Społeczeństwo

Molestowanie seksualne w Edynburgu: Wilk w kampusie

Artykuł opublikowany 9 grudnia 2014
Artykuł opublikowany 9 grudnia 2014

Wraz z końcem 2013 roku Uniwersytet Edynburski stał się „oficjalnie feministyczny”. Jednak jakimi środkami dysponują ci, którzy występują w obronie studentów molestowanych seksualnie? Zanurkowaliśmy we wnętrzności edynburskiego kampusu, by sprawdzić, jakie panują tam nastroje.

Pod koniec 2013 roku  Stowarzyszenie Studentów Uniwersytetu Edynburskiego (EUSA) wyraziło jednogłośne „TAK” dla feministycznego modelu społeczeństwa. Taka decyzja jest całkowicie zrozumiała w obliczu wyników ankiety przeprowadzonej przez Stowarzyszenie kilka miesięcy później – okazuje się, że co trzecia ankietowana studentka padła ofiarą molestowania seksualnego. Według badania, 61% z 781 ankietowanych przyznaje, że musiała zmienić zachowania z powodu poczucia braku bezpieczeństwa panującego w ich mieście. Te bardzo niepokojące liczby nasuwają na myśl pytanie, dlaczego studentki tego właśnie uniwersytetu są szczególnie narażone na molestowanie. I choć dane stanowią rzetelne źródło dowodów na istnienie problemu, wyjaśnienie jego przyczyn i wyczulenie na nie studentów pozostaje dla osób występujących w obronie praw kobiet nie lada zadaniem.

„To, że nigdy nie doświadczyłam molestowania, świadczy o moim szczęściu. Jednak naiwnością byłoby sądzić, że ten problem nie istnieje” – przyznaje Catherine, dwudziestojednoletnia studentka lingwistyki. Jednak w miarę, trwa jak nasza rozmowa w hallu głównym Uniwersytetu, dziewczyna na nowo podejmuje tę kwestię w opowieści o swoim doświadczeniu w zawodzie kelnerki. Catherine pracowała w jednym ze studenckich pubów, znajdujących się o krok od kampusu – The Hive (Ul, red.) – jednak nie była tam traktowana jako królowa pszczół. „Wiele razy słyszałam nieprzyjemne komentarze na mój temat wypowiadane po drugiej stronie lady. Pochodziły głównie od grup facetów, którzy pozwalają sobie na komentarze na temat twojego ciała”. Klienci wielokrotnie skarżyli się na tamto miejsce na facebookowej stronie baru, którą w konsekwencji usunięto.

Kultura lad

Dla feministek walczących z molestowaniem, tego rodzaju zachowania podsumować można w dwóch słowach – kultura lad. Przesadnie manifestowana  „męskość”,  która kipi seksizmem, homofobią i trąci alkoholem, jest popularnym zjawiskiem wśród studentów, a szczególnie w środowisku piłkarzy czy rugbistów. Określenie lad jest więc karykaturą młodych facetów, którzy przedmiotowe traktowanie kobiet uważają za coś bardzo cool. Ten stereotyp jest zresztą dobrze znany. Natalia, dwudziestodwulatka studiująca filozofię i nauki polityczne, określa tę kulturę  jako formę chęci „posiadania”, czegoś w rodzaju „presji prezentowania się jako samiec”, która „ułatwia mężczyznom wymigiwanie się z odpowiedzialności za ich czyny i legitymizuje różnego rodzaju nadużycia”.

Według Stacey Devine, członkini szkockiego oddziału Państwowej Unii Studentów (NUS Scotland), kultura lad to pojęcie używane w celu zdefiniowania określonego rodzaju zachowania. Sama uważa się za „zdeklarowaną feministkę” i wyraża rozżalenie nad banalizacją świata postrzeganego w kategoriach lad, co widać jak na dłoni  na facebookowych grupach, na przykład Uni Lad. Wręcz kipi tam od nadmiaru zdjęć i żartów o jawnie seksistowskiej tematyce. „Te komentarze są postrzegane jako nieszkodliwe żarty. Jednak pobłażliwość, z jaką podchodzi się do tego rodzaju zachowań świadczy o legitymizowaniu owej kultury. Tyczy się to również zachowania mężczyzn” – tłumaczy  Sarah Moffat, członkini feministycznej gałęzi EUSA. Przyznaje ona również, że trudno jest jednoznacznie zdefiniować kulturę „lad”, jednak zgadza się co do spostrzeżenia, że chodzi o szersze spektrum zachowań. „W naszych feministycznych kręgach, w celu określenia seksizmu posługujemy się terminem «patriarchat», ale w środowisku studenckim przyjął się rozumiany praktycznie przez wszystkich «lad». Wyniki przeprowadzonego badania pokazują, że molestowanie seksualne studentek jest częstym przypadkiem, a to można tłumaczyć wzorem agresywnej seksualności propagowanej przez ową kulturę” – objaśnia. 

Dane, które dokumentują imprezy na kampusie, mówią same za siebie. Pewnego piątkowego wieczoru w okolicy końca sesji, na kampusie organizowana jest huczna wiksa, która przyciąga ponad tysiąc osób. Organizator imprezy, David, nadzoruje  przebieg wieczoru. To od niego dowiadujemy się, że każdego piątku odnotowywane są skargi o molestowanie seksualne. Półgębkiem napomyka o „typowych napakowanych piłkarzach, którym wydaje się, że wszystko umknie im płazem”.

Feministki poważne, ale czy poważane?

