Społeczeństwo

Niemieckie rozdwojenie jaźni albo kto się boi Google Street View

Artykuł opublikowany 23 marca 2011
Artykuł opublikowany 23 marca 2011
Od listopada 2010 roku 20 niemieckich miast można podziwiać w internecie dzięki Google Street View. Jednak 3 procent niemieckich obywateli jeszcze przed startem serwisu w kraju złożyło sprzeciw i zażądało przedstawienia swojego domu w formie zamazanych pikseli. Inni znów nie cofają się nawet przed radykalnymi sposobami okazania Google swojego poparcia.
Nie da się ukryć, że stosunek Niemców do usługi Street View nosi silne znamiona ambiwalencji.

- Dzień dobry, jesteśmy z Google Home View – mówi niepozorny mężczyzna w czapce. Starszy mężczyzna, który właśnie otworzył drzwi przedstawicielowi Google, obdarza go nieufnym spojrzeniem. Mimo to usłużnie zaprasza go do środka. Najwyraźniej przekonał go argument „chcemy zrobić zdjęcia pańskiego mieszkania”. W dużym pokoju emeryt i jego żona proszeni są o pozowanie do zdjęć („żeby było w tym trochę życia”). Jednak w kolejnym mieszkaniu lokatorka krytycznie dopytuje: - Czyli że każdy będzie mógł zobaczyć wnętrze mojego domu? – Po czym, rozparta na kanapie, rozjaśnia się w uśmiechu do zdjęcia. Z powodu ochrony danych osobowych pracownik Google rozdaje nawet specjalne „zamazywacze pikseli”, którymi lokatorzy mają przysłonić oczy.

Google Home View, kolejne śmiałe przedsięwzięcie internetowego giganta? Bynajmniej. Wszyscy, którzy dali się sfotografować przedstawicielom Google Home View, padli ofiarą nadwornego satyryka kraju. Martin Sonneborn, były redaktor naczelny satyrycznego czasopisma „Titanic”, nie ustaje w wysiłkach, by uświadamiać swoim rodakom ich błędy i słabości. Po wielu latach koncentrowania się na politykach Martin Sonneborn ponownie bierze na muszkę obywateli – i ich gwałtowne emocje wywołane Google Street View.

Jajkami w Google

Tutaj w BonnZmiana scenerii. W tym roku miasto Essen zostało wyróżnione tytułem Europejskiej Stolicy Kultury. Częścią urozmaiconego programu kulturalnego są też najwyraźniej akty obywatelskiego nieposłuszeństwa: oto w jednej z dzielnic miasta szereg domów obrzucono jajkami, a na skrzynkach na listy umieszczono nalepki z napisem „Google jest cool”. Powód? Przed startem Google Street View obywatele mogli zgłosić sprzeciw i tym samym spowodować zamazanie wizerunków ich domów w serwisie. Zdecydowało się na to trzy procent obywateli – teraz dosięga ich gniew tych, którzy chcą, żeby Street View był jak najbliższy rzeczywistości. A to oznacza: bez zamazanych budynków. Co, nawiasem mówiąc, ciekawe, również monachijska siedziba Google Deutschland musiała zostać zamazana. Zgodnie z regułą: jeśli jeden z mieszkańców zgłosi sprzeciw, budynku w Google Street View nie będzie.

Ochrona danych osobowych – ulubiony temat w Niemczech

Jak przedstawione tu nastroje Niemców względem Google świadczą o ich ogólnym stosunku do nowej usługi amerykańskiego koncernu? Przede wszystkim płynie stąd wniosek, że Niemcy w sprawie Street View są konsekwentnie niekonsekwentni. Można powiedzieć: cierpią na rozdwojenie jaźni. W końcu Niemcy nie są ani pierwszym, ani też ostatnim krajem, w którym Google oferuje usługę Street View. Jednak w żadnym innym kraju wprowadzenia usługi nie poprzedzała tak długa publiczna debata. Nawet politycy zabrali głos w tej sprawie. Federalna minister sprawiedliwości Sabine Leutheusser-Schnarrenberger (z liberalno-demokratycznej partii FDP) skrytykowała, że Google staje się „monopolem-gigantem” i dodała, że usługa typu Street View wymaga „niezbędnej kontroli prawnej” – uzasadniając to tym, że obywatele mają prawo wiedzieć, co dzieje się z ich danymi.

Wspomniana minister nie po raz pierwszy zabiera głos w dyskusji o ochronie danych osobowych. Nieustępliwie sprzeciwia się przechowywaniu danych telekomunikacyjnych (np. w ramach walki z terroryzmem), twierdząc, że większość społeczeństwa jest po jej stronie. Zaraz, zaraz – tego samego społeczeństwa, które ochoczo wpuszcza do domu rzekomego pracownika Google Home View? Które obrzuca jajkami domy zamazane w Google Street View? Które swoim poparciem umożliwiło Google Street View start w Niemczech (w żadnym innym kraju, w którym dostępna jest usługa, nie zarejestrowano więcej internetowych głosów poparcia). Tak, tego samego.

W istocie ochrona danych osobowych jest ważnym tematem w Niemczech. Od dłuższego czasu niemiecki rząd pracuje nad nowelizacją ustawy o ochronie danych osobowych, która przystosowałaby ją do potrzeb epoki cyfrowej. Podejście do tej ostatniej jest w Niemczech – a przynajmniej w kręgach politycznych – ogólnie dosyć sceptyczne. Minister spraw wewnętrznych Thomas de Maizière (z konserwatywnej CDU) jest jednak zdania, że dyskusja na temat Google Street View idzie za daleko – w Internecie pokazywane są w końcu miejsca „publiczne”, jak fasady domów czy ulice.

Odczuwalny stopień oburzenia

Być może problem tkwi więc jedynie w rozdźwięku między dyskusją publiczną (tj. polityczną) a rzeczywistym stosunkiem mieszkańców Niemiec do Google Street View. Być może odczuwalny stopień oburzenia usługą jest większy niż w rzeczywistości. Kto się boi Google Street View? Chyba najprędzej niemieccy politycy. Oni mianowicie są, co się tyczy ochrony danych osobowych, jeszcze daleko w tyle za epoką cyfrową. A amerykański gigant Google regularnie próbuje im to uświadomić.

Fot. Google-Auto(cc)brianjmatis/flickr; Goorwell (cc)Inmigrante a media jornad/flickr; zamazane zdjęcie(cc)Google Street View; niemieccy zwolennicy Street View (cc)derandre.wordpress.com