Społeczeństwo

Niemcy nie tak ekologiczni, jak im się wydaje

Artykuł opublikowany 24 lutego 2011
Artykuł opublikowany 24 lutego 2011
Zrównoważony rozwój jest w modzie. Kupujemy biojogurty, segregujemy skrupulatnie nasze śmieci i zakręcamy wodę podczas mycia zębów. Bądźmy jednak szczerzy – nie jesteśmy przy tym konsekwentni. W końcu od czasu do czasu latamy po Europie tanimi liniami, trudno nam odmówić sobie nowych trampek czy też pomidorów zimą.
Dlaczego więc wydaje nam się być bardziej przyjaznymi środowisku, niż w rzeczywistości jesteśmy?

Badanie konsumenckie Greendex przeprowadzone przez National Geographic ukazało, iż Europejczycy żyją mniej ekologicznie, niż mogło by to się wydawać. Dla przykładu Niemcy, postrzegający siebie za przyjaznych środowisku, zajmują dopiero 12 miejsce wśród 17 przeanalizowanych państw. W sondażu pojawiły się pytania m.in. o zużycie energii, sposób korzystania z dostępnych środków lokomocji oraz pochodzenie produktów spożywczych. Hindusi, Brazylijczycy oraz Chińczycy uplasowali się w czołówce ekologicznych państw. Jest to dowód na to, że społeczeństwa w krajach rozwijających się żyją bardziej ekologicznie, pomimo że większość obywateli nie posiada samochodów z katalizatorami ani nie kupuje bioproduktów. Standard życia określa więc, w jakim stopniu wpływamy negatywnie na środowisko poprzez naszą konsumpcję.

Ta sama reguła odnosi się również do Niemiec, jak wyjaśnia Ulf Schrader, ekspert ds. zrównoważonego rozwoju z Politechniki Berlińskiej: „Zrównoważona konsumpcja dotyczy przede wszystkim najbiedniejszych”. Co łatwo zrozumieć, biorąc pod uwagę, że nie mają oni pieniędzy na wycieczki lotnicze, duży samochód czy najnowsze gadżety. Jeśli więc zrównoważony rozwój nie ma nic wspólnego z bogactwem, to z czym?

Każdy produkt ma swoją cenę

Czas przyjrzeć się z bliska koncepcji zrównoważonej konsumpcji, a więc nie większej, niż to, co daje nam Ziemia. Zrównoważony produkt musi być nie tylko ekonomiczny, ale wyprodukowany uczciwym kosztem i przyjazny środowisku. Kupując zamrożoną pizzę czy nowy komputer, kupujemy produkt, którego produkcja kosztowała określoną ilość energii oraz surowców. Przeważnie niskie ceny tego nie odzwierciedlają. Czy T-shirt za pięć euro może pokryć koszt materiału, obróbki oraz transportu? Nie wspominając nawet o pośrednich kosztach wynikających z wykorzystania pestycydów, zanieczyszczenia CO2 oraz ubóstwa szwaczek.

Nie chcemy dostrzec tej dysproporcji pomiędzy kosztami a ceną. Melanie Jaeger-Erben, pracownik Centrum Technologii i Społeczeństwa przynależącego do Politechniki Berlińskiej, ma bardzo proste wytłumaczenie tego zjawiska: „Dla wielu, zrównoważona konsumpcja nie ma zastosowania w codziennym życiu”. By podjąć naprawdę świadomą decyzję, należy poświęcić wiele czasu i wysiłku, by zebrać wszystkie niezbędne informacje. Ponadto, jak potwierdza psycholożka, łatwiej jest podjąć ekologiczne decyzje, jeśli są one również bardziej praktyczne na co dzień: „Jazda autobusem czy rowerem jest krótsza, cotygodniowy targ z lokalnymi produktami jest zaraz za rogiem, a podróż do Paryża w wagonie sypialnym zapewnia wystarczający wypoczynek na całodzienne zwiedzanie miasta następnego dnia”.

