Społeczeństwo

Marinaleda: utopia bez kryzysu?

Artykuł opublikowany 5 sierpnia 2014
Artykuł opublikowany 5 sierpnia 2014

Jest w Hiszpanii miejscowość licząca 2 600 mieszkańców, w której praktykuje się pierwotne zasady socjalizmu. Miejscowość ta nazywa się Marinaleda i bezrobocie to zjawisko, o którym tam nie słyszano.

Ma­ri­na­le­da to utopijne miejsce w sercu Andaluzji. I choć ogólem około 29% Hiszpanów jest bez pracy, według zagranicznej prasy w Marinaledzie zjawisko bezrobocia nie istnieje. Jednak gdzie kończy się utopia i zaczyna się prawda?

Ma­ri­na­le­da to andaluzyjska miejscowość zamieszkiwana przez około 2 650 osób. W latach 80. aktywista Juan Ma­nuel Sánchez Gor­dil­lo - obecny burmistrz miasteczka - wraz ze swymi com­pañeros zajął rozległy obszar gruntu należący do jednego z tutejszych bogatych właścicieli. W ten sposób powstała Marinaleda. Zasady funkcjonowania miasteczka opierają się na unikalnym projekcie urbanistycznym.

W Marinaledzie nie zaciągasz kredytu hipotecznego na nieruchomości, lecz sam budujesz sobie dom. Grunt pod budowę otrzymujesz za darmo. dzięki umowom z lokalnymi władzami Andaluzji.

Pierwszym punktem naszej wizyty w Marinaledzie jest rozmowa z władzami miasteczka. Niestety nie udaje nam się spotkać z burmistrzem Juanem Manuelem Sanchezem Gordillo, który ostatnio z braku dowodów został zwolniony z zarzutów podburzania ludzi do rewolt w supermarketach. Udaje nam się umówić na rozmowę z jego zastępcą. Czekając na spotkanie zwiedzamy ratusz i natykamy się na publiczną salę komputerową.

Jeden z pracowników ratusza mówi nam, że sali komputerowej nie odwiedza zbyt wielu mieszkańców Marinaledy. Większość z nich to rolnicy z podstawowym wykształceniem. Ponadto w miejscowości nie organizuje się specjalnych szkoleń. Nie można też powiedzieć, że jest tu obecny duch przedsiębiorczości. W następnej kolejności postanawiamy odwiedzić tutejszą szkołę i sprawdzić jak kształci się tych, którzy są przyszłością tej małej społeczności. 



Jorge Del­gado Mar­tin, dyrektor szkoły En­car­na­ción Ruiz Por­ras wita nas z ogromną serdecznością. Tłumaczy nam, że program szkoły jest ustalany przez władze regionu, podobnie jak w pozostałych częściach Andaluzji.

Specjalny nacisk kładzie się w szkole na  zajęcia z  ogrodnictwa. Wszystkie dzieci muszą uczęszczać także na edukację obywatelską, podczas której uczą się zasad życia w społeczeństwie socjalistycznym.

Przechodzimy obok jednego z dwóch banków oszczędnościowych w Marinaledzie. Niestety żaden z ich pracowników nie chce odpowiedzieć na nasze pytania tłumacząc się względami bezpieczeństwa. Jak wyglądają transakcje finansowe w Marinaledzie? Kim są klienci banków? Czy Ratusz ma swoje konto? Poza niewielkimi pensjami mieszkańców pieniądze przepływające przez tutejsze banki to dofinansowania z PER (Plan de Em­pleo Rural, ed.). Corocznie do Marinaledy trafia 325 000 euro grantu, który jest rozdzielany pomiędzy rolników, którzy spełniają odpowiednie kryteria. Część pieniędzy jest również przeznaczana na materiały budowlane dla mieszkańców.

Twarzą w twarz

W ratuszu jesteśmy świadkami tego, jak jeden z mieszkańców składa skargę o kradzież. Dlaczego nie pójdzie z tym na policję? Zadajemy to pytanie Es­per­anzy Saave­drze, zastępcy burmistrza.

