Społeczeństwo

Młodzieżowe gangi z Brixton: londyńskie dzieje codziennej przestępczości 

Artykuł opublikowany 9 marca 2016
Artykuł opublikowany 9 marca 2016

Fenomen młodzieżowych gangów w Londynie ciągle się rozrasta. Żeby odkryć ten świat, przyćmiony światłami London Bridge i neonami Piccadilly Circus, Cafebabel wybrał się do Brixton w południowym Londynie - peryferyjnej twierdzy czarnoskórej ludności o jamajskich korzeniach. Rozmawialiśmy z Tracey Sour Miller, najniebezpieczniejszą dziewczyną w Angell Town lat 80.

„You can crush us, you can bruise us, but you'll have to answer to, oh, the guns of Brixton” – śpiewał zespół the Clash w latach 70., kiedy dzielnica Brixton była miejscem off limits dla osób białych i żyjących zgodnie z prawem; terenem, gdzie jamajska mafia bez skrępowania prowadziła swoje interesy. Było to terytorium Yardies, bo tak byli nazywani Jamajczycy, którzy masowo przybywali na Wyspy w latach 50. z West Kingston oraz Jamajki i którzy zamieszkiwali wcześniej Governments Yards, stworzone przez Anglików na terenie ich byłej kolonii. Brixton, dzielnica Londynu o przeważającej liczbie ludności napływowej o jamajskim pochodzeniu, była notowana w policyjnych kronikach także ze względu na zamieszki zwane Brixton riots. Były to rozruchy, które wstrząsały okolicą okresowo i zawsze kończyły się śmiercią z rąk policji któregoś z jej czarnoskórych mieszkańców: w 1981, 1985, 1995 i ostatnio - w 2011 roku. 

Można powiedzieć, że była to ciemna strona angielskiego snu. Północ miasta to bogate okolice, następnie rozciągają się biedne robotnicze obszary East Endu. Poza nimi jest już tylko południe – jest już tylko Brixton. Po latach gentryfikacji w znacznym stopniu udało się wyrównać różnice między dzielnicami, nie udało się natomiast znależć remedium na jedną z największych bolączek społecznych – na istnienie młodzieżowych gangów, które są jeszcze lepiej zorganizowane niż dawniej i stają się coraz powszechniejszym zjawiskiem. W latach 80. były to: Younger 28s, Junction Boys, Peckham Boys i Ghetto Boys. Obecnie natomiast istnieją: Muslim Boys, Poverty Driven Children, Guns and Shanks, ABM (All 'Bout Money) i TN1 (Tell No One).

Ich członkowie są młodzi, bardzo młodzi, często nie są to nawet nastolatkowie. To Anglicy o jamajskich korzeniach, urodzeni w Londynie i wywodzący się z rodzin dysfunkcyjnych. Rabunki, napady z użyciem noża i strzelaniny, w których biorą udział, mogą skończyć się w więzieniu. Posuwają się do tego z powodu cierpień, biedy i nienawiści, którymi nasiąkają w swoich rodzinnych domach. Mieszkają w części miasta zapomnianej przez państwo, w dzielnicy, w której kiedy nadchodzi noc, ludzie zamykają się w domach ze świadomością, że lepiej nie uczestniczyć w tym, co może zdarzyć się na zewnątrz. „ Karierę” w młodzieżowych gangach zaczyna się w bardzo młodym wieku, nawet gdy ma się 12, 13 lat, od kradzieży za kilka funtów w lokalnym spożywczaku. Kończy się ją natomiast w więzieniu, w wieku lat 16, z wyrokiem za napad z bronią w ręku. Kim są ci młodzi ludzie? Czego oczekują od społeczeństwa i dlaczego Wielka Brytania zdaje się ich ignorować?

Dzień w Angell Town

Docieram do Brixton w chłodne, ale słoneczne zimowe popołudnie. Po wyjściu z metra znajduję się na głównej ulicy, Brixton High Street. Dominują tu sklepy, fast foody i supermarkety należące do dużych sieci. W tym momencie największą atrakcją jest mural poświęcony Davidowi Bowiemu. Na chodnikach przeważają czarnoskórzy, choć można zauważyć także kilku białych. Jednak cel mojej podróży jest gdzie indziej: wyruszam do Angell Town. Wychodzę z Brixton High Street, ulice stają się mnie zatłoczone, sklepy pojawiają się rzadziej, a po białych nie ma nawet śladu. Wchodzę do części mieszkalnej Brixton. Ulice są prawie puste, widać jedynie czasami grupki chłopców. Jest 17:00 i zaczyna robić się ciemno. Wchodzę w Overton Road: jestem na miejscu. Angell Town to kompleks Council houses, bloków z mieszkaniami socjalnymi, które wyróżniają się wielkością i wyglądem. Wchodzę do wnętrza i odkrywam, co stoi za określeniem „dzielnica w dzielnicy”: jest tu wiele domów, jeden obok drugiego, a wszystkie wykonane są ze sklejki. W oknach widzę pozaciągane zasłony, a gdzieniegdzie flagi Jamajki. Pod numerem 159 znajduje się South Central Youth, centrum pomocy młodocianym przestępcom. Ann Stockreiter, szefowa organizacji, opowiada mi, czym się zajmują.

