Społeczeństwo

„Madame" czy może „Mademoiselle"? 

Artykuł opublikowany 29 kwietnia 2014
Artykuł opublikowany 29 kwietnia 2014

Ma­da­me? Ma­de­mo­isel­le? Pa­nien­ko? Pro­szę pani? W więk­szo­ści eu­ro­pej­skich ję­zy­ków można przy­wi­tać ko­bie­tę na kilka spo­so­bów. Wiele kra­jów pró­bu­je jed­nak po­zbyć się tej róż­no­rod­no­ści, po­nie­waż czę­sto te po­wi­ta­nia nie są neu­tral­ne, pod­kre­ślają wiek, stan cy­wil­ny ko­bie­ty i okre­śla­ją dy­na­mi­kę in­te­rak­cji.

Pod­czas prze­rwy na lunch w Pa­ry­żu po­chła­nia­łam moją przy­staw­kę w takim tem­pie, jakby od tego za­le­ża­ło, czy w ogóle zo­sta­nie mi po­da­ne danie głów­ne. W tym cza­sie moja przy­ja­ciół­ka sie­dzą­ca po dru­giej stro­nie stołu żywo opo­wia­da­ła mi o prze­ło­mo­wym mo­men­cie w jej życiu, jakim był zakup no­we­go miesz­ka­nia. Słu­cha­łam jej z wiel­kim prze­ję­ciem, jed­nak w pew­nym mo­men­cie nie mo­głam się po­wstrzy­mać i prze­rwa­łam jej, po­nie­waż po­trze­bo­wa­łam ostre­go sosu. 

„Po­pro­szę kel­ne­ra” — po­wie­dzia­ła. Nie cho­dzi o to, że nie po­tra­fię mówić po fran­cu­sku, ale jak wszy­scy wiemy, kel­ne­rzy są bar­dziej przy­chyl­ni ro­dzi­mym użyt­kow­ni­kom ich ję­zy­ka niż Ame­ry­ka­nom, któ­rzy w dodatku czę­sto pro­szą o wszyst­kie ro­dza­je sosów pod­czas jed­ne­go po­sił­ku.

- Voila, ma­da­me.

Moja przy­ja­ciół­ka za­nie­mó­wi­ła.

- Co jest?

- Na­zwał mnie „ma­da­me".

- No i?

- Czy wy­glą­dam aż tak staro?

- Coś Ty! A tak w ogóle, to mnie cały czas na­zy­wa­ją „ma­da­me".

Po tym in­cy­den­cie, za­cie­ka­wio­na opi­nią mojej przy­ja­ciół­ki na temat ty­tu­łów i sta­tu­sów spo­łecz­nych, z za­sko­cze­niem od­kry­łam, że była ona zwo­len­nicz­ką jed­na­ko­wego po­zdra­wia­nia ko­biet i męż­czyzn oraz cał­ko­wi­tego odej­ścia od formy „ma­de­mo­isel­le.”

To ra­czej prze­wrot­ne w jej przy­pad­ku.

„My­śla­łam, że czu­jesz się ura­żo­na, gdy ktoś nie zwra­ca się do cie­bie per «pa­nien­ko»” - po­wie­dzia­łam z za­sko­cze­niem.

Wielu ko­bie­tom nie od­po­wia­da ję­zy­ko­wy po­dział na mę­żat­ki i sin­giel­ki. Odkąd ist­nieje ter­min „panna" rów­nież do ję­zy­ka fran­cu­skie­go wpro­wa­dzo­no od­po­wied­nie formy grzecz­no­ścio­we — „ma­de­mo­isel­le” wobec mło­dych ko­biet i „ma­da­me” wobec ko­biet star­szych (lub wy­glą­da­ją­cych sta­rzej). Mimo że w 2012 roku były pre­mier Fran­cji Fran­ço­is Fil­lon za­ka­zał uży­wa­nia formy „ma­de­mo­isel­le” w do­ku­men­tach urzę­do­wych, ta forma nadal jest obec­na we fran­cu­skiej kul­tu­rze. Co wię­cej, jest ona uży­wa­na w sfe­rze pry­wat­nej, jak na przy­kład w do­ku­men­tach ubez­pie­czeń, ra­chun­kach za te­le­fon czy pre­nu­me­ro­wa­nych ma­ga­zy­nach. Teraz obie ko­bie­ty - star­sza, nie­za­męż­na - „vie­il­le fille”, jak i stara panna mogą być „ma­da­me”, przy­naj­mniej w pewnym sensie.

