Społeczeństwo

„Million Dollar Baby” Stambuł – bycie kobietą nie przeszkadza w sporcie

Artykuł opublikowany 21 sierpnia 2012
Artykuł opublikowany 21 sierpnia 2012
W Olimpiadzie w Londynie zapowiedziało swój udział więcej tureckich zawodniczek (66) niż zawodników (48). „Różnica pomiędzy mężczyznami i kobietami jest taka, że tureccy mężczyźni tak naprawdę nie lubią sportu – oni tylko lubią wygrywać” - stwierdza jedna z moich tureckich znajomych w Istambule, będącym sportową stolicą Europy roku 2012.

Czy tureckie kobiety są bardziej uczciwe w rywalizacji sportowej niż mężczyźni? Czy to właśnie powód ich sukcesów? A może są lepsze w grach zespołowych? Spośród 66 reprezentantek Turcji na letnich Igrzyskach Olimpijskichw Londynie (27 lipca – 12 sierpnia), 24 weszło w skład zespołów koszykówki i siatkówki halowej. „Na pewno jesteśmy bardziej uczciwe i obiektywne niż mężczyźni” - mówi Nursen, 56-letnia fanka klubu piłkarskiego Fenerbahce, która zasiadła na trybunach meczu pomiędzy Manisaspor i Fenerbahce w 2011 roku, otwartego wyłącznie dla kobiet i dzieci. „Nie kierują nami żadne uprzedzenia. Nie zależy nam na tym, żeby walczyć przed meczem. Chcemy tylko oglądać oraz wspierać nasz zespół i czerpać radość z obecności na stadionie”. Ale kobiety również muszą kochać zwycięstwo. Czym byłaby rywalizacja bez woli walki i wygranej?

Wojowniczka

Wskakuję na prom, a potem przedzieram się trasą autobusową do Kavacik w Stambule, do klubu MMA Corvos. „Odbyłem wielogodzinne rozmowy telefoniczne z facetami, którzy opowiadali mi o tym, jak bardzo chcą walczyć, ale kiedy tylko mówiłem im gdzie znajduje się klub, stwierdzali, że to za daleko” - opowiada założyciel klubu Burak Deger Bicer, który przywitał mnie otwartymi ramionami i kubkiem znakomitej kawy. „A mieszkali zaledwie 3 km stąd. Suzan jechała ponad 30 km, żeby tutaj dotrzeć, publicznym transportem”. Suzan Özen jest zawodniczką MMA, która znalazła informację o klubie Corvos w Internecie. Tak jak w filmie „Million Dollar Baby” (2004), 28-latka wkroczyła do sali ćwiczeń i ogłosiła: „chcę walczyć”.

Teraz, kiedy mocuje się i przewraca z mężczyznami po macie podczas treningów brazylijskiego ju-jitsu, wydaje się że nikt nie ma nic przeciwko temu. Nosi makijaż i wytatuowanego na ramieniu kruka, logo klubu. Wita mnie szerokim, pięknym uśmiechem, a kiedy Burak tłumaczy jej pierwsze zdanie, od razu wiem, że brazylijskie ju-jitsu to całe jej życie. „Przez całe życie szukałam czegoś i nareszcie znalazłam” - mówi. „To rodzaj długo oczekiwanego szczęścia. Moim celem jest by robić to zawodowo, ale trudno jest znaleźć sponsora i pieniądze do wzięcia udziału w turniejach międzynarodowych. Mimo że moi krewni pochodzą ze wschodu i żyją na wsi, są inni, wspierają mój wybór. Mój ojciec powiedział: „Kiedy moja córka czymś się zajmuje, wie co robi”.

„Niektórzy faceci zaakceptują walkę z dziewczyną, pokochają za to ten sport i będą trenować dalej. Innym się to nie spodoba, poczują się źle i zrezygnują”.

„Generalnie w Turcji funkcjonuje wiele przesądów na temat sztuk walki” - dodaje Burak. „Szczególnie jeśli jesteś kobietą a w grę wchodzi grappling i bliski kontakt. Ale my nie oceniamy ludzi. Nie ma dla nas znaczenia czy jesteś bogaty czy biedny, czy jesteś chłopcem czy dziewczyną, interesuje nas tylko technika. Nie myślimy o piersiach, myślimy: może ona ma krótsze nogi itp. Ludzie, którzy czują się z tym niewygodnie, to najczęściej początkujący. Czasami pozwalam facetom, którzy przychodzą do naszego klubu, powalczyć z Suzan, żeby pokazać im jak skuteczne jest to, co robimy. Ona potrafi walczyć z mężczyzną dwa razy większym od niej i z nim wygrać. Niektórzy faceci zaakceptują walkę z dziewczyną, pokochają za to ten sport i będą trenować dalej. Innym się to nie spodoba, poczują się źle i zrezygnują. Tak już po prostu jest”.

