Społeczeństwo

Muzyka świata w Wiedniu: czy orientalne rytmy mogą pobudzić przemiany społeczne?

Artykuł opublikowany 18 maja 2012
Artykuł opublikowany 18 maja 2012
Od imprezy jazydów w centrum Wiednia aż po muzykę świata prezentowaną przez artystów pochodzenia syryjskiego i nie tylko - rezydujący w mieście świat orientalnej sceny muzycznej nie do końca odzwierciedla proces integracji imigrantów w społeczeństwie austriackim.

Młodzi Kurdowie pochodzący z Iraku, należący do społeczności jazydów w Wiedniu, trzymając się za ręce tańczą w rzędzie przy dźwiękach tradycyjnej szałamai w rytmie wybijanym na bębnie. Wyznawcy jazydyzmu świętują Wielkanoc, która jest dla nich także początkiem nowego roku. Widząc ich zrelaksowanych, podjadających tureckie słodycze i pijących bogate czerwone wino, nikomu nie przyszłoby na myśl, że całkiem niedawno przemoc, konflikty religijne, głód i niepewność jutra towarzyszyły im na co dzień. Ucieczka do Wiednia zmieniła wszystko.

Wiedeń: wizja wolności

„Organizujemy koncerty i imprezy, ponieważ chcemy rozbawić tych młodych ludzi, podnieść ich na duchu” - mówi Dimosi Al Najar, dziewiętnastolatek, który przybył do austriackiej stolicy z Bagdadu i jest wolontariuszem w organizacji Mala Ezidia. Organizacja jest częściowo finansowana przez rząd Kurdystanu. Jednym z jej głównych zadań jest dostarczanie do austriackiego urzędu imigracyjnego informacji na temat tego, czy osoba ubiegająca się o azyl wyznaje jazydyzm. Jazydzi to mniejszość religijna dotkliwie prześladowana w kraju ojczystym, dlatego jej członkom zazwyczaj udzielany jest azyl. Znane dźwięki to terapia dla nowoprzybyłych. Pomagają im w przezwyciężeniu tęsknoty za domem i najbliższymi” - wyjaśnia Dimosi.

„To jak rodzinna impreza” - mówi Asmat Omari, który na przyjęciu gra na oudzie. Ten muzyk przyjechał do Austrii z Syrii dwie dekady temu i jest zapraszany na większość uroczystości organizowanych przez arabską, syryjską i kurdyjską społeczność w Austrii i na sąsiadujących z nią Węgrzech. Rzadko się zdarza, aby jazydzi i muzułmanie zaprzyjaźniali się – wręcz przeciwnie – ale wygląda na to, że przebywanie na wygnaniu i uznanie dla tego samego artysty mogą spowodować zmiany we wzajemnym nastawieniu. Jak choćby te dziesiątki muzułmańskich kobiet słuchających Asmata w sali koncertowej. Niektóre z nich nawet dołączają do tańczących. „Oczywiście, że tęsknię za domem” - mówi Asmat po koncercie. „Staram się za dużo o tym nie myśleć. W Syrii wszyscy wielcy artyści giną albo są zmuszeni do życia w biedzie. Wiedeń jest miejscem, gdzie można myśleć o przyszłości. Dlatego Asmat choć gra zazwyczaj tradycyjną muzykę orientalną, lubi także eksperymentować z europejskimi muzykami folkowymi.

Brzmienie deportacji

Jednak nie wszyscy imigranci mogą cieszyć się wolnością w Wiedniu. Każdego dnia średnio siedem osób ubiegających się o azyl deportuje się z powrotem do ojczyzny. Tylko pojedyncze historie takich osób przypadkowo zostają upubliczniane. Większość imigrantów przybywa do Austrii z Turcji, krajów byłej Jugosławii, państw arabskich i Afryki. W 2006 roku, kiedy austriacki rząd planował zaostrzenie kontroli imigracyjnej, przyjezdni i austriaccy muzycy folkowi zorganizowali akcję polityczną i założyli stowarzyszenie IG World Music. Cele stowarzyszenia to promowanie pogłębiania świadomości i tolerancji dla odmiennych kultur i lobbowanie na rzecz bardziej postępowej polityki imigracyjnej i integracyjnej. I choć zbiórka pieniędzy dla muzyków z migracyjną przeszłością i organizacja imprez stała się łatwiejsza po założeniu stowarzyszenia, wsparcie państwowe dla światowej i folkowej sceny muzycznej w Wiedniu nadal jest niewielkie, zwłaszcza jeśli je porównać z finansowym wsparciem zapewnianym scenie muzyki klasycznej.

Nicole Janns, która specjalizuje się w rytmach orientalnych, i z którą czasami współpracuje Asmat, należy do stowarzyszenia IG World Music. Spotykamy się z przewodniczącą organizacji pozarządowej „EU roots” w undergroundowym klubie muzycznym Heureka, który założyła wraz ze znajomymi muzykami dziesięć lat temu. Ogłoszenia o koncertach nie pojawiają się w Internecie. Szyld nad głównym wejściem do klubu jest skromny i trudno go zauważyć. „Zainteresowani wiedzą kiedy klub jest otwarty i po prostu przychodzą” - wyjaśnia. To na wpół sekretne, romantyczne miejsce, gdzie w każdy piątek spotykają się folkowi muzycy, fani rocka i hipisi jest częściowo finansowane przez władze miasta.

„Chciałabym, żeby imigracja w większym stopniu wpływała na naszą światową scenę muzyczną” - twierdzi Nicole.

Nicole zaczyna przygotowywać swoje pikantne dzieło: „Asian Spring soup” (Wiosenną zupę azjatycką). Jest piosenkarką, gra na perkusji i kobzie w pięcioosobowym zespole folkowym złożonym z samych kobiet o nazwie W.h.i.t.ch. Grupa dąży do tego, by połączyć swoją muzykę z różnymi tradycyjnymi nurtami muzycznymi – orientalnym, europejskim, amerykańskim, rosyjskim, a nawet afrykańskim. „Obecność na muzycznej scenie światowej i folkowej sprawia, że musisz mieć otwarty umysł” - mówi Nicole. „Uczenie się od innych i spotykanie różnych ludzi z całego świata musi sprawiać ci przyjemność. Musisz się zmieniać, przystosowywać. Dlatego jest mało prawdopodobne, by muzyk folkowy lub fan tego gatunku był rasistą lub miał skrajnie prawicowe poglądy” - stwierdza. Jednak Nicole nie uważa, że trend łączenia różnych muzycznych tradycji i dźwięków na scenie wiedeńskiej oznacza, że podobne procesy zachodzą w społeczeństwie. „Chciałabym, żeby imigracja w większym stopniu wpływała na naszą światową scenę muzyczną. Gram z ludźmi z krajów Orientu i wiem, że większość z nich funkcjonuje w obrębie własnej społeczności i nie zamierza poszerzać swoich kręgów. Być może musimy zachęcić ich, by częściej się na to decydowali”.

Powyższy artykuł powstał w ramach szóstej edycji projektu Multikulti on the Ground. Serdeczne podziękowania dla ekipy cafebabel.com z Wiednia.

Fot.: główna(cc) Beni Ishake Luthor/ flickr; w tekście © Dzina Donauskaite/ wideo (cc) Avirtinikli/ youtube