Społeczeństwo

Nowa Polska - nowy stadion: zasłyszane na warszawskim Stadionie Narodowym

Artykuł opublikowany 7 października 2011
Artykuł opublikowany 7 października 2011
Ostatnimi czasy w osobliwym,warszawskim krajobraz wyrasta nowy budynek: Stadion Narodowy. Później niż planowano, ale na Mistrzostwa Europy ma być gotowy – i otwarty jeszcze w tym roku. Kosztowna i kontrowersyjna budowla powstaje na brzegu Wisły, w miejscu poniekąd historycznym.

Nad pokrytym pyłem gigantycznym placem budowy rozbrzmiewa łomot maszyn. Przed południową ścianą biało-czerwonego, owalnego gmachu stadionu, tam gdzie zaczyna się nasza wycieczka, wznosi się istny zgrzyt pośród koparek i betoniarek: rzeźba przedstawiająca trzech muskularnych sportowców. Ich twarze, o zdecydowanych, kanciastych rysach, zwrócone są na zachód. – Mówi się na nich „Uciekający na Zachód na bosaka” – opowiada Jarek Dąbrowski, od 23 lat przewodnik, od 72 – warszawiak. Do momentu rozpoczęcia budowy w 2008 roku rzeźba ta zdobiła południowe wejście na „Stadion Dziesięciolecia Manifestu Lipcowego”, zbudowany na gruzach zniszczonej Warszawy, niedługo po zakończeniu drugiej wojny światowej. - Stadion robił wrażenie nagrobka na cmentarzysku miasta – opisuje Dąbrowski. Zbudowano go z okazji „V Światowego Festiwalu Młodzieży i Studentów” - jednej z socjalistycznych imprez propagandowych.

Paradoksalnie „Stadion X-lecia” – jak powszechnie skraca się jego pełną, zawiłą nazwę – zdobył swą sławę dzięki protestom przeciwko reżimowi: w czasie dożynek w 1968 roku nauczyciel filozofii Ryszard Siwiec zapragnął zademonstrować swój sprzeciw wobec krwawego stłumienia praskiej wiosny przez wojska Paktu Warszawskiego, dokonując publicznego aktu samospalenia. Incydent ten zatuszowano, gazety ani jednym słowem nie wspomniały o całym wydarzeniu. Dopiero po upadku komunizmu reżyser Maciej Drygas wystawił męczennikowi spóźniony pomnik w postaci filmu „Usłyszcie mój krzyk”.

Stadion Solidarność

Stadion stał się również tłem innego legendarnego antyreżimowego wydarzenia. – Kiedy w '83 nasz papież odprawiał mszę na stadionie, przyjęto go niczym gwiazdę muzyki pop – opowiada Jarek Dąbrowski, wówczas jeden z 1,5 miliona widzów. – Wiwatowano na widok każdej z przemyconych ukradkiem flag z charakterystyczną czcionką Solidarności. Trybuny falowały jak morze biało-czerwonych flag – opisuje. Wtedy to też papież Jan Paweł II pobłogosławił nielegalny wówczas związek zawodowy. Wspierał go w walce o demokrację i niepodległość, sześć lat później uwieńczoną zwycięstwem.

Przed maratonem na Stadionie Dziesięciolecia

Tak jak ustrój polityczny, tak i mury stadionu, wzniesionego na brzegu Wisły w ciągu zaledwie jedenastu miesięcy, zaczęły kruszeć. Wykazywały również praktyczne braki: z powodu długiej drogi między szatnią a boiskiem w trakcie meczów przerwa po pierwszej połowie musiała trwać dwa razy dłużej. Nie było również sztucznego oświetlenia. – Naokoło welodromu ustawiano wówczas samochody z włączonymi reflektorami – kontynuuje opowieść Jarek Dąbrowski. – Z gruzu, sypiącego się z tej ruiny, można było usypać niemały pagórek! – wspomina przewodnik. Jego propozycja trafiła na pierwszą stronę lokalnej warszawskiej gazety „Super Ekspres”, jednak miasto ją odrzuciło. Niepowodzeniem zakończyła się również inicjatywa grupy architektów, pragnących objąć stadion ochroną zabytków ze względu na jego historię i architekturę. Po nominacji Polski i Ukrainy na gospodarzy Mistrzostw Europy, na fundamentach ruiny postanowiono zbudować nowy stadion.

