Społeczeństwo

Niewidzialna prostytucja nie hańbi Warszawy

Artykuł opublikowany 3 lipca 2013
Artykuł opublikowany 3 lipca 2013

Prostytucja w Polsce: między stygmatyzacją cudzoziemców przez służby celne a negacją i dyskrecją na temat zjawiska, które w dalszym ciągu obecne jest w tej części Europy.

"Niczego takiego tutaj nie ma”, zapewnia Dawid, spuszczając wzrok na swoje zamszowe trzewiki. Prostytucja i handel ludźmi wydaje się być w Polsce tematem tabu. Dawid to nienaganny dwudziestodwuletni Polak, który idealnie wpisuje się w warszawski pejzaż, który zobaczyć można wokół Pałacu Kultury. O pierwszej w nocy na pejzaż ten składa się młodzież H&M, szklane dachy i stadion wzniesionego na Euro 2012 jak geometryczny punkt zbiegu.

W Warszawie istnieje zjawisko prostytucji, choć jego istnieniu się zaprzecza lub trzyma się je w tajemnicy. Wygląda na to, że stolica państwa, które najlepiej stawiło czoła kryzysowi, poszukuje nowego sposobu na przypodobanie się Zachodowi. "Prostytutki nie rzucają się w oczy”, podkreśla Alexis Ramos, młody Amerykanin, który w Kolegium Europejskim pisze pracę doktorską na temat prawodawstwa europejskiego w  dziedzinie zwalczania handlu ludźmi. Ramos zauważa, że "chociaż handel żywym towarem na Zachód wciąż istnieje, Polska właściwie przestała już być krajem pochodzenia ofiar, a stała się miejscem ich przeznaczenia i tranzytu”.

Czterdzieści sześć procent przestępstw dotyczących handlu ludźmi związanych jest z prostytucją. Polska jest punktem docelowym handlu żywym towarem, głównie ze wschodu. Niedawne kontakty handlowe z Azją - przede wszystkim z Wietnamem - poszerzyły strefę wpływów z bliższych terytoriów, takich jak Bułgaria, Rumunia, Mołdawia i oczywiście Ukraina – "to aktualnie główne źródła zjawiska handlu ludźmi w Europie ”, zauważa Ramos.

Nie można oprzeć się wrażeniu, że relacje między Polską a Ukrainą zawsze opierały się na specjalnych zasadach. Bardziej proeuropejski Kijów, jak ten za czasów byłej premier Julii Tymoszenko – obecnie uwięzionej pod zarzutem nadużywania władzy - zadecydował o zniesieniu wiz dla Polaków w zamian za to, że poprą oni kandydaturę Ukrainy do Unii Europejskiej. "Wizę do Polski łatwiej jest otrzymać niż do jakiegokolwiek innego państwa członkowskiego”, wyjaśnia Marina, dwudziestodwulatka urodzona w Równem, która na własnej skórze odczuła co znaczy być ukraińską imigrantką w Warszawie.

Upadek ZSRR spowodował wzrost prostytucji

"Pierwszy raz przyjechałam do Polski na wizę turystyczną. Potem wróciłam na rok jako uczennica szkoły kosmetycznej. Nigdy nie studiowałam. Zabrałam się za szukanie pracy bez znajomości języka polskiego”. Marina nie tylko potwierdza, że w ambasadach istnieją mafie handlujące młodymi Ukrainkami, ale również podkreśla, że polskie władze są nieufne wobec imigrantów z Ukrainy. "Nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby się prostytuować. Po opiece nad dziećmi i osobami starszymi dostałam pracę w branży logistycznej. Jednak za każdym razem, kiedy odwiedzam urząd celny, straż graniczna zdaje się być nieufna”.

Upadek ZSRR w 1991 roku i wynikające z tego zubożenie rodzin spowodowało nasilenie handlu ludźmi z Europy Wschodniej. Według Joanny Garnier z Fundacji Przeciwko Handlowi Ludźmi i Niewolnictwu La Strada: “bułgarskie i ukraińskie prostytutki pracują w Polsce już od ponad 20 lat”. La Strada to międzynarodowa organizacja, która od 18 lat pracuje  nad zwalczaniem handlu ludźmi w Holandii i w różnych częściach Europy Wschodniej. Jej siedziba mieści się przy kampusie głównym Politechniki Warszawskiej. Według szacunków La Strady, na 200 przypadków handlu ludźmi, 90% osób, które trafiły do Polski w 2012 roku to kobiety. Większość z nich to  prostytutki pochodzące z Bułgarii i Ukrainy”.

Wraz z ekipą La Strady, Garnier usiłuje promować program zapobiegający handlowi żywym towarem w szkołach, domach dziecka, organizacjach pozarządowych, a nawet w szpitalach psychiatrycznych. "Dwa tygodnie temu zorganizowaliśmy w Kościele Ukraińskim w Warszawie spotkanie informacyjne dla kobiet, które potrzebują pomocy. Żadna z nich nie przyznała się do tego otwarcie, ale jestem pewna, że niektóre są zmuszane do prostytucji”.

Słowa Mariny zdają się potwierdzać to podejrzenie: "niektóre dziewczyny z mojego kraju zapewniają swoje rodziny, że pracują jako sprzątaczki, a w rzeczywistości są prostytutkami. Nawet w Równem mówią, że jestem dziwką, bo zarabiam w Polsce”. Również w Warszawa nie jest wolna od uprzedzeń. Marina wspomina: “właścicielka pewnego mieszkania odmówiła wynajęcia go, kiedy usłyszała mój akcent. Myślała, że jestem z burdelu”.

Pomimo licznych kontrowersji z tym związanych, handel własnym ciałem nie jest w Polsce zabroniony. Prostytucja jest tu legalna, choć nielegalne są powiązane z nią praktyki sutenerskie . “To jedyna działalność gospodarcza, od której nie trzeba płacić podatków”, wyjaśnia Ramos. Zaznacza ona jednak, że “prostytutki muszą udowodnić Urzędowi Skarbowemu, że ich zarobki pochodzą z nierządu. Mogą w tym celu wykorzystać zdjęcia swoich klientów lub zeznania świadków”.

Nie jest to jednak powszechna praktyka. "Dziewczyny bardziej ufają swoim znajomym niż instytucjom”, mówi Garnier. "Niedawno zajmowaliśmy się przypadkiem bułgarskiej dwudziestolatki, która znalazła tu pracę w sektorze rolniczym. Już przedtem zbierała warzywa w Grecji. Jej krewny przedstawił ją dilerowi z Bułgarii, a gdy przybyła do Polski, zmuszono ją do prostytuowania się na ulicy. Gdy odmawiała, bito ją”.

Warszawa za wszelką cenę próbuje uniknąć utożsamiania jej z seksturystyką, stając się jednocześnie ofiarą swego własnego milczenia. Świadczą o tym dane zgromadzone podczas kontroli granicznych, przeprowadzanych podczas Euro 2012. I choć to prawda, że gry cieni widoczne są jedynie na ulicach sąsiadujących ze stacją metra Politechnika, ulotki klubów nocnych zalewające Nowy Świat i prowadzące do Stadionu Narodowego Aleje Jerozolimskie, zaśmiecają Warszawę – miasto nigdy nie zrealizowanych utopii.