Życzenia a rzeczywistość

To, że ideał nie pokrywa się często z rzeczywistością, potwierdzają również spostrzeżenia Niemieckiej Agencji ds. Ochrony Środowiska. Ta przeprowadziła w 2010 r. badanie dotyczące świadomości ekologicznej Niemców, ujawniając przy okazji, ze ekologia jest jednym z trzech najważniejszych tematów w polityce. Wymagania stawiane gospodarce oraz polityce są wysokie: 85% respondentów pragnie dalszej rozbudowy sieci energii odnawialnych. Niemniej jednak jedynie 8% domostw zdecydowało się na pobór prądu ekologicznego. Pomimo że dwie trzecie Niemców uważa swoje konsumenckie zachowania za ważne, połowa z nich nie jest chętna płacić więcej za produkty ekologiczne. Szczególnie osoby młode działają aktywnie w sprawie ochrony środowiska. 12% osób poniżej 29 roku życia przyznało, że angażuje się w sprawy ochrony środowiska. Zaangażowanie w kwestie dotyczące środowiska stało się łatwiejsze dzięki Internetowi, a ponadto zyskało społeczne poważanie.

Pomimo to zachodni świat jest nadal zdominowany przez konsumpcję. Nikogo nie można obwiniać o nową parę jeansów, wizytę w Spa czy weekend w Londynie. W końcu każda z tych czynności zużywa zasoby, czego efektów nie widać w codziennym życiu. Zmiana klimatu, emisja CO2 czy zmuszanie dzieci do pracy są konsekwencjami, niewidocznymi bezpośrednio dla zwykłego konsumenta.

Dlaczego nic nie zmieniamy?

Dobre zamiary nie wystarczą zatem, by zmienić nasze zachowanie. Dopiero wstrząsające wydarzenia są w stanie nami poruszyć, jak np. skandal z zanieczyszczeniem pokarmu dla zwierząt pochodnymi dioksyn, który miał miejsce na przełomie 2010/2011 roku w Niemczech przyczyniając się do nagłego, powszechnego zainteresowania sposobem produkcji steków oraz jaj. Niestety z taką samą prędkością, z jaką pojawił się ten temat, odszedł on w niepamięć, a my powróciliśmy do starych nawyków.

Tymczasem gałąź bio przemysłu kwitnie: w styczniu 2011 r. odnotowano 20%-towy wzrost w stosunku do poprzedniego roku

Głębokie zmiany naszych warunków życiowych są niezbędne, by móc dokładnie przemyśleć tak nieprzejrzysty temat, jakim jest zrównoważony rozwój. Temat, do którego należą również kwestie związane z zachorowaniami, przeprowadzką do nowego miasta czy też narodzinami dziecka. Jaeger-Erben w swojej pracy doktorskiej postanowiła zbadać, w jakim stopniu takie wydarzenia wpływają na nasze decyzje zakupowe. „Wszyscy badani rodzice, którzy po urodzeniu dziecka mieli niewiele pieniędzy, bez wyjątku, kupowali produkty ekologiczne. Było to dla nich w tym momencie ważne i nikt nie narzekał na wysokie koszty”.

Każdy powinien sam zadecydować, czy żyjąc ekologicznie, będzie musiał jednocześnie z czegoś zrezygnować. W końcu trudno jest ograniczyć zakupy temu, któremu to zajęcie przynosi radość. Rezygnacja z zakupów doprowadziłaby więc w tym przypadku do unieszczęśliwienia siebie samego. Producenci ekologicznych produktów próbują dlatego też zyskać przede wszystkim świadomych konsumentów. Obiecują lepszy styl życia, samoświadomość, zdrowie, a czasem i oszczędności.

Siła konsumentów

I dokładnie w tym tkwi siła konsumentów. „Paradoksalnie konsumenci nie doceniają często własnych możliwości działania. Ich decyzje zakupowe mają w naturalny sposób pewien wpływ na rynek”, potwierdza Jaeger-Erben. Tym sposobem w 2007 r. niemieccy klienci poprzez bojkot biosupermatketów Basic przeciwdziałali zakupowi udziałów przedsiębiorstwa przez sieć dyskontów Lidl.

Badaczka zajmująca się zrównoważonym rozwojem wskazuje również na ograniczenia wspomnianej siły konsumentów. Nasze społeczne struktury muszą się zmienić, by ekologiczne działania stały się prostsze oraz praktyczniejsze, a tym samym znalazły uznanie wśród mas. „Biorąc pod uwagę sposób, w jaki obecnie żyjemy, gospodarujemy oraz konsumujemy, nie ma większego znaczenia, czy parę tysięcy osób więcej lub mniej będzie kupować biomleko”.

Fot. główne (cc)formanella/flickr;  skandal (cc)alles-schlumpf/campact/flickr