Społeczeństwo

Lobby: pociąg do władzy

Artykuł opublikowany 24 października 2006
na stronie głównej
Artykuł opublikowany 24 października 2006
Jest ich 15 tysięcy i chcą mieć wpływ na decyzje podejmowane każdego dnia w Brukseli. Zwracamy się w kierunku europejskiej dzielnicy, gdzie mają swoje biura lobbyści oraz grypy nacisku.

 lobbiesZnaczenie decyzji, które podejmowane są w biurach zauważa się na ulicach europejskiej dzielnicy Brukseli. Setki osób odzianych w marynarki i pod krawatami przemieszczają się z góry na dół. Spotkać osoby rozmawiające we wszystkich językach Unii Europejskiej nie jest tutaj niczym trudnym, jednakże dominują dwa najważniejsze, czyli angielski i francuski. Bieganina tak charakterystyczna dla pracujących dni tygodnia kontrastuje z weekendami, kiedy to ulice oraz biura stają się zupełnie wyludnione.

W tym mieście każdego dnia podejmuje się decyzje wielkiej wagi. Ja osobiście lubię mówić, że znajdujemy się w kuchni Europy. Kto może się bez tego obyć? Obecność lobbystów jest tu od jakiegoś czasu stałym elementem, przyznaje Jos Chanert, pierwszy wiceprzewodniczący Brukselskiego Parlamentu. Szacuje się, że 70% lobbystów pracuje dla firm, 20% na rzecz regionów, miast oraz organizacji międzynarodowych, a zaledwie 10% na rzecz organizacji pozarządowych.

Jedni wywierają nacisk w sprawach związanych z prawami kobiet, inni optują za wyeliminowaniem środków transgenicznych. Są to grupy nacisku, które wykorzystując różne strategie, usiłują wpłynąć na centra posiadające władzę ustawodawczą i wykonawczą, aby te z kolei doprowadziły do realizacji głoszonych przez nich myśli. Aby zrealizować powyższy plan, niezbędna jest wymiana informacji i dogłębne zapoznanie się ze strukturą stosunków władzy w dziedzinie, w której chcą zaistnieć, ponadto należy mieć jasne i klarowne cele oraz opracowaną strategię działania. Zazwyczaj największą władzę mają w dziedzinach takich jak informatyka lub biotechnologia, gdzie prawo jest na etapie ustanawiania.

Otwierają się drzwi dla regionów

Jak do tej pory, przede wszystkim firmy posiadały swoje lobby w miastach, dziś dzieje się tak samo również w przypadku władz regionalnych całej Europy. Obecnie istnieje 250 regionalnych przedstawicielstw, które na bieżąco śledzą rozporządzenia oraz wymogi projektów, których beneficjentami mogą być regiony, by właśnie w taki sposób móc skorzystać z funduszy europejskich.

Za przykład może posłużyć tutaj rząd Finlandii: Otworzyliśmy przedstawicielstwo, aby promować region Helsinki, jako centrum o rozległej kulturze i otwartej świadomości oraz jako obszar północnej Europy całkowicie bezpieczny i przyjemny, wyjaśnia Eija Nylund, dyrektorka biura.

 Pascal Goergen W celu udzielenia porad dla nowo przyłączonych członków całkiem niedawno zapoczątkowano wydawanie Lobbying w Brukseli. Praktyczny przewodnik na temat Unii Europejskiej dla miast, regionów, sieci i firm, którego autorem jest Pascal Goergen. W owej książce porusza się temat początków pojęcia lobby w Stanach Zjednoczonych w XIX wieku. Słowo to pochodzi bezpośrednio od słowa "korytarz", ponieważ większość układów zostaje zawarta właśnie w korytarzach. Już w czasach II wojny światowej zawiązywano pierwsze grupy nacisku. Od tego momentu ich popularność powoli wzrasta, aż do dziś kiedy to osiągają swoją szczytową formę, wyjaśnia Goergen.