EUSA było pierwszym stowarzyszeniem feministek, które podjęło skuteczną próbę zakazania na Uniwersytecie Edymburskim emisji piosenki „Blurred Lines”  amerykańskiego wokalisty Robina Thicke’a. Ten przebój z 2013 roku Stacey Devine określa mianem „hymnu na cześć gwałtu” – w tekście jest mowa o dziewczynach, które „udomowić trzeba jak zwierzęta” lub o „dostarczeniu im czegoś, co sprawi, że pośladki im się rozejdą”, a przede wszystkim o tym, że ich autorzy i wykonawcy doskonale „wiedzą, że dziewczyny tego pragną”. Jednak choć zabiegi ze strony pierwszej studenckiej organizacji feministycznej na terenie Wielkiej Brytanii wydają się logiczne, w znaczniej mierze zostały negatywnie odebrane przez studentów, którzy mają odmienne zdanie w tej kwestii.

„Na kampusie nikt nie zwrócił na to uwagi” – relacjonuje Amy, dwudziestoletnia studentka medycyny. Jest tak wiele innych piosenek, które w podobny sposób umniejszają kobietom. Towarzyszący jej przyjaciel Oscar podziela jej zdanie „Nie ma znaczenia, co leci podczas takich imprez, wszystkie piosenki są podobne. Robienie z igły wideł”. Natomiast Ines, dziewiętnastoletnia studentka ekonomii uważa, że „studenci nie są idiotami i słyszą, że coś jest nie tak z tym kawałkiem”. Zapytana o zdanie Natalia aż lekko podskakuje z emocji. „Tak, ten zakaz powinno się było raczej przedyskutować na forum całego uniwersytetu. Pozwoliłoby to studentom zdać sobie sprawę ze znaczenia słów piosenki, które błędnie przekonują, że„nie” wcale nie jest odpowiedzią odmowną. Zakładanie, że studenci mają swój rozum i potrafią sami ocenić to postawa zbyt pasywna, ponieważ rodzaj podejścia reprezentowanego w piosence należy traktować jako poważny problem”. Pomimo tego, nasza rozmówczyni nie podziela rozwiązań forsowanych przez aktywistki z EUSA. „Stosują zbyt agresywną retorykę; zamiast tego, ich akcje powinny mieć bardziej pedagogiczny charakter. Ich zachowanie wzmaga istniejący w ogólnej świadomości gniewny obraz ruchu feministycznego”. To właśnie te powody skłoniły dziewczynę do wystąpienia z szeregów EUSA. „Nie widziałam w tym sensu” – przyznaje, dodając, że nie miała nawet możliwości uczestniczenia w się w happeningach organizacji. „Robiły mi wyrzuty, że nie jestem wystarczająco zaangażowana” – tłumaczy.

Dominujący mężczyźni i krwiożercze feministki. Ale czy na pewno?

Według feministek z organizacji studenckich, jedynie konkretne działania mogą pomóc w  zmniejszeniu liczby przypadków molestowania seksualnego. Stacey Devine uważa, że edukacja jest podstawą każdej zmiany, dlatego proponuje rozwijanie w środowiskach studenckich organizacji podobnych NUS. Chodzi o zmianę wyobrażeń na ten temat, zwiększenie zainteresowania problemem i wzmożenie reagowania w sytuacji, gdy jest się świadkiem molestowania. Organizacja promuje także równouprawnienie kobiet i mężczyzn. W ubiegłym roku Stacey udało się zaangażować 150 osób, z czego jedną trzecią stanowili mężczyźni. Program kryje się pod pomysłową nazwą „Get Savvy” („Bądź sprytny”) i adresowany jest do obu płci. Jego cel to ustanowienie tego rodzaju edukacji obowiązkowym etapem rozpoczynającym kształcenie uniwersyteckie. Obecnie jest to jedynie rodzaj „kary” dla tych studentów, których zachowanie wykraczało poza przyjęte normy. System obejmuje także sankcje dotyczące wyników ich pracy akademickiej lub zakazy uczestniczenia w studenckich imprezach.

Sarah Moffat jest przekonana o skuteczności obranej strategii – mimo tego, że „trudno jest ocenić rozwój kwestii molestowania”. „Po upublicznieniu wyników ankiety liczba skarg wzrosła, jednak mamy nadzieję, że nie jest to skutkiem zwiększonej liczby przypadków nadużyć, ale tego, że kobietom łatwiej jest o tym mówić” – wyjaśnia Sarah. I choć trzeba zdać sobie sprawę z faktu, że kultura „hipermęskości” jest pewnego rodzaju kozłem ofiarnym, którego wielu oskarża za wszystkie problemy związane z molestowaniem, feministki działające w różnego rodzaju stowarzyszeniach nie obawiają się wizji wypowiedzenia wojny ogółowi społeczeństwa. „Konieczna jest zmiana nastawienia i modelu społeczeństwa patriarchalnego, w którym żyjemy” – unosi się Stacey. „Prawda jest taka, że mężczyznom od urodzenia nadaje się przywilej orzekania o tym, jak mają się zachowywać kobiety  – kontynuuje. Cóż, pomimo ambitnych planów, wciąż za mało jest zaangażowania ze strony studentów. Być może jest to wina karzącego systemu, który dodatkowo wzmacnia skojarzenia z gniewnym feminizmem, być może dlatego, że brakuje pedagogicznego zaangażowania w sprawę. Pewne jest to, że zanim podejmiemy próbę zmiany społeczeństwa, trzeba będzie nieco podreperować obraz feministek na kampusie uniwersyteckim Edynburga.

Artykuł jest częścią edycji specjalnej poświęconej Edynburgowi i został zrealizowany w ramach projektu Cafebabel „EU In Motion” sponsorowanego przez Parlament Europejski oraz fundację Hippocrène.