Społeczeństwo

Martha Beatriz Roque, waleczna Kubanka

Artykuł opublikowany 18 sierpnia 2006
Artykuł opublikowany 18 sierpnia 2006
Podczas gdy Fidel Castro leży w szpitalu, a władza jest w rękach jego brata Raula, kubańska dysydentka oskarża reżim o to, że zapomniał o ludziach. Roque opowiada nam swoją historię w trudnych okolicznościach.

Uwaga, filmują nas! Wywiad jeszcze się nie rozpoczął a oburzony wzrok kubańskiej dysydencki, Marthy Beatriz Roque Cabello przeszywa wilgotną atmosferę patia, w którym się znajdujemy. To jeden z wielu hoteli Starej Hawany kontrolowanych przez państwową firmę Habaguanex. Jakaś kobieta pozuje jako turystka swojemu domniemanemu mężowi, choć wyraźnie widać, że pochodzi z Kuby, lecz obiektem filmu nie jest ona - jesteśmy nim my.

"Ojczyzna należy do wszystkich"

Roque nie wydaje się zaskoczona. Od miesięcy robią mi zdjęcia za każdym razem kiedy wchodzę do domu lub z niego wychodzę, mówi. Jak to się stało, że została jedną z osób najbardziej śledzonych przez reżim Fidela Castro? Wszystko zaczęło się w 1989 roku. Wykładałam ekonomię na Uniwersytecie Hawańskim i podczas jednych z zajęć skrytykowałam rozstrzelanie generała Arnoldo Ochoa, dawnego bohatera rewolucji oskarżonego o przemyt narkotyków. Zwolnili mnie z pracy kilka dni później. To były początki kubańskiego kryzysu gospodarczego, kiedy to ZSRR zawiesił umowy handlowe, które pozwalały Kubie eksportować cukier po zawyżonych cenach w zamian za ropę po preferencyjnych cenach. W latach 1989-1995 nie wydano żadnych oficjalnych statystyk, mówi podirytowana ekonomistka. Dlatego też postanowiłam założyć Kubański Instytut Niezależnych Ekonomistów (Instituto Cubano de Economistas Independientes) aby świat dowiedział się co się dzieje na Kubie i aby walczyć z dezinformacją. Została ukarana w 1997 roku i osadzona w więzieniu na 3 lata razem z Felixem Bonné, René Gómezem i Vladimiro Roca. Wszyscy oni podpisali się pod dokumentem "Ojczyzna należy do wszystkich", który to miał odwagę krytykować oficjalny tekst Kubańskiej Partii Komunistycznej. Po odbyciu tej kary Roque została ponownie osadzona w więzieniu w marcu 2003 r., jako jedyna kobieta z grupy 75 dysydentów oskarżonych przez reżim Castro. Tym razem wyrok był znacznie surowszy: 20 lat. Fala krytyki międzynarodowej sprawiła, że UE nałożyła na Hawanę sankcje. Po zawale, jaki Roque przeszła w lipcu 2004r., otrzymała areszt domowy.

"Policjant w każdym Kubańczyku"

Jej cierpieniom jednak nie ma końca. Reżim stale mnie prześladuje. Moi bliscy nawet nie mogą ze mną rozmawiać, ponieważ mogliby stracić pracę. 25 kwietnia 2006 r. padłam ofiarą brutalnej napaści w moim własnym domu! (zobacz zdjęcie) Reżim kubański jest bardzo dobrze zorganizowany: w każdym budynku, nawet w najbardziej odległych miejscach kraju jest woluntariusz, przewodniczący, Komitetu Obrony Rewolucji, który kontroluje życie wszystkich mieszkańców. Wiedzą o tobie wszystko: ile zarabiasz, dokąd idziesz, kogo gościsz u siebie w domu. Obecnie pod pretekstem inspekcji do spraw walki z komarami wchodzą nawet do twojego domu. Kontrola jest straszna i uczestniczy w niej całe społeczeństwo. W każdym Kubańczyku jest policjant, wyjaśnia Roque. W międzyczasie kelnerzy i personel hotelowy, normalnie trudni do zlokalizowania, przystają przy naszym stoliku. "¿Desean algo, señores?" ("Czy życzą sobie państwo czegoś?"). Podczas gdy filmowanie trwa dalej, powietrze na tym dziwnie opustoszałym patio staje się coraz cięższe.

