Społeczeństwo

mit polskiego hydraulika odchodzi do lamusa

Artykuł opublikowany 12 lipca 2013
Artykuł opublikowany 12 lipca 2013

Czasy, gdy szczytem marzeń Polaków był wyjazd z kraju i znalezienie zatrudnienia za granicą dawno odeszły w niepamięć. Prawie dziesięć lat po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej, młodzi Warszawiacy chcą aktywnie przyczyniać się do rozwoju swojej stolicy.

Kwiecień 2013. Szare miasto przytłacza przedziwną plątaniną stylów architektonicznych, a zalegające gdzieniegdzie łaty brudnego śniegu przypominają jak surowa była tegoroczna zima. Jednak Warszawa nie tkwi w śnie zimowym. Nieopodal historycznego, wiernie zrekonstruowanego po drugiej wojnie światowej centrum, tętni życiem kolorowy Nowy Świat – jedna z najbardziej uczęszczanych ulic stolicy. To właśnie tu, w sąsiedztwie Uniwersytetu Warszawskiego, intensywnie kwitnie kawiarniane i klubowe życie Warszawy. To również tu spotkać można najwięcej przedstawicieli dorosłej polskiej młodzieży.La rue du nouveau monde.

Kemping, słoneczko i orzeszki

Z Kamilą Baranowską spotykam się w "Ministerstwie Kawy" – miejscu wręcz stworzonym do rozmów o przełamywaniu zahamowań poprzednich pokoleń i oswajaniu zmór pokolenia własnego. Kamila to typowa Warszawianka, jeżeli w Warszawie można mówić o jakiejkolwiek typowości. Kamila, na pozór wątła, lecz energiczna dwudziestoczterolatka, spędziła semestr w Rzymie w ramach programu Erasmus. Na tym jej przygoda z podróżami jednak się nie zakończyła – podczas wakacji Kamila pracowała również w innych zakątkach Europy, przede wszystkim w Grecji. Wybór kontrowersyjny, jeśli weźmie się pod uwagę tamtejszy wysoki wskaźnik bezrobocia, sięgający 64,2% wśród osób poniżej 25. roku życia. Przypadek Kamili jest dowodem na to, że pomimo wielu niedogodności, młodzi Polacy wyjeżdzają z ojczyzny na miesiąc lub dwa, niektórzy z nich na dłużej. Powody, dla których to robią stają się jasne, gdy przyjrzymy się zarobkom w ich ojczyźnie. Pracując jako kelnerka w Polsce, Kamila zarabiała 7 złotych na godzinę, co przez niektórych uważane jest za stawkę głodową. Nic zatem dziwnego, że Kamila wspomina czas spędzony w Grecji z błyszczącymi oczami i wypiekami na twarzy. "Pracując u Greków mogłam liczyć na dwa razy wyższe stawki oraz bonus w postaci słońca i pięknych krajobrazów" – mówi.

Podobne pobudki pchnęły do wyjazdu Piotra Wogcika, który dwa razy z rzędu pracował w wakacje za granicą. Wraz z grupą znajomych wyjechał do Holandii, żeby zarabiać przy zbiorach cebulek tulipanów. To praca fizyczna, po 10 godzin dziennie, 5 lub 6 dni w tygodniu (w zależności od potrzeb zarobkowych), która jest bardzo wyczerpująca. Oprócz jednego Turka, wśród zatrudnionych byli jedynie Polacy. Podczas pierwszego pobytu w Holandii, Piotr zachłysnął się urokami nowego stylu życia: mieszkał na kempingu, podróżował ze znajomymi, zwiedził Amsterdam, zasmakował niezależności oraz, jak mówi, dowiedział się czym jest "kraj wolności". Swojego holenderskiego szefa wspomina jako człowieka uprzejmego, bez skłonności do wyzyskiwania ludzi. Wysokość zarobków w Holandii zależna jest od wieku pracownika. Osoby poniżej 20. roku życia - jak wspomina Piotr - mogły liczyć na stawkę od 6 do 7,75 euro za godzinę. To kwota maksymalna, jaka może zostać zaproponowana wykwalifikowanemu polskiemu robotnikowi, który za granicą pracuje na czarno. Ten entuzjazm dość szybko opuścił Piotra, gdy powrócił do pracy na północy Europy rok później. Nagrodą za jego uśmiech i krzepkość była bowiem ciężka, rutynowa i monotonna praca, która momentami doprowadzała go do rozpaczy. Gdy opowiada o ponurych dniach, powtarzających się czynnościach i o wyczerpaniu, nie można oprzeć się wrażeniu, że ten młody człowiek - student psychologii pracy – odkrył drugie oblicze zarobkowych wyjazdów za granicę. Dziś mówi, że zamiast zarabiać mięśniami, woli wykorzystywać swoje zdolności umysłowe.