„Często to ja wychodzę do nich, czasami oni przychodzą do mnie. Spotykam ich na posterunkach policji lub tu, w ośrodku” – tłumaczy Ann. „Niesiemy nie tylko pomoc psychologiczną, ale również praktyczną, polegającą na poprawie ich stylu życia. Wspieramy ich we wszystkich dziedzinach, począwszy od obowiązków szkolnych, po życie rodzinne: chcemy, żeby rozwinęli w sobie większą świadomość życia w społeczeństwie”.

„Sytuacja związana z młodzieżowymi gangami pogorszyła się w porównaniu do lat 80. Obecnie są one bardziej podzielone, a co za tym idzie – liczniejsze. Głównymi i najlepiej zorganizowanymi grupami są na dzień dzisiejszy Rock Block, 67s i Siru. Ich członkowie mają od 12 do 19 lat”. Jest coś, o co chcę zapytać: jakie stanowisko prezentuje rząd angielski wobec takich okoliczności?  „Niestety, istniejące wsparcie jest niewystarczające. Nie tylko nie wystarcza środków na finansowanie organizacji takich jak nasza, lecz również brak pewnej świadomości potrzeb tych młodych ludzi”.

Proszę Ann, by przytoczyła mi historię przemiany któregoś ze swoich podopiecznych. „Joshua przestał chodzić do szkoły ponieważ był atakowany słownie i fizycznie przez swoich kolegów. Zaczął wchodzić w przestępczy świat, sprzedawać narkotyki i pakować się w kłopoty. Z naszą pomocą wrócił do nauki, ukończył studia fizyczne i chemiczne, a obecnie służy swoją wiedzą w krajach rozwijających się” – opowiada Ann.

Widok z lotu ptaka

Co popycha młodych ludzi w objęcia gangów? Miałam okazje przeprowadzić wywiad z Tracey Miller, czyli Sour (gorzka, kwaśna), jak była nazywana w latach 80., kiedy cieszyła się niechlubnym mianem najniebezpieczniejszej dziewczny w Angell Town. W wieku zaledwie 15 lat, dołączyła do budzącego strach gangu Younger 28s. Kradła, napadała z nożem, sprzedawała narkotyki i ostatecznie skończyła w więzieniu. Opowiedziała mi swoją historię: nagą i surową prawdę o własnych działaniach.

Urodzona na Jamajce Tracey wylądowała w Angell Town w wieku 10 lat. Przyjechała wraz ze swoją matką. Ojciec w więzieniu, seria ojczymów-meteorów, schizofreniczna matka i ubóstwo nie dawały młodej dziewczynie nadziei na lepsze życie. „Kiedy matka miała jeden ze swoich ataków i przyjeżdżali, by zabrać ją do ośrodka leczniczego, broniła się kuchennym nożem. Jej zachowanie wydawało mi się zupełnie normalne i dorastałam w tym przekonaniu. Jeden z moich ojczymów był pedofilem: wychodził z łazienki pokazując mi swoją erekcję i wyciągnięty język. Zaczęłam ukrywać w nocy nóż pod poduszką, mając coraz większą ochotę użyć go przeciwko niemu, jeśli tylko próbowałby mnie dotknąć. Od tej pory miałam już nóż zawsze ze sobą, a wypadki toczyły się w błyskawicznym tempie”.

„Wydaje się to absurdem, ale właśnie w więzieniu poczułam się bezpieczna, a nawet chroniona” – wspomina Tracey. „Nie musiałam się już przejmować moją matką, jej zmiennymi humorami, ojczymem i bezwzględnymi koleżankami, które spotykałam na ulicy. W więzieniu mogłam być sobą, bez masek i zbroi” – dodaje. „Czy wiedziałam, że mam inne możliwości? Zawsze istnieje jakiś inny wybór. W głębi mnie samej miałam świadomość, że to, co robię jest złe. Moje odkupienie? Zaszłam w ciążę w wieku 18 lat. Dziecko uczyniło mnie lepszym człowiekiem. Moje córki są moją rekompensatą dla społeczeństwa”.

Dziś Tracey mieszka w Brixton z dwiema córkami, które wiedzą o jej przeszłości. Napisała również książkę o swoim życiu i zainicjowała kampanię One Minute in May, która ma uwrażliwić społeczeństwo na problem młodzieżowych gangów i wesprzeć rodziny tych, którzy każdego roku giną w Brixton od kul pistoletów albo od ciosów nożem. Każdego dnia w Wielkiej Brytanii około 60 osób pada ofiarą młodocianych przestępców. Tylko w 2015 roku 15 nieletnich straciło życie z rąk młodzieżowych gangów.

Projekt One Minute in May.

_

Tekst: Vittoria Caron. Zdjęcia: Valentina Calà.

_

Ten reportaż z Londynu jest częścią projektu EUtoo 2015, który przedstawia alternatywne style życia młodych Europejczyków rozczarowanych współczesną rzeczywistością. Projekt jest finansowany przez Komisję Europejską.