Społeczeństwo

Nocne życie Wilna - droga do (dez)integracji

Artykuł opublikowany 9 stycznia 2012
Artykuł opublikowany 9 stycznia 2012
6,7% Polaków, 6,3% Rosjan, 1,2% Białorusinów, 0,7% Ukraińców, 0,1% Aszkenazyjczyków, 0,09% Tatarów... Na Litwie, podczas spisu ludności w 2001 roku zidentyfikowano aż 115 mniejszości etnicznych. Jednak czy przez te wszystkie lata, grupy te zdołały zintegrować się z lokalną ludnością?

Chodzą do oddzielnych szkół, nigdy nie dana im była możliwość przemieszania się. Żyją wspólnie na terytorium, które w przeszłości należało do Rosjan, Polaków i ostatecznie do Litwinów, w kraju wyzwolonym zaledwie 20 lat temu, który usilnie walczył, żeby ustalić własną tożsamość. Współżycie tak zwanych „mniejszości etnicznych” na Litwie jest zagadnieniem państwowym i ma własną instytucję: „Departament do spraw mniejszości narodowych”. Jej dyrektor, Kastytis Minkauskas, nie jest jednak w stanie nam wyjaśnić czym dokładnie zajmuje się ten urząd. Dlatego najlepiej ocenić poziom integracji różnych narodowości żyjących w jednym mieście pojawiając się, z premedytacja i pod osłoną nocy, w miejscach spotkań i wymiany poglądów w całym tego słowa znaczeniu – czyli w knajpach i barach Wilna. 

Rosyjski już nie obowiązkowy?

Przed zanurzeniem się w litewskie życie nocne zaopatrujemy się w informacje o różnych ważnych czynnikach, które mogą utrudniać integrację mniejszości. Pierwszym z nich jest język. Vilma, 26-letnia Litwinka, tłumaczy: „byliśmy częścią Związku Radzieckiego i dlatego wszyscy musieliśmy mówić po rosyjsku. Teraz już z tym koniec”. Drugim jest po prostu fakt nie bycia Litwinem. Bycie cudzoziemcem może być w niektórych sytuacjach przeszkodą. Trzecim jest towarzystwo. Pojedynczej osobie prościej jest zawrzeć relacje z kimś z innej społeczności niż całej grupie. Ponadto trzeba wziąć pod uwagę to, że prawie we wszystkich knajpach odbywa się tzw. „ścisła kontrola twarzy”.

Knajpy Rosjan- knajpy w których się pije

Rozpoczynamy nasze dochodzenie. Pewna osoba, która nie chce wyjawić swojej tożsamości, oprowadza nas po głównych knajpach Wilna. Jest ona tak popularna, że podczas naszej wędrówki ponad 10 osób podchodzi żeby uścisnąć jej dłoń. „Jeśli właściciel ma rosyjskich znajomych, oni mówią o tym swoim znajomym i w konsekwencji Rosjanie przychodzą do knajpy”. W ten sposób wyjaśnia nam, że integracja osobników z różnych grup etnicznych w danej firmie zaczyna się od właściciela. Przykładem jest Plumbun, lokal znany z tego, że bywają tam Białorusini choć większość mieszkańców Wilna go nie zna. Ale jak to jest w innych przypadkach? Mniejszości narodowe są zmuszone otwierać własne knajpy podobne do tych, które w danym momencie są na topie? Jedynym konkretem, który udaje nam się wyciągnąć od naszego informatora jest to, że „Polak może mieć problemy w knajpie, jeśli zachowuje się jak Polak (...), obcokrajowcy są częścią miasta, ale...”

Większość najbardziej uczęszczanych barów znajduje się na starym mieście, które zaczyna się od Bramy Wileńskiej. W ciągu dnia ta część miasta jest „pełna Polaków podążających do miejscowego Kościoła katolickiego. a w nocy - pijaków różnych narodowości”, wyjaśnia. Według tego samego źródła „istnieją dwa typy knajp: te, które są znane od strony kulturalnej i knajpy w których się pije, powiązane z Rosjanami”. Na koniec jednak wyznaje, że większość z nich powstaje w celu „prania brudnych pieniędzy” – to z tego powodu są stale otwierane i zamykane. Istnieje jednak jeden wyjątek, Absento Fejos, jest bardziej stabilnym lokalem do którego, dziwnym trafem, „obcokrajowcy mają wstęp wzbroniony”, wyznaje nasz rozmówca. Chociaż z czasem rozluźnia się ta sztywna reguła: „teraz czasem wejdzie jakiś rosyjski VIP” (rzeczywiście, o trzeciej nad ranem zdradza nas nasz cudzoziemski wygląd i zabrania się nam wstępu do knajpy).