W Niem­czech zwrot „Fräulein” (panna) zo­stał za­ka­za­ny w la­tach 70., a już 10 lat póź­niej stał się te­ma­tem tabu. W więk­szo­ści kra­jów an­glo­ję­zycz­nych ist­nie­je opcja „Ms” (sto­su­je się go wobec mę­ża­tek, jak i ko­biet nie­za­męż­nych). Taki neu­tral­ny zwrot po­zwa­la unik­nąć nie­zręcz­ne­go nadawania etykietek. Oczy­wi­ście można użyć rów­nież zwro­tów „madam” i „ma’m” - są one jed­nak sta­ro­mod­ne lub wska­zu­ją na duży sza­cu­nek. Par­la­ment Eu­ro­pej­ski za­ka­zał uży­wa­nia zarówno zwrotu „Miss", jak i „Mrs", żeby unik­nąć sek­si­zmu i pro­mo­wać bar­dziej neu­tral­ny język.

Po roz­mo­wie z kil­ko­ma Francuzami i Francuzkami na temat wpro­wa­dzo­nych zmia­n oka­za­ło się, że zda­nia są po­dzie­lo­ne.

Nie­któ­re ko­bie­ty uwa­ża­ją, że używanie zwrotu „ma­de­mo­isel­le” to spo­sób na ocza­ro­wa­nie mło­dej ład­nej ko­bie­ty. Pewna niespełna trzydziestoletnia ko­bie­ta, z którą rozmawiałam, uzna­ła ten zwrot za uwo­dzi­ciel­ski, jed­nak nie chciała ujaw­niać swego wieku i stanu cy­wil­nego. Moja przy­ja­ciół­ka, która po­czu­ła się do­tknię­ta, kiedy zo­sta­ła na­zwa­na „ma­da­me”, uważa, że wiele zmian spo­łecz­nych wywodzi się z przepisów prawnych i upłynie jeszcze trochę czasu zanim ter­min „ma­de­mo­isel­le” na stałe zniknie z języka. Dla wielu męż­czyzn, z któ­ry­mi roz­ma­wia­łam, nie­na­tu­ral­nym by­ło­by na­zwa­nie mło­dej dziew­czy­ny „ma­da­me”. Nie­któ­rzy chcie­li wie­dzieć, dla­cze­go w ję­zy­ku fran­cu­skim nie ma mę­skie­go od­po­wied­ni­ka słowa „ma­de­mo­isel­le”. Pa­no­wie ci twier­dzi­li, że nie czują się jesz­cze go­to­wi na po­waż­ny zwrot „mon­sieur”. Kie­dyś ist­nia­ły formy „da­mo­ise­au” i „mon­da­mo­ise­au”, ale nigdy nie miały sta­tu­su ofi­cjal­ne­go. Uży­wa­ne były wobec mło­dych nie­żo­na­tych męż­czyzn. Dziś uży­wa­ny jest zwrot „jeune homme”, co ozna­cza „młody męż­czy­zna".

Fran­cja nie jest je­dy­nym pań­stwem, w którym do mło­dych ko­biet zwra­ca się w tra­dy­cyj­ny spo­sób. Rów­nież Włosi mają swoje „si­gno­ri­na”, a Hisz­pa­nie „se­no­ri­ta”. Zwro­ty te, po­dob­nie jak fran­cu­skie „ma­de­mo­isel­le”, mają cha­rak­ter schle­bia­ją­cy lub przy­ja­ciel­ski.

Z powyższych ob­ser­wa­cji wy­ni­ka­ją dwa wnio­ski: kraje takie jak Fran­cja i Hisz­pa­nia są albo bar­dzo za­lot­ne, albo bar­dzo tra­dy­cyj­ne. Możliwe też, że łączą te dwie cechy. Ale kto wie, może już wkrót­ce się to zmie­ni.