Społeczeństwo

Miss Marion: francuska gwiazda burleski „będzie się z tobą droczyć aż do śmierci”

Artykuł opublikowany 21 lipca 2009
Artykuł opublikowany 21 lipca 2009
32-latka z Normandii występuje w „spowolnionej” wersji burleski. Taniec popularny z historycznego punktu widzenia w epokach depresji, staje się zmodernizowaną formą teatralną poprzez najnowsze przedstawienie Marion łączące ze sobą zasłonki na sutki oraz iPhone’a - przystępną formę ucieczki dla Europejczyków w czasach recesji.

W suterenie galerii sztuki, w przejściu niedaleko Opery, wieczorna iluzja pojawia się w formie czarnej ściany formującej anonimową klatkę piersiową (poitrine). Zasłonki na sutkach kołyszą się wolno przez 5 minut, nabierając impetu adekwatnie do brzmiącej muzyki zanim zwyczajnie się zatrzymują. Panna Marion obniża przesadność burleski – formy teatralnej parodii, która na początku XIX-go wieku wzbogacona została o striptiz - do poziomu „wolnej burleski”, gdzie wymowne gesty hipnotyzują widzów”. „Publiczność musi oglądać przedstawienie, od początku wejść do innego wszechświata”, wyjaśnia gdy spotykamy się dwa tygodnie później w prywatnym, wyłożonym aksamitnymi poduszkami klubie. Interpretacje utworów „Put a Spell on You” („Rzucę na ciebie klątwę”) oraz „Summertime” („Lato”) służą jako tło muzyczne. Wytworna i wyrafinowana w butach na obcasach, w bluzce oraz spodniach z podwyższoną talią, mówi z tzw. akcentem Frockney (frog/cockney, akcent francusko-angielski), którego nauczyła się mieszkając przez 18 miesięcy w londyńskiej dzielnicy East End.

(zdj.: Cindy Gravelat)

Obnażanie

Panna Marion jest szczera co do faktu, że interpretuje formę sztuki, która już istnieje, zaprzeczając, że to tylko striptiz. „To badanie kobiecości i zjawiska podglądania”, tłumaczy się między długimi przerwami i łyczkami cytrynowego Martini. „To jest sposób w jaki nieodparty urok działa pomiędzy mną a publicznością. Nie lubię tańca erotycznego lub tańca na stole. To nie w moim guście. To może być piękne, ale też niegrzeczne. To co ja robię to wzmacnianie pozycji kobiety. Mogę kogoś uciszyć będąc niemiła wzrokiem”, mówi, przywołując obraz Louise Brooks, która zamrażała mężczyzn swoim spojrzeniem w niemieckim filmie „Puszka Pandory” (1929). Marion straciła tę „moc” gdy po 3 latach przestała się rozbierać na scenie, zmęczona samym obnażaniem się. „Musiałam zdystansować się do ucieleśniania postaci ze sławnych czasów, ubierając i zrzucając ubrania, idąc od jednej do drugiej postaci – femme fatale, dziewczyna z sąsiedztwa, światowej sławy modelka, sekretarka. Tym razem chcę aby ludzie patrzyli na tylko jedną część mojego ciała”, mówi, wyciągając z torebki projektor w kształcie długopisu. Oświetlając drewniany panel na ścianie można momentalnie zobaczyć klatkę piersiową Marion podrygującą w rytm cichej ścieżki dźwiękowej pt. „Let’s Face the Music and Dance” (“Stawmy czoła muzyce i tańczmy”).

(zdj.: Nabeelah Shabbir)„Większość ludzi we Francji i tak nie wie nic na temat burleski”, uzasadnia Marion. Mimo to, Francja jest europejskim domem burleski; Paryż mocno kojarzy się z powstaniem takich klasyków jak Moulin Rouge oraz otwartym w 1965 roku Crazy Horse, miejscami przeznaczonymi dla bardziej elitarnej publiczności. „Zawsze istniała różnica między tym, co chciałam powiedzieć ze względu na moją pracę, a tym co ludzie z niej dostają”, dodaje Marion. „Może nie zdaje sobie z tego sprawy. To ważne aby docierać do ludzi, kolidować w pewien sposób z ich życiem codziennym oraz próbować podążać za moimi marzeniami”.