Bieg z chustą na głowie

W Lesie Belgradzkim, 15 km na północny zachód od Stambułu, Reyhan i Nergiz proponują mi wspólne śniadanie. Nauczycielki języka niemieckiego i angielskiego spędzają wolny dzień na pieszych i rowerowych wycieczkach. „Nasi przyjaciele myślą, że zwariowałyśmy” - śmieją się. „Większość z nich włóczy się po barach i kawiarniach. Uważają, że jesteśmy dziwaczne”. Kiedy wybieram się z nimi na rowerową przejażdżkę, nie jestem pewna czy ludzie, których mijamy, są zafascynowani czy zmieszani, ale na pewno gapią się na nas. Reyhan nauczyła się jeździć na rowerze zaledwie dwa lata temu. „Wychowałam się w małej tureckiej wsi, nie mieliśmy pieniędzy na zakup roweru” - tłumaczy. W drodze powrotnej, przez okno autobusu jadącego na Plac Taksim, dostrzegam mężczyzn, którzy w ten gorący lipcowy dzień szukają ochłody w wodach Bosforu. Tymczasem ubrane w hidżaby kobiety siedzą i przyglądają się im. Uprawianie sportu stanowi tu dla kobiety nie lada wyzwanie, jeśli jest wychowywana zgodnie z tradycją (wydaje się, że Suzan miała nieco więcej szczęścia), chusta natomiast może stanowić dodatkowe utrudnienie.

Dr Emma Tarlo, autorka książki „Visibly Muslim: Fashion, Politics, Faith”, przeprowadziła badania pokazujące, że kobiety zrezygnowały ze sportu ze względu na ubiór. Mieszkająca w Holandii i żonata z tureckim mężczyzną Cindy van den Bremen twierdzi, że to stereotyp. Jest projektantką i twórcą Capsters: sportowych hidżabów z wykorzystaniem techniki rzepu. Dzięki jej projektom Fifa, w porozumieniu z Księciem Jordanii Ali Bin Al-Husseinem, uchyliła zakaz noszenia hidżabu. „Co jest istotne w kwestii sportu i hidżabów, to stworzenie większych możliwości kobietom” - tłumaczy. „Kobiety w państwach i społecznościach islamskich muszą się zmierzyć z wieloma przeszkodami, jeśli chcą uprawiać sport. Wzorce tam przyjęte mają dla nich kluczowe znaczenie: pokazują co jest dozwolone, z hidżabem czy bez. W Capsters nie opowiadamy się ani za ani przeciwko chustom, wspieramy tylko prawo wyboru i wolnej woli. Wszystko zależy od kobiety”.

Hidżab sam w sobie nie jest jednoznaczny z opresją, a „współczesny” strój nie zawsze musi wiązać się z postępowymi poglądami. Dla niektórych kobiet uprawianie sportu w hidżabie jest sposobem na stopniowe przełamywanie „modelu kury domowej”, podczas gdy dla innych jest to świadomy i podejmowany z dumą wybór. Z hidżabem czy bez, wciąż jest to przede wszystkim walka z tradycyjnym spojrzeniem na rolę kobiety w tureckim społeczeństwie. Duch walki na pewno jest tu bardzo przydatny. Doskonałym tego podsumowaniem będą słowa widocznej na filmie mistrzyni lekkoatletyki Nevin Yanit: „Kiedy dziewczyny zaczynają uprawiać sport, wielu ludzi pyta czy kobieta może to robić”. Jednak gdy wygrała złoty medal na lekkoatletycznych mistrzostwach Europy w Barcelonie, władze jej miasta dostrzegły jak trudną drogę musiała pokonać i postanowiły nazwać jej imieniem stadion lekkoatletyczny – na którym ona sama obecnie trenuje.

Ten artykuł jest częścią piątej edycji (2012) „Orient Express Reporter”, sztandarowego projektu cafebabel.com, w ramach którego bałkańscy dziennikarze odwiedzają miasta Unii Europejskich i vice versa. Szczególne podziękowania należą się Burcu Baykurt, Cansu Ekemekcioglu, Recai Yuksel i członkom klubu MMA Corvos.

Zdjęcia: główne © dzięki uprzejmości London Olympics 2012; w tekście © Carole Viaene