Społeczeństwo

Noc w sercu Europy: być kobietą w Brukseli

Artykuł opublikowany 16 stycznia 2013
Artykuł opublikowany 16 stycznia 2013
Dokument, w którym Sofie Peeters przechadza się wzdłuż bulwaru Lemmonier, a w jej stronę lecą obelgi i zwroty niezbyt poprawne politycznie, zrobił furorę w sieci. Pierwsze zareagowały feministki, a po tym jak ustalono pochodzenie ''gentlemanów'' z filmu, odezwały się organizacje islamskie. Należy zadać sobie pytanie: czy ulice Brukseli są bezpieczne po wyłączeniu kamer?
Jak wygląda życie młodej kobiety w mieście, które jest centrum Europy i stolicą państwa, zajmującego szóste miejsce na świecie pod względem liczby gwałtów. Jacopo Franchi spaceruje bulwarem Lemmonier, zapuszcza się w dzielnice arabskie i wychwytuje słowa, szeptem wypowiadane przez młode dziewczyny.

Na początek dokument: prawie dwadzieścia minut wyzwisk i słów o seksistowskim zabarwieniu, rzucanych w kierunku studentki Sofie Peeters. Dzień jest spokojny i słoneczny. ''Hotel, łóżko, teraz…?”, ''ooo, ale ten tyłeczek...”, ''suka”, ''dziwka”. Obelgi prosto w twarz, na głos, w środku dnia. Ich twarze są zakryte, ale rodzice i znajomi są w stanie rozpoznać tego, kto mówi.

Dokument krąży po sieci. Podchwytują go mass media. Sofie Peeters otrzymuje pogróżki od islamskiej grupy Sharia4Belgium. Dziewczyna potwierdza w wywiadzie, że ''95% obrażających ją mężczyzn miało arabskie korzenie''. Peeters staje się niedostępna dla reporterów.

Bruksela, koniec października. Czwartkowy poranek, dzień pracy, słońce świeci nad bulwarem Lemmonier w dzielnicy Annessennes. Ulica, na której Sofie Peeters nakręciła dokument ''Femme de la rue'', łączy stację Midi z Nord. W ciągu ostatnich lat, imigracja latynoamerykańska ustąpiła miejsca tej z rejonu państw Maghrebu. Cukiernie arabskie, księgarnie arabskie, fast foody sprzedające mięso halal. Mało kobiet, wielu mężczyzn, którzy przechadzają się wolno po ulicy.

''Prawdziwe miasto zaczyna się tam, gdzie jest giełda”, mówi Daniel, imigrant z Rumunii, który siedzi obok mnie podczas śniadania. Gdy pytam go o kobiety zaczepiane na ulicy, myśli, że szukam prostytutek. Wyjaśniam Danielowi czym się zajmuję, co wyraźnie zachęca go do rozmowy: ''umieścili ich wszystkich tutaj, żeby ułatwić ''integrację''.

''Tutaj są poważniejsze problemy niż tyłek Sofie Peeters”, informuje mnie Linda Mondry, niezależna dziennikarka, która na swoim blogu o nazwie ''Coming out'', przedstawia kulisy życia w stolicy. ''Nie jestem ''wpływową'' dziennikarką i zapewne dlatego ludzie chętniej dzielą się ze mną swoją opinią - mówi Linda - Sofie jest młoda, a to, co zrobiła było nieco dziecinne. Gdy wytłumaczysz im, że nie jesteś prostytutką i pokażesz, że się nie boisz, przestają cię nękać. Młodzież z bogatych dzielnic przychodzi tu wieczorem, by odreagować. Od kiedy wprowadzono zakaz palenia w lokalach, wszyscy - biedni i bogaci - spotykają się tutaj. Wtedy też wybuchają bójki”. ''Jeśli powiesz, że jesteś z Anneessens - kontynuuje Linda - potencjalni pracodawcy skreślają cię z listy chętnych”.

Uczucie, które nie opuszcza mnie ani na chwilę, to świadomość, że ten świat jest oddalony o lata świetlne od rzeczywistości instytucji europejskich. Tutaj rządzą bieda, nuda, bezrobocie. ''Nigdy nie widziałem, by ktoś zaczepiał tu dziewczyny. Wpadnij do mnie, pokażę Ci jak wygląda życie imigrantów”, proponuje Abdel, Marokańczyk, którego spotkałem na schodach giełdy. ''Gdy nastaje noc, ta dzielnica zmienia oblicze. Ale żadna z moich przyjaciółek nigdy nie stała się obiektem agresji”, mówi Bilal, młody sprzedawca w księgarni Ar- Rissala. ''Jeśli dziewczyna jest młoda i nosi spódnicę, to może czuć się zagrożona. Ale znacznie gorzej jest w okolicach Ixelles”, twierdzą Chantal i Justine, które spotykam przed barem z fast foodem.