Druga pani Marion

Jej matka była „feministka, która nie nosiła makijażu”, a ojciec prowadził centrum dla młodzieży w nadmorskim mieście Cherbourg. Marion dorastała oglądając Hitchcocka i strojąc się z przyjaciółkami. „Lata siedemdziesiąte mnie nie interesują, ponieważ kodeks kobiecości zniknął wraz z walka feministek”. Jej rodzice ja wspierają. Oglądali nawet jej występ w Paryżu. „ Myślą, że zrobiłam całkiem dobre wrażenie, nawet jeżeli nie rozumieją dlaczego na pewnym etapie występu chcę się rozbierać”.

W wieku 18-tu lat Marion Boucard przeniosła się do Paryża aby studiować sztukę. Jej praca magisterska skupiła się na lalce Barbie, kolorze różowym i kobiecości. Francuska stolica wydala jej „ekshibicjonistyczną rzecz”. Po dwóch badawczych wyprawach do Las Vegas, a później zjazdach w San Francisco, dodała do swojego imienia przedrostek „Pani” zgodnie z tradycją w Ameryce – kraju, gdzie po raz pierwszy ograniczono burleskę do „striptizu”. Panna Marion staje twarzą w twarz ze sprzecznością gwiazd w minionych czasach, które były symbolem seksu w centrum zainteresowania opinii publicznej, a w środku kruchymi istotami. Jest fanką podnoszącej morale seksbomby z czasów wojennych, której zdjęcia żołnierze przypinali na swoich ścianach. Jest irracjonalną kobietą, która skręca kabel wokół telefonu by kontrolować się jak tylko „odbije jej na punkcie faceta, czekając aż zadzwoni”. Dziewczyna powinna pokazywać swoja kobiecość nosząc spódniczki zamiast spodni, śmieje się Marion. „Faceci to uwielbiają”.

(zdj.: littlestylebox.com/blog.php)Marion wciąż miała swoja „dzienną pracę” w public relations w firmie Dame Vivienne Westwood przez ostatnie 5 lat. Ubrania brytyjskiej projektantki mody definiują jej kobiecość: „Wiem co mi pasuje. Nie muszę się martwić o trendy w modzie. Westwood jest całkiem tolerancyjna jeśli chodzi o kreatywny talent”. W rzeczywistości Marion Boucard ziszcza marzenia „Miss Marion”, to jest hobby, które kontroluje. „Naprawdę mogę wybrać czy chce to robić, czy nie chcę. Lubię powiedzieć ‘nie’ pewnym rzeczom”.

Jej najnowsza instalacja artystyczna to odcięcie się od czasów nagości. Jej tzw. „Titsmobile” (samochód prowadzony za pomocą piersi) zaparkowany jest na zewnątrz galerii B.A.N.K, która reprezentowała Marion przez ostatnie 2 lata. Video z jej przedstawienia jest wyświetlane za pomocą iPhone’a przymocowanego do przedniego lusterka Chryslera z lat 50-tych, którego podarowano amerykańskiej aktorce Ricie Hayworth gdy przyjechała do Paryża. „To jest takie ważne by ze względu na kryzys finansowy kierować się instynktem i robić to co lubisz w przypadku gdy masz pracę, której nie lubisz”, dodaje Marion. W filmie Sydneya Pollacka z 1969 roku pt. „Czyż nie dobija się koni?”, będącego adaptacją książki z 1935roku, z akcją rozgrywającą się na tle wydarzeń w czasie Wielkiej Depresji w Ameryce, postać grana przez Jane Fondę tańczy dniami i nocami w konkursie tanecznym. Poprzez dzielenie z nami swoich fantazji, panna Marion podejmuje się upamiętnienia tego okresu problemów ekonomicznych poprzez „coś pięknego, czemu warto się oddać choć na chwile i odłożyć na bok swoje zmartwienia. Uwielbiam ten cytat konceptualnego amerykańskiego artysty Jeffa Koonsa”, dodaje Marion, „Artysta powinien usuwać zmartwienia z ludzkich umysłów”.