Od ruskiego bazaru do prestiżowego obiektu

Jednak nie tylko sam budynek padł ofiarą tej decyzji. Na początku lat 90. na terenie wokół ruin oraz na terenach wokół stadionu otworzono bazar. Wśród handlarzy znaleźć można było Polaków, ich sąsiadów zza wschodniej granicy oraz Wietnamczyków. Pachnąca postępem nazwa „Jarmark Europa” szybko przekształciła się w „ruski bazar”. Wszystko, co nadawało się do sprzedaży, można było wymieniać tutaj na dolary. – Broń, psy, pralki – za niewielkie pieniądze można było kupić wszystko, czego dusza zapragnie – opowiada pewna warszawianka. – Nielegalni handlarze szeptali: „wódka” albo „papierosy”, oferując przemycone przez granicę produkty. – „Tylko mnie kochaj”, szeptał jeden z handlarzy. Chciał sprzedać mi piracką kopię filmu pod tym tytułem (reż. Ryszard Zatorski – przyp. red.) – wspomina studentka Ewelina. – Filmy produkcji rosyjskiej można było wypożyczyć – kontynuuje – a w barkach zjeść wietnamskie potrawy, koktajle z fasoli i owoców – szaleństwo. Ewelina tęskni za bazarem. – Nie ma drugiego takiego w Polsce – mówi. Nowy stadion to jej zdaniem obiekt czysto prestiżowy.

Więcej na ten temat w artykule: Euro 2012 w Warszawie: zamieszanie wokół stadionu

Po północnej stronie placu budowy, przed wejściami do stacji metra „Stadion” widać kilka stoisk, przykrytych plastikowymi plandekami – pozostałości bazaru. Kupujący tłoczą się w przejściach, wyłożonych kartonami w ochronie przed błotem. Ktoś ukradkiem proponuje mi kupno „papierosków”. Podróbki dżinsów i sweterków z poliestru łopoczą na wietrze jak flagi. Dalej grill, można kupić kawę i kotlety. Jedna z handlarek opowiada, że i te resztki rynku zostaną zlikwidowane, kiedy zaczną się mistrzostwa. Jak tysiące innych handlarzy będzie wtedy musiała poszukać sobie innej pracy. – Na rynku łatwo było ją znaleźć – twierdzi. Wprawdzie jako alternatywę zaproponowano pracę w centrum handlowym. Ale to jest zbyt małe i położone zbyt daleko.

– Kiedy w trakcie Mistrzostw Europy 2012 wszystkie spojrzenia będą skierowane na Polskę, wszystko musi wyglądać reprezentacyjnie. Jarmark Europa to był jeden wielki śmietnik – stwierdza młody mężczyzna na przystanku autobusowym. – Niech pani spojrzy – mówi, wskazując ręką w kierunku prymitywnych budek, sprzedawców i poliestrowych sweterków. Podobnie jak on wielu warszawiaków cieszy się z faktu, że nareszcie pozbędą się „brudasów”. – Jestem dumny z naszego nowego stadionu. Jest symbolem tego, że Polska to dziś prawdziwie europejski kraj – dodaje. Za jego plecami pnie się do nieba sylwetka stadionu utrzymana w barwach narodowych. Widziana z tego miejsca sprawia wrażenie UFO z innej epoki.

Fot.: strona główna (cc)Zaykoski /flickr ; w tekście: ©Johanna Meyer-Gohde; maraton (cc)Socialism Expo/flickr; video: (cc)Youtube