Poznaję tu Charlotte, Aurélie i Lisę, uczennice pobliskiej szkoły Francisco Ferrer. Dziewczyny mają po 19 lat, nie boją się napaści, ale wolą chodzić w grupach gdy robi się późno. ''Zatrzymali mnie pierwszego dnia szkoły”, opowiada jedna z nich. ''Lepiej nie ubierać się wyzywająco”, dodaje inna. Belgijki utrzymują, że takie traktowanie kobiet, to wynik biedy oraz wyizolowania społecznego. Wiele mieszkających tutaj kobiet, ma nieprzyjemną historię do opowiedzenia. Na przykład Chiara, której zdarzyło się być nagabywaną w tramwaju, uważa, że ''gdyby było więcej policji, istniałoby mniej powodów do strachu”. Julie, (29 lat), mówi: ''z wiekiem nauczyłam się lepiej reagować. Przed 25. rokiem życia próbujesz wszystkiego: odpowiadać, ubierać się inaczej, milczeć… Ale to nie działa”.

Od początku 2012 roku, Bruksela ma swoją sekcję ''Hollaback''. Powstała w 2005 roku w Nowym Yorku, w stolicy Belgii pojawiła się z inicjatywy Angeliki Hild - studentki z Niemiec, która odbywała tu swój staż. ''Po przyjeździe szybko zaczęły się problemy - Angelika opowiada o swoim pobycie w Brukseli - mówili, że się przyzwyczaję. Ale ja też mam prawo do swobodnego chodzenia po ulicy, tak jak mężczyźni”. Strona internetowa ''Hollaback'' publikuje historię napadniętych kobiet, pod jednym warunkiem: dziewczyny muszą podać szczegóły dotyczące pochodzenia i klasy społecznej mężczyzny, który je zaatakował. Regularnie organizowane są tzw. ''chalk walk” - nocne patrole w miejscach, gdzie dokonano napaści oznacza się kawałkiem kredy.

Dokument nakręcony przez Peeters przyczynił się do docenienia pracy wielu stowarzyszeń i organizacji antyseksistowskich. ''Jeśli zaczniesz zwracać uwagę na sposób w jaki się ubierasz, nie przestaniesz się bać - mówi Isabella Lenarduzzi, matka chrzestna kampanii ''Touche pas à ma pote” (tłum. nie dotykaj mojej koleżanki).  ''Jako córka imigranta z Włoch, walczyłam o prawa obcokrajowców. Ale dziś, dzieci imigrantów żyją odizolowane w dzielnicach Brukseli, w których trudno jest odnaleźć europejski pierwiastek. Jeśli jedyny wzór stanowi dla nich państwo (i kultura) rodziców, dorastają bez poznania zasad europejskich. Zasada równości kobiet i mężczyzn jest im obca. Jeśli nie masz zakrytej twarzy, jesteś dla nich dziwką'', dodaje Isabella. ''Musimy stać u boku tych kobiet, które walczą o swoje prawa. Chodzi przede wszystkim o kobiety drugiej i trzeciej generacji”.

Bulwar Lemonnier

Na koniec wracamy na miejsce przestępstwa. Chiara de Capitani, dwudziestoczteroletnia Włoszka urodzona w Belgii, zgadza się przejść bulwarem Lemmonier o siódmej wieczorem. Idę za nią, ale utrzymuję dziesięciometrowy dystans. Ulice wydają się być węższe niż za dnia, perspektywa wydłuża się w nieskończoność. Chiara idzie spokojnie. Jakiś chłopak podnosi się od stolika, szepce jej coś na ucho, śmiejąc się przy tym. Wstrzymuję oddech, ale nic się nie dzieje. Kończymy nasz spacer.

Chiara mówi, że podczas spaceru była ''spokojna,  a nawet zaskoczona”, że nikt jej nie zaczepił. ''To w dużej mierze kwestia szczęścia, ale wierzę, że rzadko mnie zaczepiają, bo wydaję się być pewna siebie”, mówi. Gdy zapisuję jej słowa, mężczyzna na rowerze podjeżdża do dziewczyny, która siedzi obok nas. Krzyczy coś do niej z gniewem w swoim języku, po czym ucieka odprowadzony obojętnym wzrokiem przechodniów.

Niniejszy artykuł powstał w ramach projektu Orient Express Reporter II, dzięki finansowemu wsparciu Komisji Europejskiej oraz Allianz Kulturstiftung.

Fot.: Główna (cc) Vox Efx/ flickr; w tekście (cc) Jacopo Franchi/; Film: (cc) 'Femme de la rue'; (cc) Elle Belgique/ dostępne na YouTube