 Bertrand Deprez Niemniej jednak pojęcie to jest jak do tej pory mało jasne i często nawet źle rozumiane. Według wyjaśnień młodszego doradcy, Bertranda Deprez, są to osoby o strategicznym umyśle, łatwo dopasowujące się do różnych sytuacji oraz posiadające znaczny bagaż doświadczeń w dziedzinie polityki. Jak również czujne na kompetencję, która zdaje się być szeroko obecna w sektorze.

 paul adamson

Zła sława

Wielu lobbystów nie lubi przyznawać się do tego że przynależą do tej grupy, głównie z powodu negatywnych konotacji, jakie posiada to słowo. Bardzo często, posądzeni o stosowanie nielegalnych praktyk postrzegani są jako źródło korupcji. Prawdą jest, że jest to świat dość przejrzysty, nie kryjący żadnej tajemnicy. Zła sława jest nieuzasadniona, wyjaśnia weteran Paul Adamson, twórca "think-tank" i założyciel doradztwa "The Center". "Think-tank" to grupa wysoko postawionych specjalistów, którzy dostarczają pomysły i zajmują się doradztwem rządowym. Nasz sposób pracy jest znacznie mniej agresywny niż ten stosowany w Waszyngtonie czy Londynie. Jeśli natomiast chodzi o definicję, jest zdania, że należy ją lepiej sformułować. Wyjaśnia, że lobbysta podlega bezpośrednio firmie, podczas gdy doradcy świadczą usługi doradcze różnym klientom i tym samym mają większą swobodę działania. My także jesteśmy jedną z grup "think-tank", dlatego też staramy się promować dyskusje i pozyskiwać przydatne punkty kontaktowe.

Doświadczenie zdobyte przez Adamsona w Brukseli pozwoliło mu na zaobserwowanie ewolucji w sektorze. Bardzo się rozwinął, a teraz powoli upada. Niektórzy politycy, otrzymują tyle wniosków proszących o spotkanie, że nie mają fizycznie na nic czasu. Jedno przynajmniej zmieniło się na plus, minęła juz bowiem epoka kiedy wysyłano wielkie sterty papierów. Teraz już większość myśli racjonalnie i stara się streścić wszystkie cele w dwóch stronach przetłumaczonych na różne języki. Jest to zmiana dość znaczna, mówi Adamson, także twórca czasopisma E!Sharp.

Przypadek Toyoty

Przykładem zdeklarowanego lobbysty jest Geoffroy Peeters, pracujący w dziale spraw rządowych Toyoty. Jest on odpowiedzialny za bezpieczeństwo związane z samochodami oraz drogami. Naszym celem jest rozpowszechnianie interesów firmy wśród instytucji. Chcemy uczulić je na sprawy związane ze środowiskiem naturalnym oraz z bezpieczeństwem. Głównym założeniem jest utrzymanie między nami dobrych stosunków. Dlatego też, spotykamy się z ich reprezentantami, świadczymy na ich rzecz usługi doradcze i prowadzimy nieformalne rozmowy... Zapewnia, że nie chodzi tutaj o konfrontacje różnych postaw, ale o współpracę. Znamy dobrze sektor. Jesteśmy specjalistami. Dlatego ważnym jest, aby brano pod uwagę nasz punkt widzenia.

Peeters jest także zdania, że zła sława lobbystów jest niesprawiedliwa. We wspólnej Europie, którą tworzy tyle państw członkowskich i która posiada tak wysoki współczynnik współzawodnictwa należy być czujnym. Jeśli jakiś urzędnik europejski ma za zadanie ustanowić prawo w pewnej konkretnej dziedzinie, normalnym jest, że skonsultuje ów problem z osobami mającymi większe doświadczenie w tej kwestii. Wyjaśnia, że chce on pracować w sposób możliwie najbardziej przejrzysty, choć przyznaje także, że panująca niewiedza tworzy powiew tajemnicy wokół tematu.

Fot.: Marc Serena