„W Marinaledzie nie ma policji. Tutaj bardziej wierzymy w sprawiedliwość społeczną, niż represje” – tłumaczy. „Pieniądze przeznaczamy na projekty, które mogą służyć wszystkim mieszkańcom, na przykład budowę niedrogiego basenu publicznego”.

Gdy wychodzimy z ratusza, przed wejściem spotykamy młodego, może dwudziestoletniego mężczyznę i kobietę, która czeka na rozmowę z burmistrzem, by poprosić o zatrudnienie. Czy jednak nie pisano o Marinaledzie, że jest to miejsce, w którym nie ma bezrobocia? „Dziś już nie” – zapewnia się nas w ratuszu. Tu pracują wszyscy, ale tylko przez pięć dni w miesiącu za pensję wynoszącą średnio 235 euro. Dodatkowo pensje wypłacane są z opóźnieniem, czasem nawet trzymiesięcznym. Wnioskować z tego można, że kryzys dotknął również to utopijne miasteczko.

Ratusz nie był w stanie przedstawić nam wiarygodnych danych dotyczących zatrudnienia w Marinaledzie. Według Narodowego Biura Zatrudnienia (Ser­vi­cio Pub­lico de Em­pleo Es­tatal) jedynie 199 osób pracuje tu na umowę. Wszystkie z nich to umowy czasowe z sektora rolnictwa.

Przenosimy się do baru, w którym spotykamy całą mozaikę tutejszych mieszkańców. Większość z nich to rolnicy, którzy wracają ze zbiorów oliwek. Wszyscy są ubrani w dresy, strój przeważający we wszystkich częściach Marinaledy (z wyłączeniem banku). Sowiecki charakter miejsca przejawia się również w ceremonii zbierania plonów. Każdej nocy przez miasteczko przejeżdża van z ogromnymi głośnikami, przez które podaje się do wiadomości która grupa rolników (każda z nich ma swoją własną nazwę) pracuje nazajutrz na danym polu.

Przyjechaliśmy do Marinaledy z nadzieją na odnalezienie utopii. Nie mogliśmy być jednak w większym błędzie. Jak się przekonaliśmy Marinaleda to społeczność rolników i ich rodzin, którzy nie otrzymują ani żadnych szkoleń, ani pomocy w prowadzeniu własnego biznesu. Burmistrz, na stanowisku od 35 lat, stworzył miasteczko na swój własny obraz i podobieństwo. Marinaleda to pseudo-komunistyczny projekt, który od lat tkwi w stagnacji.

To miejsce, które tak naprawdę nie istnieje. Wszystkie dochody pochodzą z dofinansowań od regionu, państwa i Unii Europejskiej. Marinaledzie dano życie w imię „pokoju, chleba i pracy”. Jednak nie bezrobocie, lecz praca, która zapewniłaby mieszkańcom godne życie (i rozwój) w Marinaledzie nie istnieje.

Specjalne podziękowania dla Clary Fajardo, która pomogła dziennikarzom dostać się do Marinaledy i brała udział w tworzeniu reportażu.

TEN RE­POR­TAŻ JEST CZĘ­ŚCIĄ SE­WIL­SKEJ EDY­CJI PRO­JEK­TU „EU­TO­PIA: TIME TO VOTE”, KTÓRA OD­BY­ŁA SIĘ W DNIACH 19-23 LU­TE­GO. PRO­JEKT JEST WSPÓŁ­FI­NAN­SO­WA­NY PRZEZ KO­MI­SJĘ EU­RO­PEJ­SKĄ, MI­NI­STER­STWO SPRAW ZA­GRA­NICZ­NYCH FRAN­CJI, FUN­DA­CJĘ HIP­POCRÈNE, FUN­DA­CJĘ CHAR­LE­SA LE­OPOL­DA MAY­ERA ORAZ FUN­DA­CJĘ EVENS.