Społeczeństwo

Myślałam, że to miłość, a to tylko Erasmus

Artykuł opublikowany 18 grudnia 2012
Artykuł opublikowany 18 grudnia 2012
Był sobie Holender i Portugalka, albo Włoszka i Hiszpan, albo... nie, to nie początek sprośnego żartu. Według francuskiego dziennika Le Figaro, program Erasmus przyczynił się do narodzin ponad miliona dzieci od 1987 roku do dziś. Niestety, znane są też historie miłosne pokolenia Erasmusów, które nie doczekały się szczęśliwego zakończenia.

Jednym z haseł przyjętych przez Unię Europejską, związanych z obchodami 25-lecia projektu, który umożliwił wielu studentom wyjazd do wszystkich zakątków Europy jest: ''Erasmus: zmienia życie i otwiera umysły od 25 lat (i łamie serca)”. Nawias został dodany, żeby podkreślić, że kiedy wyjeżdża się na stypendium, takie rzeczy też się zdarzają. Ktoś się zakochuje, a po semestrze lub roku akademickim, nadchodzi koniec, następują próby utrzymania związku na odległość albo przeprowadzki do innego kraju, żeby być razem. Jednym parom się udaje, pobierają się, mają dzieci i przekazują z pokolenia na pokolenie historię cudu dokonanego przez pogańskiego boga zwanego Erasmusem. Jednak nie wszystkie bajki o miłości pokolenia Erasmusów kończą się szczęśliwie.

Love hurts

''Pierwszy raz zobaczyłam go na imprezie. Miał na sobie niebieską koszulkę, pasującą do koloru jego oczu...'' i ''ognisko, gitara, światło księżyca, ale przede wszystkim alkohol'' - to niektóre ze wspomnień, mniej lub bardziej romantycznych, pojawiających się w opowiadaniach o miłości na Erasmusie. Impreza, grill, księżyc w pełni, obcy akcent, brak zmartwień, otwarcie się na innych i upojenie (dosłowne) chwilą. Typowy przedstawiciel pokolenia Erasmusów zakochuje się w osobie mówiącej innym językiem; jedzącej produkty, o których często nawet nie słyszał; oglądającej inne bajki w dzieciństwie. Krótko mówiąc, w osobie, której nie miałby okazji poznać bez uczestnictwa w wymianie.

''Związek staje się wirtualny, opiera się na wideokonferencjach przez Skype'a''

Dlaczego miłości zrodzone na Erasmusie są tak wyjątkowe? Według jednych, sekret tkwi w różnorodności – język, kraj, kultura, różne sposoby działania i myślenia. Według innych, już bardziej doświadczonych, nie jest to relacja wyjątkowa, niezwykła, tylko po prostu ''niecodzienna''. Jednak społeczność Erasmusa, pomimo wszystkich stereotypów nie zniechęca się. Osoba, za którą się szaleje mówi w innym języku? Dobry motyw do nauczenia się go. Ukochany ma inne zwyczaje żywieniowe? Można zasmakować kuchni z rożnych stron świata. Erasmus się kończy? Nie ważne, cieszmy się chwilą! Po wszystkim, dwa różne loty, dwa odległe kraje i arrivederci.

Zagorzali podróżnicy

Jednakże, ci najbardziej uparci i optymistyczni z gatunku Erasmus nie poddają się i kontynuują związek na odległość. Szczegółowa analiza rozkładów i cen biletów tanich linii lotniczych zmienia się w jedno z podstawowych zajęć. Związek staje się wirtualny, opiera się na wideokonferencjach przez Skype'a, pozwalając sobie, od czasu do czasu, na wymknięcie się przekleństwa kiedy Internet, technologia lub operator telefoniczny (a nawet, dlaczego nie, ułożenie gwiazd) nie chcą współpracować. Innym sposobem jest wykorzystanie wszystkich dostępnych środków finansowych. Ci przedstawiciele gatunku Erasmus odwołują się do wszystkich rodzajów strategii i znajomości alfabetu, aby spróbować nauczyć rodzinę i przyjaciół imienia swojej zagranicznej drugiej połówki (co często zajmuje wieki). Zakochani z gatunku Erasmus stają się nałogowymi włóczykijami, gotowymi godzinami podróżować, tylko po to, żeby spędzić razem weekend lub stają się niezaspokojonymi turystami, którzy włóczą się z miasta do miasta w celu spędzenia razem kilku wspólnych chwil. Mogą wtedy choć przez chwilę odpocząć od SMSów, rozmów przez Skype'a i gołębi pocztowych w wakacje. Schronić się w swojej własnej bajce o miłości i zapomnieć o rzeczywistości i dzielących ich kilometrach.

Odległość staje się tak wielkim problemem, że zmuszeni są powiedzieć lub usłyszeć słowa, które przekraczają granice kulturowe: ''zostańmy przyjaciółmi''

Here we are..... odległość – odwieczny wróg związków każdej ery, klasy, rasy czy kultury. Niektórzy z gatunku Erasmus zastanawiają się jak, kiedy i gdzie rozpocząć wspólne życie. Obmyślają każdy szczegół – gdzie wysłać CV, w jakim mieście zamieszkać, ile pokoi będzie miało mieszkanie, ile będę mieli dzieci, ilu wnuków nauczą swojego ojczystego języka... Myślą tyle i tak intensywnie, że są zmęczeni już przed pakowaniem bagażu i wyjazdem. Zmienia się związek i możliwe, że także ukochana osoba. Odległość staje się tak wielkim problemem, że zmuszeni są powiedzieć lub usłyszeć słowa, które przekraczają granice kulturowe: ''zostańmy przyjaciółmi''.

Jednak istnieją pary, które podejmują próbę zamieszkania razem. To samo miasto, ten sam dom, to samo łóżko, ta sama rutyna... ''Kiedy się przeprowadziłem miłość niemożliwa stała się możliwa i przestała być tak niezwykła. Życie zaczęło być nudne i bańka prysła'' - opowiada Federico, włoski student, który był na Erasmusie. Znudzenie, normalność, niezadowolenie – symptomy znanej depresji post-erasmusowej wydają się być kolejnym z powodów zerwań egzotycznych i wyjątkowych związków powstałych na zagranicznej ziemi.

Mimo wszystko, jeśli po przeczytaniu historii o nieudanych egzotycznych miłościach dacie tym młodym ludziom wybór między cofnięciem czasu (żeby uniknąć tego wzroku, tej imprezy, tego grilla) a opowiedzeniem się za powściągliwością podczas ich pobytu na Erasmusie, a nawet nie przeżyciem go, prawdopodobnie usłyszycie ulubione hasło wszystkich studentów Erasmusa (nawet tych, ze złamanym sercem): ''Once Erasmus, always Erasmus''.

Fot.: copertina (cc) wallpaperscraft.com, w tekście (cc) sïanaïs/flickr