozycyjny krzykacz po raz pierwszy będzie brał udział w tworzeniu rządu.