Wchodzimy do baru-dyskoteki Gorky. Z rozmowy z jego dyrektorem artystycznym dowiadujemy się jedynie, ze „można było mocno odczuć stratę litewskich klientów, którzy wyemigrowali do Wielkiej Brytanii”. Następnie poznajemy jednego z DJ-ów, 23-letniego Rosjanina. Spotykamy go siedzącego na sofie w podziemiach knajpy, palącego i gawędzącego (po rosyjsku) ze swoimi znajomymi (Rosjanami). Zwierza nam się, że spotyka się tylko i wyłącznie ze swoimi „rosyjskimi przyjaciółmi”. Pytamy go o Metelicę, klub rosyjski, o którym słyszeliśmy. „Tam chodzą tylko ci, co nie mają gustu”.

Nie możecie wejść i nie będę tłumaczył dlaczego

W 1995 Rosjanie stworzyli „Unię Rosjan na Litwie”. Według raportu opublikowanego przez ECRI we wrześniu 2011 roku uważają oni, że „Litwini gnębią ich przez swój nacjonalizm”. Mając na uwadze ten zarzut wchodzimy do Metelicy, słynnego rosyjskiego klubu w Wilnie.

Dyskoteka ta owiana jest tajemnicą. Dyskoteka ta owiana jest tajemnicą. Nie spotkaliśmy nikogo, kto by był gotowy nam towarzyszyć. Nasz informator zwierza się, że „5 lat temu był świadkiem czegoś nieprzyjemnego i nie chce tam wracać”. Mówią nam, że tam jest niebezpiecznie. To tylko Rosjanie tam chodzą? Postanawiamy stanąć twarzą w twarz z niebezpieczeństwem i idziemy. W przeciwieństwie do większości knajp, ta jest oddalona od centrum i trudno ją znaleźć. Ci, których o nią pytamy udają, że jej nie znają lub okazują zdziwienie.

W końcu natykamy się na kilka osób, które objaśniają nam drogę do, jak mówią, „tego ruskiego czegoś”. W pół godziny po północy zauważamy neonowe tablice, które dają nam znać, że dotarliśmy. Zastajemy szare drzwi z trzema małymi okienkami obstawionymi rosyjskimi bramkarzami. Jedno z nich otwiera się -„Nie”- i zamyka na nowo. Próbujemy z nimi rozmawiać, bez powodzenia. Zagadujemy grupki młodzieży, które czekają przed wejściem. W każdej z nich jest przynajmniej jeden Rosjanin. „To dlatego, że dziś obowiązuje odpowiedni strój”. Odchodzą. Chcemy zaprezentować bramkarzowi nasz odpowiedni strój, podobny do tego, który mieli na sobie ci, których wpuszczono. Nie zważając na litewski mróz, zdejmujemy płaszcz i szalik i ustawiamy się przed okienkami w drzwiach wskazując palcem na nasze ubranie. „Nie”. Zbliżamy się do dwóch Rosjan i jednej Litwinki, którzy dają nam nadzieję na wejście udając że jesteśmy ich znajomymi. Bramkarz rzuca po rosyjsku: „Wy tak, one nie! I nie będę tłumaczył dlaczego!”.

Ciężko jest próbować rozmawiać o integracji w knajpach, zwłaszcza jeśli odmawiają ci do nich wstępu, bo jesteś obcokrajowcem. Nie wątpimy w istnienie 115 wspólnot etnicznych na Litwie, ale nasze doświadczenie pokazuje, że ich integracja - przynajmniej jeśli chodzi o życie nocne - jest znikoma. Poza tym stanowi ona drażliwy temat. Ale nikt nie powiedział, że przystosowanie się do zmian niosąc dotkliwy ciężar przeszłości będzie łatwe. Mimo wszystko, litewska młodzież jest gotowa na zmianę sytuacji. Jak powiedziała pracownica organizacji Centre Plus: „nie jesteśmy zbyt gościnnym społeczeństwem, ale z czasem takim się staniemy”.

Podziękowania dla cafebabel Vilnius, dla naszego informatora, specjalne podziekowania dla Francesca'i Magistro za to, że jest zawsze gotowa stawić czoła „niebezpieczeństwu”.

Powyższy artykuł został napisany w ramach projektu pt. „Multikulti on the Ground 2011-2012”, serii reportaży o multikulturalizmie, realizowanych przez cafebabel.com na terenie całej Europy.

Fot.: główna: oficjalna strona internetowa baru Gorky na FB; tekst: © Francesca Magistro