Społeczeństwo

„Oburzeni”: lewicowy populizm czy polityka prekariatu?

Artykuł opublikowany 14 czerwca 2011
Artykuł opublikowany 14 czerwca 2011
„Lewicowy populizm” – krzyczy dyrektor wydawniczy „Courrier International”. „Oburzenie, i co dalej?” – usłyszeć można coraz częściej o zainicjowanym w Hiszpanii ruchu „Oburzonych”. Niektórzy są oburzeni – „europejskie lato” nie ma nic wspólnego z „arabską wiosną”. Czterech młodych Europejczyków analizuje ruch 15M (od 15 maja - dnia pierwszych protestów – przyp. tłum.
): nadzieje, które się z nim wiążą i jego potencjalne ograniczenia.

„Mimo że ruch ten jest interesujący, moim zdaniem zniknie wraz z początkiem lata. Taki sam los spotykał wszystkie młodzieżowe ruchy protestu. Właśnie dlatego Maj ‘68 nie przerodził się w Lato ‘68. No dobra, było jeszcze Lato ‘69, ale niewiele miało wspólnego z polityką… (Przepraszam za to porównanie do Maja ‘68, moje francuskie korzenie nie pozwalają mi go pominąć…). W sumie wychodzi na to, że ten bunt jest ściśle ukierunkowany i nie wierzę, żeby miał się przerodzić w coś bardziej długotrwałego”.

Sergio, Berlin

Z takim sloganem zwycięstwo nie jest pewne...„Uważam, że to zdrowe i niezbędne zjawisko: obywatelskie oburzenie, usprawiedliwione nierównościami ekonomicznymi, korupcją i miałkością polityki, krystalizuje się w uliczne protesty i publiczne debaty. Ale porównania do »arabskiej wiosny« czy mówienie o »rewolucji« to przesada nastawiona tylko i wyłącznie na podbicie nakładu dzienników. Jose Zapatero to nie Hosni Mubarak, nie mamy tu dzikiego strajku, barykad ani czołgów na ulicach, a liczba »Oburzonych« (przynajmniej w Hiszpanii) nie przekracza kilkunastu tysięcy, nie mogą więc reprezentować 30 milionów wyborców, którzy w przeważającej większości, w ostatnich wyborach, znów zagłosowali »za systemem«. Niech żyje polityczna mobilizacja! Ale nie mylmy skali tych zjawisk”.

Aníbal Tierno, Barcelona

„»Oni leją na nas z góry, a my mówimy, że deszcz pada«. Czyż ten slogan »Oburzonych« nie wystarczy za opis nieuleczalnego podziału między tymi, którzy nami rządzą i nami – rządzonymi? To jasne, że dłużej tak nie damy rady. Szczególnie my, młodzi. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że to my najwięcej zapłaciliśmy za kryzys ekonomiczny. Zabrano nam naszą przyszłość, zamknięto w tymczasowym życiu, w którym nie liczy się jakość jednostki, zmuszono nas do tolerowania faktu, że rządzą nami starcy, w przeważającej większości nieudolni tyrani pozbawieni ideałów, coraz bardziej unikający naszego głosu i bezpośredniej konfrontacji. Całe szczęście mamy Internet. Z jednej strony dał nam dostęp do bardziej nieskrępowanego obiegu wiarygodnych informacji, dzięki czemu możemy demaskować niejasne mechanizmy władzy i jej nadużycia, po które sięga, żeby twardą ręką przedłużyć swoje trwanie. Z drugiej strony, dzięki informacyjnemu potencjałowi i jednoczącej sile sieci, mogliśmy rozpropagować nasze idee i skomunikować ze sobą tych, którzy je podzielają. We Włoszech od lat działa oddolny ruch społeczny skupiony wokół blogera i komika Beppe Grillo, który zgromadził swoich zwolenników właśnie za pomocą sieci i tzw. promocji szeptanej. Dzięki nim, podczas poprzednich wyborów, wypromowano go na prawdziwego gracza-outsidera naszej sceny politycznej. Czy popieram ruch »Oburzonych« w całej Europie? Na pewno jestem za, jeżeli ma on oznaczać oburzenie pokojowe, o którym pisze Stéphane Hessel w swojej książce Czas oburzenia; oburzenie które ma dodać znaczenia naszemu głosowi, przywrócić powagę instytucjom i wyznaczyć nowe priorytety organom politycznym. Natomiast jestem przeciw, jeśli chodzi o anarchistyczną rewolucję, która chce wywrócić do góry nogami dzisiejszy ustrój polityczny. Bo same idee nie wystarczą do rządzenia krajem. Demokracja bezpośrednia zawsze będzie dla mnie konceptem tak romantycznym, co utopijnym”.

Federico, Mediolan

"The revolution will not be televised"„Moje odczucia w odniesieniu do ruchu są bardzo zróżnicowanie. To dla mnie jednocześnie piękne i fascynujące widzieć tych wszystkich ludzi działających z własnej chęci i wyznających wartości, które sama uznaję za pozytywne i konstruktywne. Takie spotkania na pewno pozwolą im odnaleźć własne miejsce i swoją rolę na politycznej arenie, w pełnym znaczeniu tego słowa. Dzięki temu mentalnie ułatwi im to przyswojenie sobie na nowo pierwotnego znaczenia demokracji. Jednocześnie widzę też wszystkie słabości i ograniczenia tego ruchu - stowarzyszenia, które ideowo kieruje się trochę we wszystkie możliwe strony i czasem kręcą się w kółko. Sporo jest osób odrzucających władzę, przywództwo, kierujących się bardziej w stronę wojujących libertarian i bardzo w to zaangażowanych. Krótko mówiąc, w jaki sposób taki ruch miałby doprowadzić do prawdziwej społecznej i politycznej zmany? Tej inicjatywie trzeba nadać jakiś ostateczny kształt, a nie widzę w tym temacie żadnego porozumienia. Nawet jeśli takie zróżnicowanie poglądów daje przestrzeń do wzbogacających dyskusji, co już samo w sobie jest interesujące, obawiam się szybkiego wypalenia. Być może jednak to proste i efemeryczne doświadczenie protestu naznaczy mentalność niektórych »Oburzonych« i będzie miało przez to większy oddźwięk w przyszłości. Myślę, że najciekawsze doświadczenie, jakie przyniósł nam ten ruch, to nowe spojrzenie na wykluczonych. Mówi się: »wyszli na ulicę« ale w rzeczywistości ta ulica już dawno była zajęta przez sporą grupę biednej i zmarginalizowanej populacji. Szczególnie uderzające było to w Liège, gdzie »Oburzeni« postanowili zająć główny plac i szybko zorientowali się, że zakłócają ustalone tam już zwyczaje związane z handlem heroiną, będący w tym mieście znaczącym problemem. Tym samym przez kilka dni żyli razem z narkomanami. Żeby trzymać się idei »oburzenia«, pozwolili również im zabierać głos, co jest mocnym sygnałem, bo to właśnie ci ludzie są naprawdę tego głosu pozbawieni. Ale jednocześnie zorientowali się, że są manipulowani (dilerzy mieszali się z członkami zgromadzenia, uciekając przed policją) i ostatecznie nie udało im się uniknąć przemocy. Myślę sobie więc, że każda grupa »Oburzonych« powinna z tej historii wyciągnąć odpowiednie wnioski”.

Amélie, Bruksela

Fot. główne © calafellvalo/flickr; kartonowa rewolucja © jafelado/flickr; tweet © myloveforyou/flickr