Społeczeństwo

Mołdawska młodzież: rok po zamieszkach głosujemy!

Artykuł opublikowany 26 listopada 2010
Artykuł opublikowany 26 listopada 2010
Przedterminowe wybory parlamentarne odbyły się w Mołdawii w ostatnią niedzielę, 26 listopada. Od 18 miesięcy ten najbiedniejszy w Europie kraj jest własnością prezydenta blokującego wszystkie ambitne inicjatywy polityczne. Na dwa dni przed wyborami trudno jest ocenić, kto ma większe szanse na zwycięstwo. Z pewnością młodzi odegrali i odegrają rolę rozstrzygającą.
Do głosu doszła ważna siła polityczna, której nie można będzie zlekceważyć.

W kwietniu 2009 r. 2,5 miliona mołdawskich wyborców udało się do lokali wyborczych. Partia komunistyczna [rządząca od 2001 r.– przyp. tłum.] zdobyła 49,48% głosów, co dało jej 60 mandatów poselskich. Zabrakło jej jednego, aby mogła wybrać prezydenta [w Mołdawii to parlament wybiera głowę państwa – przyp. red.]. W lipcu 2009 zorganizowane zostały zatem ponowne wybory. Cztery małe partie sprzymierzyły się, tworząc Sojusz na rzecz Integracji Europejskiej, i zdobyły 53 mandaty (ciągle za mało, żeby obrać prezydenta). Obecna konstytucja zabrania organizowania wyborów po raz trzeci w tak krótkim czasie. Od tego dnia obowiązki prezydenta pełni więc były przewodniczący parlamentu i członek Sojuszu, Mihai Ghimpu.

Zdobycze „winogronowej rewolucji”

W tle pałac prezydenckiZwycięstwo komunistów, mimo że uznane przez obserwatorów międzynarodowych, rozjuszyło wyborców. Na ulice Kiszyniowa wyległa liczna grupa młodzieży protestującej przeciwko wynikom wyborów. Podczas kilku dni po ich ogłoszeniu tysiące młodych starło się z siłami porządkowymi, niszcząc część parlamentu i pałacu prezydenckiego [zachodnie media te zamieszki określiły mianem „winogronowej rewolucji” – przyp. tłum.]. 270 osób zostało rannych, jedna zginęła. „Te manifestacje były kołem zamachowym dla wielu z nas, wyjaśnia Anna Cernomaz, mołdawska studentka, popierająca Partię Liberalną. Młodzi pojęli, że mogą zdestabilizować komunistów… zmienić bieg rzeczy”. Wielu młodych decyduje się więc przystąpić do rodzimych partii politycznych.Mołdawska młodzież szybko stała się liczącym się elektoratem. W efekcie klasa polityczna uległa podziałowi: na partię komunistyczną, skierowaną ku Moskwie, i partie prawicowe (liberałowie, demokraci), otwarte na Rumunię i Europę. Komuniści kreślą wizję stabilizacji, bezpieczeństwa socjalnego; swój program kierują do ludzi starszych, z nostalgią wspominających czasy sowieckie. Liberałowie biorą kurs na zmianę (walka z korupcją przede wszystkim) i zbliżenie się do Europy, w której młodzi upatrują szanse na awans ekonomiczny.

Ion Cebanu, najmłodszy europejski minister

Obecna koalicja rządząca wie, że, aby wygrać wybory, musi przyciągnąć i zmobilizować młodzież. W momencie swojego wejścia do rządu w lipcu ubiegłego roku partia liberalna stworzyła stanowisko Ministra Młodości i Sportu. Powołała na nie Iona Cebanu (26 lat), który w ten sposób został najmłodszym europejskim ministrem. Wywodzący się z tej samej familii politycznej, 32-letni mer Kiszyniowa jest również najmłodszym merem europejskiej stolicy! Wielu posłów i asystentów parlamentarnych nie przekroczyło jeszcze trzydziestki.

Minister Sportu... w wieku 26 lat... jak wyobraża sobie siebie za 10 kolejnych?

Ci młodzi wybrańcy, w odróżnieniu od komunistycznych dinozaurów, mają silną motywację, wyjaśnia Ion Cebanu, którego młodzieńcza, pucułowata twarz kontrastuje z powagą zajmowanego stanowiska. „To ważne, żeby młodzi zajmowali odpowiedzialne stanowiska, jest to rekompensata, i to błyskawiczna, ich wysiłków podejmowanych w ramach młodzieżowych sekcji partii”.

Polityczna edukacja młodych

Obecność młodych w życiu publicznym popłaca. Dlatego wielu z nich, tych ambitnych, często inwestuje w swoje partie, wzorem Sergiu Bogheana, przewodniczącego młodzieżówki Partii Liberalnej: „W naszej partii jest około 5000 młodych. Moim zadaniem jest rozwijanie ich świadomości politycznej, a także ich kształtowanie poprzez zwoływanie spotkań roboczych, proponowanie seminariów, przydzielanie zadań na rzecz kampanii wyborczych…”Zdanie Laurentii, mołdawskiej studentki, zapytanej o to, co myśli o obecności młodych w życiu politycznym jej kraju, jest dla nas objawieniem: „Nasza młodzież dzieli się na tych, którzy martwią się o przyszłość kraju, dlatego walczą o nią, i tych, którzy stracili nadzieję i nie chcą więcej walczyć”. To właśnie do tych drugich są skierowane różne neutralne politycznie programy edukacyjne, mające na celu aktywizację młodzieży. Na przykład projekt Narodowego Instytutu Demokratycznego GOTV („Go Out To Vote”, czyli „Idź głosować”). Włączyła się do niego Doina Marinescu (19 lat): „Jesteśmy szkoleni z technik rozmawiania z młodymi, którzy wahają się nad pójściem na wybory. Namawiamy ich do udania się do urn, ale nie zachwalamy żadnego z kandydatów”. W grupach 5- lub 6-osobowych przemierzają kraj, aby spotkać się z młodymi, często zaskoczonych ich neutralnością polityczną.

Urny na uniwersytecie

Są też inne, bardziej konkretne akcje nakierowane na zwiększenie liczby głosów oddanych przez młodych. Lokale wyborcze zainstalowały się na przykład na uniwersytetach (dzięki czemu studenci nie muszą jeździć do swoich rodzinnych miejscowości na głosowanie). Mobilizowani są także Mołdawianie żyjący za granicą. P.o. prezydenta Mihai Ghimpu wziął udział w mityngu z Mołdawianami zamieszkującymi we Włoszech, a mer Kiszyniowa, Dorin Chirtoaca, z mołdawskimi studentami w Rumunii. Lokale wyborcze utworzono zresztą też za granicą (z czego piętnaście we Włoszech).

„Niedzielne wybory określą przyszłość Mołdawii” wykrzykuje Anna Cernomaz, młoda liberałka. „My, młodzi, walczymy aktywnie o zwycięstwo naszych idei. Trzeba jeszcze, żeby politycy się zjednoczyli, zaczęli myśleć o interesie narodowym i zostawili na boku własne ambicje”. W końcu to bardzo słaba większość (komuniści lub koalicja) pogrążyła kraj w niestabilności politycznej, która trwa już ponad rok.

Zdj.: (cc)benkamorvan/flickr ; photos du texte : ©Louis Villers