"Apartheid przeciwko Kubańczykom"

Kiedy coś się zmieni na Kubie? Reżim Fidela Castro żyję przyszłością, obiecując ludziom raj, ale zapomina o teraźniejszości, wyjaśnia Martha Beatriz Roque. Z pewnością niewielu wierzy w zmiany, a wielu chce uciec z kraju, lecz codzienne życie Kubańczyków, tu i teraz, jest tak beznadziejne, że zmiany nie mogą być daleko. Czy trzeba będzie poczekać na śmierć 80-letniego już Fidela Castro? Niekoniecznie, wyznaje zdeterminowana, lecz nie do końca przekonana. Zmiany mogą nadejść szybciej, ponieważ Kubańczycy cierpią z powodu reżimu "apartheidu": wyklucza się ich z wielu miejsc zarezerwowanych tylko dla turystów (jak na przykład region Varadero, przyp.red.). Wiele konsumpcyjnych dóbr nie jest osiągalnych dla przeciętnego Kubańczyka: przeciętna pensja wynosi 9 dolarów, podczas gdy para butów kosztuje 20 dolarów. Jeśli dostęp do środków komunikacji jest kontrolowany, jak wpłynąć na opinię publiczną? To prawda. Używanie internetu jest na przykład bardzo ograniczone. Pewien dziennikarz, Guillermo Fariñas, rozpoczął strajk głodowy 31 stycznia 2006r. (który zakończył się 30 czerwca) właśnie dlatego, że rząd nie dawał mu pozwolenia na dostęp do internetu. Nikt z opozycji od 1994r. nie może się zwracać do Kubańczyków, a jednak ludzie wyszli w Malecón w Hawanie aby zaprotestować przeciwko reżimowi. W międzyczasie dwójka "turystów", którzy wcześniej nas filmowali, robi zdjęcia schodom w kształcie ślimaka, które dominują nad patiem hotelu.

Europa? "Pomaga, ale o niczym nie mówi"

Co mogą zrobić inne państwa w sprawie Kuby? Wiele, chociaż zmiany powinny zachodzić od wewnątrz. Nigdy nie będziemy kolejną gwiazdą w fladze Stanów Zjednoczonych ani kolejnym krajem należącym do Unii Europejskiej. Bez wątpienia jednak wsparcie międzynarodowe jest rzeczą fundamentalną. Stany Zjednoczone wspierają naszą walkę. Czasami otrzymujemy pomoc od organizacji pozarządowych, lecz nie w postaci pieniędzy. Nie robię tego co robię dla pieniędzy (o co rząd ciągle oskarża dysydentów), ale dla demokracji.

A Europa? Również Unia Europejska i jej oficjalna delegacja w Hawanie nam pomaga, choć o tym się nie mówi. Jakiś czas temu spotkałam się z francuskim ambasadorem, który, podobnie jak inni dyplomaci europejscy, wysłał mi kwiaty po tym jak mnie napadnięto. A jeśli chodzi o zniesienie europejskich sankcji przeciwko rządowi kubańskiemu, które zostało ogłoszone pod koniec 2005 roku? Roque wygłasza wyraźne polityczne przesłanie: Myślałam, że Unia Europejska jest silniejsza. W rzeczywistości hiszpański rząd naciska ze względu na przyjaźń z Hawaną, wyjaśnia. Kończy się nasz czas i kończy się również filmowanie. Czy obawia się konsekwencji związanych z udzieleniem tego wywiadu? Nie, zawsze wychodzę z ubraniami na zmianę w torbie na wypadek gdyby mnie aresztowali, żartuje.

Jeśli chodzi o autora artykułu, będzie musiał się zmierzyć z niespodziewaną dwugodzinną rewizją na lotnisku... Przypadek?