Mity polskiego hydraulika i polskiej pielęgniarki, które powstały w 2005 roku, zwłaszcza we Francji, podczas debaty nad dyrektywą usługową Bolkensteina, odeszły do lamusa. W tamtym okresie Francja obawiała się, że imigranci ze wschodu Europy nie podejmą się pracy za płacę trzykrotnie niższą od zarobków Francuzów. Fala imigracji, która rozpoczęła się po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej w 2004 roku, zalała jednak przede wszystkim Wyspy Brytyjskie. W kwestii emigrantów nie należy mieć jednak złudzeń: Europa nie wita młodych ze Wschodu z otwartymi ramionami, a zwłaszcza bywa mało przychylna dla tych, którzy poszukują „pracy umysłowej”. 

Polska stawiła czoła kryzysowi gospodarczemu, który od 2008 roku pogrążył wiele krajów Unii Europejskiej w nędzy finansowej i marazmie. Według Moniki Constant, dyrektor generalnej Francuskiej Izby Przemysłowo-Handlowej w Polsce, fakt ten ma ogromne znaczenie dla kraju. Constant tłumaczy, że: "w kilku ostatnich latach zanotowaliśmy spadek wzrostu gospodarczego z 4,5% do 1,7%. Jest to oczywiste zahamowanie rozwoju, jednak w porównaniu do wskaźników innych krajów europejskich, można uznać to za przyzwoity wynik". Dzięki dynamicznie rozwijającej się gospodarce, Polska zdołała utrzymać wzrost na rynkach. Choć aż 650 do 700 francuskich przedsiębiorstw otworzyło swoje oddziały w Polsce, głównym inwestorem są tu Niemcy, z którymi kraj od wielu lat utrzymuje kontakty handlowe. Za Odrą, gdzie perspektywy rozwoju są bardzo obiecujące, pracuje dziś 176 000 polskich imigrantów.

Monika Constant zwraca również uwagę na fakt, że Warszawa jest "trampoliną do krajów sąsiednich", takich jak Ukraina czy Rosja. Ponadto, nawet 75% polskich produktów jest eksportowanych do państw członkowskich UE i jednocześnie nie zmniejsza to popytu wewnętrznego w Polsce. Dzięki temu, ten nadbałtycki kraj przeszedł kryzys "mniej boleśnie". Constant zaznacza jednak, że wraz z falą powrotu Polaków z Anglii, Irlandii i Francji, wskaźnik bezrobocia w Polsce wzrósł i według ostatnich europejskich statystyk, oscyluje w okolicach 10%.

Każdy z moich rozmówców podkreślał, że Warszawa to nie cała Polska, a sytuacja na prowincji wygląda zupełnie inaczej. Według Moniki Constant, wielu młodych Polaków decyduje się pozostać w kraju, bo zdają sobie sprawę z tego, że dobrą pracę mogą znaleźć również w stolicy. Co się zaś tyczy rodowitych Warszawiaków, wierzą oni, że za solidną edukacją, którą zdobyli stoją też godne zarobki i jakkolwiek utopijnie by to nie brzmiało – chcą zrobić karierę w mieście, w którym się wychowali. Emigracja nie jawi im się już tak, jak ich rodzicom – jako ta wielka szansa na lepszą przyszłość. Za granicę gotowi są jechać na krótko – do pracy sezonowej, na Erasmusa lub w ramach praktyk zawodowych. Nie dotyczy to jednak wszystkich, bo jak przypomina Piotr: "Nigdy nie należy mówić nigdy".

Ten artykuł jest jednym z reportaży, będących częścią projektu ''EUtopia on the Ground”, który ma za zadanie rozpatrywać przyszłości Europy. Projekt cafebabel.com otrzymał finansowe wsparcie Komisji Europejskiej, Ministerstwa Spraw Zagranicznych Francji, Fundacji Hippocrène oraz Fundacji Charlesa Léopolda Mayera.

Fot.: Glówna (cc) jaime.silva/flickr; w tekście: Nowy Świat (cc) oshkar/flickr ; tag  © Laurianne Systermans ; video (cc) cloackzilla/flikcr